Temu szczęściu miały także służyć nowe technologie wojskowe, z których ZSRR zawsze słynął. I nawet jeśli jakiś spektakularny wynalazek powstał na Zachodzie, radziecka propaganda – przynajmniej w ZSRR i w krajach satelickich – udowadniała, że inspiracja wyszła z Kraju Rad. A choćby i z carskiej Rosji, byle tylko z terenów znajdujących się obecnie w imperium. O ile jednak naukowcy i badacze rozpoczynający swą karierę za czasów carskich kierowali się przyziemnymi potrzebami ludzi, o tyle wynalazcy radzieccy mieli wyższe ambicje: dorównanie Bogu (którego według nich nigdy nie było) i jego dziełu stworzenia.

Wprawdzie opowieść o Frankensteinie zrodziła się w XIX-wiecznej Anglii, ale stała się inspiracją dla radzieckich naukowców, pragnących tworzyć żywe istoty według własnego pomysłu. Jednym z takich demiurgów był Władimir Demichow – genialny transplantolog, owładnięty ideą dwugłowego psa. Chciał sprawdzić, czy jest możliwe „doszycie” odciętej głowy czworonoga innemu psu. Przez jakiś czas owa hybryda nawet żyła… Wcześniej podobny zabieg przeprowadził fizjolog Siergiej Bruchonienko, który zdekapitował nieszczęsnego psiaka i udowodnił, że sam łeb, podłączony do mechanicznego aparatu, potrafi zjeść kawałek pokarmu. I dopiero potem zdechnie.

W jakich męczarniach, tego twórcy projektu zapewne nie badali. O tym, i wielu innych bestialskich eksperymentach Sowietów piszemy w sekcji „Na celowniku”. Bądźmy szczerzy, Związek Radziecki nie był krajem, w którym przesadnie martwiono się o losy jednostki, szczególnie jeśli jednostka nie należała do rodzaju ludzkiego (a i z tym bywało bardzo różnie). Stalin powiedział kiedyś, że śmierć milionów to już nie tragedia, ale statystyka. Na tej statystyce zbudowano wiele sukcesów nauki Kraju Rad.

O makabrycznych eksperymentach prowadzonych w ZSSR piszemy w kwietniowym numerze "Focusa Historia"!