powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Makijaż – kiedyś idealny mat, dziś super glow. Jak zmieniały się trendy beauty?

Jeszcze kilkanaście lat temu dobrze wykonany makijaż miał mieć jedną podstawową cechę: cera miała być maksymalnie wygładzona, zmatowiona i odporna na błysk. Skóra bez połysku wyglądała czysto i elegancko. Wszystko, co odbijało światło w niekontrolowany sposób, łatwo uznawano za problem z sebum, zmęczenie, niedoskonałość i brak dopracowania.

M
Matylda Kondej
1h temu·5 minut·
Makijaż – kiedyś idealny mat, dziś super glow. Jak zmieniały się trendy beauty?

Źródło: Unsplash/Amir-Seilsepour

Podejście diametralnie się zmieniło. Współczesny makijaż coraz częściej ma wyglądać tak, jakby skóra nie została przykryta, lecz wypielęgnowana. Ma odbijać światło, wyglądać świeżo, miękko, wręcz wilgotno. Słowo, które przez lata kojarzyło się bardziej z pielęgnacją – czyli glow – weszło do języka makijażu na stałe. I choć trendy w beauty lubią się zmieniać, to akurat ten może pozostać z nami na dłużej. A dlaczego tak się dzieje? 

Mat jako symbol perfekcji

Zacznijmy od tego, co było kiedyś. Makijaż sprzed kilkunastu łatwo dziś rozpoznać już po jednym zdjęciu. Mocniejszy podkład, wykonturowana twarz, wyraźne brwi, matowe usta i precyzyjna kreska. Uczyliśmy się techniki bakingu, konturowania, nakładania korektora w trójkącie pod oczami i budowania twarzy niemal warstwa po warstwie.

Cera miała być gładkim płótnem. Nie chodziło wyłącznie o ukrycie niedoskonałości. Chodziło o efekt dopracowania. Dobry makijaż miał być zauważalny i bardzo często właśnie za to był ceniony.

Produkty do makijażu też się nieco różniły. Matowe pomadki, mocno kryjące podkłady, pudry utrwalające (dużo pudru) i palety do konturowania stały się kosmetycznym symbolem tamtych czasów.

Czas na skórę

Zmiana nie nastąpiła z dnia na dzień, bo w drugiej połowie lat ’10 coraz mocniej przebijała się fascynacja cerą, która wyglądała zdrowo, a nie była perfekcyjnie zmatowiona. Wieloetapowa pielęgnacja, esencje, sera, kremy z filtrem i przekazy kosmetologów zaczęły wpływać także na makijaż. Podkład miał już nie tyle przykrywać twarz, ile współpracować z pielęgnacją, która zaczęła grać pierwsze skrzypce. 

W latach ’20 ten kierunek stał się jeszcze wyraźniejszy. Pandemia, praca z domu i ograniczenie okazji do pełnego makijażu sprawiły, że wiele osób zaczęło inaczej patrzeć na kosmetyki. Ciężki full glam stracił codzienną funkcjonalność. Większe znaczenie zyskały produkty lżejsze, bardziej komfortowe, często hybrydowe: kremy tonujące, rozświetlające bazy, tinty, balsamy koloryzujące, róże w kremie i podkłady o pielęgnacyjnych obietnicach.

Clean girl, glass skin i twarz, która ma wyglądać na wypoczętą

Najmocniejszym symbolem tej zmiany stała się estetyka „clean girl”. Jej założenie było proste: wyglądać świeżo, naturalnie, schludnie i trochę tak, jakby cała ta świeżość nie wymagała większego wysiłku. W praktyce często jednak go wymagała, ale zmienił się przekaz. Zamiast ostrego konturu – kremowy bronzer. Zamiast matowej pomadki – olejek, błyszczyk albo balsam. Zamiast pudrowej maski – kontrolowany błysk.

Nie oznacza to jednak, że glow jest wyłącznie wymysłem nowoczesności czy chwilowym trendem. Zmieniło się także wyobrażenie o atrakcyjności skóry. Połysk przestał być automatycznie odczytywany jako tłustość. Stał się oznaką nawilżenia, młodości, zdrowia, wypoczynku i dostępu do dobrej pielęgnacji. W tym sensie glow jest nie tylko efektem makijażowym, ale również społecznym komunikatem. Twarz ma wyglądać tak, jakby jej właścicielka lub właściciel spał osiem godzin, był nawodniony, używał SPF i miał czas na poranną rutynę. 

Źródło: Unsplash/Wesley-Tingey

Technologia kosmetyków zmieniła reguły gry

Warto jednak nie sprowadzać tej historii do prostego hasła: kiedyś było ciężko, dziś jest lekko. Albo: kedyś nikt nie zwracał uwagi na pielęgnację, a dziś jesteśmy w tym mądrzejsi. To byłoby niesprawiedliwe. Dzisiejszy glow nie jest tym samym, czym bywał połysk dawnych kremowych produktów. Formuły stały się znacznie bardziej zaawansowane. Rozświetlenie może być drobniejsze, bardziej satynowe, mniej brokatowe. Podkład może być jednocześnie lekki i trwały. Puder nie musi już dawać efektu suchej, kredowej cery, a mat nie musi oznaczać kiczu.

Ale jeśli chodzi o mat – w ostatnich sezonach znów zaczyna się pojawiać, ale w odświeżonej wersji. Nie jest to już ten sam ciężki, całkowicie zastygający mat kojarzony z erą 2016 roku. Raczej efekt wygładzenia, aksamitna skóra i kontrola połysku tylko tam, gdzie jest potrzebna.

To ważne, bo pokazuje, że trendy nie tyle zastępują się nawzajem, ile wracają z nową technologią i inną wrażliwością. Dzisiejszy mat nie musi być antytezą glow. Może być jego spokojniejszym, bardziej eleganckim krewnym.

Media społecznościowe skróciły życie trendów

Kiedyś trendy makijażowe były mocniej związane z dekadami. Lata 90 – miały cienkie brwi, brązowe konturówki i supermodelkowy minimalizm. Lata 2000 – błysk, mocne cienie i błyszczyki. Lata 2010 – internetowy full glam. Dziś jeden rok potrafi pomieścić kilka estetyk naraz. Co więcej, one nie zawsze się wykluczają. Ta sama osoba może jednego dnia robić clean girl make-up, drugiego wrócić do matowej pomadki, a trzeciego jeszcze coś innego. 

To zasługa – albo przekleństwo – algorytmów. Makijaż stał się treścią, a treść potrzebuje być aktualizowana. Trend musi dać się nazwać, pokazać w krótkim wideo i odtworzyć przy użyciu konkretnych produktów. Dlatego współczesne beauty tak często operuje hasłami (na przykład make-up „latte” lub „toasty”), a one rzeczywiście działają, bo natychmiast uruchamiają skojarzenie. A ta branża doskonale to rozumie.

Makijaż mówi dziś więcej o stylu życia niż o samej twarzy

Najciekawsze w tej zmianie jest to, że makijaż coraz rzadziej opowiada wyłącznie o kolorach. Opowiada o stylu życia. Ten z 2010 mówił o dopracowaniu, technice, gotowości do wyjścia na imprezę. Glow lat 2020 mówi o wypoczęciu, świadomości procesów,

które zachodzą w naszym organizmie i dbaniu o siebie. Nawet jeśli oba efekty wymagają podobnej liczby produktów, komunikat jest zupełnie inny.

Nie chodzi o to, żeby zarzucić osobom, które wykonywały makijaże 10 lat temu, że zaniedbywały swoją skórę. Absolutnie nie, bo uważam, że to byłaby swego rodzaju hipokryzja. Trendy bowiem rządzą się swoimi prawami. Tak naprawdę podział wciąż jest taki sam – makijaż to makijaż, a pielęgnacja to pielęgnacja. Jeśli malujemy skórę twarzy tak, żeby sprytnie dodać jej nawilżenia i kremów z SPF, to jest to niewątpliwy sukces. Nie da się zaprzeczyć, że dbamy w ten sposób nie tylko o samopoczucie w kontekście wyglądu, ale też o zdrowie. 

Czy pełny glam naprawdę odszedł?

Oczywiście makijaż typu pełny mat całkowicie nie zniknął, tylko stracił monopol na bycie makijażem ogółu. Dziś technika i umiejętności nadal mają znaczenie, tylko efekt końcowy jest zupełnie inny.

Historia makijażu ostatnich lat nie jest więc prostą drogą od matu do glow. To raczej opowieść o zmianie tego, czego oczekujemy od własnej twarzy. Kiedyś miała być perfekcyjnie opracowana. Dziś częściej ma wyglądać na zadbaną, świeżą i autentyczną. 

Najważniejsze jest to, że idealny mat i super glow nie są wrogami. Makijaż zawsze był lustrem epoki. Dziś odbija świat, w którym perfekcja nie zniknęła, ale potrafimy docenić naturalność i zdrowy wygląd skóry. 

Źródło: Unsplash/Shamblen-Studios
M

Matylda Kondej

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX