Światowy gigant rynku kosmetycznego – firma L’Oreal z siedzibą we Francji – w sobotnim oświadczeniu poinformowała, że w ramach walki z rasizmem przestanie używać słów „biały”, „wybielający” czy „jasny” na opakowaniach swoich produktów do pielęgnacji skóry.

Na razie nie wiadomo, kiedy zmiany zostaną wprowadzone ani kiedy zobaczymy na sklepowych półkach nowe opakowania. Wiadomo, że decyzja L’Oreal stała się kolejnym przyczynkiem do debaty nad tym, gdzie zaczyna się dyskryminacja.

Ale francuski koncern nie jest pierwszym, który zaplanował takie zmiany. Wcześniej – także francuska filia angielsko-holenderskiej firmy Uniliver poinformowała, że zmienia nazwę kremu rozjaśniającego. W specjalnym komunikacie Unilever zobowiązał się do nieużywania słowa „jasny”. Wyjaśniono, że „marka zobowiązuje się do chwalenia wszelkich odcieni skóry”.

Dotychczas w reklamach wielu kosmetyków uzyskanie „jasnej i promiennej cery” było przedstawiane jako jeden z najbardziej pożądanych celów pielęgnacji oraz oznaka zdrowia, piękna i dobrego samopoczucia. Pytanie, czym zastąpione zostaną zakazane słowa.

 

Wujek Ben i ciocia Jemima

Zanim protesty rozpoczęte pod znakiem Black Lives Matter dotarły do koncernów kosmetycznych, uderzyły w firmy od dziesięcioleci symbolicznie podtrzymujące skojarzenia z niewolnictwem.

Jako pierwsza w ogniu krytyki znalazła się firma PepsiCo Inc. – producent Pepsi-Coli i właściciel marki „Aunt Jemima” (z ang. – ciocia Jemima). Ciocia Jemima to Afroamerykanka, nazwana tak na cześć postaci z XIX-wiecznych historyjek opowiadanych na targach. Obraźliwa karykatura zakorzeniona jest w stereotypie przyjaznej czarnoskórej kobiety, pracującej jako służąca lub niania dla białoskórej rodziny.

Kobieta od 130 lat widnieje jako logo syropu klonowego i mieszanki do naleśników produkcji PepsiCo. Na początku czerwca tego roku firma zdecydowała się o zmianie nazwy oraz wizerunku marki, uznawanych za rasistowskie. Wszystko po bojkocie marki, do którego wezwano w mediach społecznościowych.

„Uznajemy, że pochodzenie cioci Jemimy opiera się na rasowym stereotypie. Pracując nad postępem w kierunku równości rasowej poprzez szereg inicjatyw, musimy również uważnie przyjrzeć się portfolio naszych marek i upewnić się, że odzwierciedlają one nasze wartości i spełniają oczekiwania naszych klientów” – napisał w oświadczeniu Kristin Kroepfl, wiceprezes spółki należącej do PepsiCo.

PepsiCo ogłosiło również pakiet inicjatyw wartych ponad 400 milionów dolarów w ciągu pięciu lat, które mają wesprzeć czarnoskórą społeczność i zwiększyć reprezentację osób czarnoskórych w firmie.

Za przykładem poszli też producenci ryżu, sosów i przypraw marki Uncle Ben’s (z ang. – wujek Ben). Uncle Ben's planuje rewolucyjne zmiany wizerunkowe i zapowiada nowe logo – w którym również widnieje czarnoskóry mężczyzna.

Marka Uncle Ben's pojawiła się na rynku w 1946 roku. Jej nazwa miała nawiązywać do czarnoskórego rolnika uprawiającego ryż, znanego właśnie jako „aujek Ben”. Postać przedstawiona w logotypie marki to – jak podkreśla producent – „ukochany szef kuchni i kelner z Chicago, Frank Brown”.

Problematyczne jest jednak samo określenie „uncle”, które obok słowa „aunt” używane było w czasach segregacji rasowej jako „zwrot grzecznościowy” wobec starszych czarnoskórych osób. Były to swoiste zamienniki zwrotów „pan” lub” pani”, które jako oznaka szacunku społecznego adresowane były wyłącznie do osób białych.

 

Rasistowskie słodycze

Część producentów nie czekając na ruch wzburzonej społeczności, sama zaczęła odświeżać swoje portfolio. I tak gigant Nestle poinformował, że w związku z protestami zapoczątkowanymi po brutalnej interwencji policjantów wobec George’a Floyda i ruchem Black Lives Matter, zapowiedziało „zmianę nazw nazwy kilku lokalnych marek, które wykorzystują stereotypy i uprzedzenia kulturowe".

Nestlé chce zmienić m.in. nazwę galaretek w czekoladzie – Chicos i malinowych cukierków do żucia – Red Skin.

„Zróżnicowana i inkluzywna kultura jest fundamentem naszej siły. Wartości Nestlé są zakorzenione w szacunku, a my nie tolerujemy rasizmu ani dyskryminacji w jakiejkolwiek formie. Natychmiast zmienimy nazwy kilku lokalnych marek, które wykorzystują stereotypy i uprzedzenia kulturowe” –przekazano w oświadczeniu.

„Redskin” w języku angielskim jest obelgą używaną wobec rdzennych plemion żyjących na terenie Ameryki Północnej. „Chico” z kolei to określenie stereotypowego przedstawiciela społeczności Latynosów.

Na liście do zmian jest jeszcze firma Conagra, która produkuje syrop „Mrs. Butterworth’s”. Producent już zapowiedziała, że przeprowadzi pełen przegląd marki i opakowań. A także producent lodów „Eskimo Pie” – Eskimos, podobnie jak Indianin, to bowiem określenie uznawane za obraźliwe.

 

Książki na stos i apel do Tarantino

Zabójstwo George'a Floyda przez policjanta stało się przyczyną do globalnej dyskusji na temat rasizmu, jego przejawów i granic. Niektórzy mówią, że to przesada, inni – że w końcu nadeszło opamiętanie i koniec znoszenia cichych upokorzeń.

Część czarnoskórej społeczności oraz obrońcy praw człowieka domagają się usunięcia m.in. z publicznych bibliotek książek Marka Twaina i Harper Lee, ponieważ są to dzieła rasistowskie. Media podają, że stan Minnesota już wprowadził nowe regulacje w tym zakresie.

Głośno zrobiło się także o książkowym i filmowym megahicie „Przeminęło z wiatrem” z 1939 roku, który także utrwala stereotypy rasowe. HBO GO początkowo usunęło go ze swojej platformy streamingowej, ale w związku z dużym zainteresowaniem widzów film przywrócono do biblioteki, jednak opatrzono go filmowych komentarzem wyjaśniającym.

A utytułowany amerykański scenarzysta i reżyser – John Ridley, laureat Oscara za film „Zniewolony (12 Years a Slave)”, zwrócił się do Quentina Tarantino z apelem, aby usunął ze swoich filmów słowo „nig*er” (z ang. – wyjątkowo obraźliwe określenie osoby o czarnym kolorze skóry) i nie używał go w kolejnych. Quentin na razie nie odpowiedział na apel.