Czy jest możliwe dotarcie do celu podróży wcześniej, niż się wyruszyło? Jest. Jeszcze kilka lat temu pasażerowie lecący Concorde’em z Europy do Stanów Zjednoczonych lądowali w Nowym Jorku wcześniej, niż wystartowali z Paryża (oczywiście według czasu miejscowego). Ten samolot latał po prostu szybciej, niż wynosi prędkość ruchu wirowego Ziemi. Nic dziwnego, że podróż Concorde’em uchodziła za coś więcej niż zwykła podróż: za przeżycie z pogranicza magii. Ta magia odeszła wraz z ostatnim Concorde’em, ale teraz jest szansa, że za kilka lub kilkanaście lat powróci.

W PIĘĆ GODZIN PRZEZ PACYFIK

W wyścigu, którego celem jest zbudowanie następcy Concorde’a, biorą udział Amerykanie, Europejczycy i Japończycy. Amerykańska firma Aerion planuje w roku 2014 oddać do użytku odrzutowiec SBJ zdolny osiągnąć 1900 km/godz. Samolot może pomieścić dwunastu pasażerów. Ma być sprzedawany po 80 milionów dolarów. Koszt jego opracowania i wdrożenia projektu do produkcji to około 1,3 miliarda dolarów.

Także kraje europejskie pracują nad cywilnym odrzutowcem. Ich projekt roboczy nazywa się HISAC i znajduje się jeszcze w stadium początkowego planowania. Liderem światowego wyścigu wydaje się Japońska Agencja Eksploracji Przestrzeni Powietrznej (JAXA), która ogłosiła, że ich odrzutowiec pasażerski wyprodukowany zostanie do roku 2020. Ma to być duży odrzutowiec na 200–300 miejsc, pracują nad nim wspólnie największe japońskie koncerny, m.in. Kawasaki, Mitsubishi i Fuji. Przelot z Tokio do Los Angeles zajmie maszynie pięć godzin, dwa razy mniej niż samolotom, które latają teraz.

SKÓRA I HEBAN

Inżynierowie pracujący nad tymi projektami starają się wskrzesić magię Concorde’a, ale chcą zarazem uniknąć słabych stron legendarnej francusko-brytyjskiej konstrukcji. Oprócz gigantycznego zużycia paliwa bez wątpienia najważniejszą wadą Concorde’a był straszliwy hałas przy przekraczaniu bariery dźwięku. Światowe przepisy i normy są w tej kwestii bardzo rygorystyczne. Według zarządzenia Światowej Komisji Lotniczej nad terytorium większości państw europejskich Concorde mógł latać tylko poniżej prędkości dźwięku, dopiero nad oceanem piloci wykorzystywali wszystkie jego zalety. To powodowało, że samolot był nierentowny na większości tras. Właśnie dlatego zbudowano tylko 20 Concorde’ów, z których jedynie 14 latało jako samoloty liniowe.

Dlatego opisywany wcześniej japoński samolot ponaddźwiękowy ma być sto razy cichszy niż Concorde. Redukcja hałasu jest też podstawowym celem inżynierów opracowujących ponaddźwiękową maszynę dla firmy SAI (Supersonic Aerospace International). Projekty cichych silników przygotowują trzej najwięksi producenci na świecie: General Electric, Pratt & Whitney i Rolls-Royce.

Odrzutowiec ma być także wyjątkowo przyjazny dla pilota. Na monitorze będzie widział pod naturalnym kątem pas startowy, co jest szczególnie pomocne podczas szybkiego podchodzenia do lądowania – to rozwiązanie jest też poniekąd wymuszone przez stosunkowo długi dziób samolotu (dziób musi być długi i ostry, aby zmniejszyć znaczny przy wysokich prędkościach opór). Podobny problem inżynierowie mieli z Concorde’em, w którym, jak wiadomo, dla osiągnięcia lepszej widoczności możliwe było opuszczanie dziobu samolotu.

Dla pasażerów przygotowano na pokładzie szereg wygód, luksusowa kabina przypomina bardziej gabinet dyrektora niż wnętrze samolotu. Znaleźć się w niej mają skórzane fotele oraz elementy hebanowe.