Marco Polo wraz z ojcem i wujem w 1271 roku wyprawili się do mongolskiego chana. Przez siedemnaście lat Marco pełnił służbę na jego dworze. Był wnikliwym obserwatorem. Nie poddał się stereotypom, które przedstawiały Tatarów jako dzikich i bezbożnych. Niezależnie jak nazywano Mongołów, uważano ich bowiem za pomiot szatana, jeden z najbardziej bezprawnych, okrutnych i grzesznych ludów na świecie. W 1260 roku papież Aleksander VI wydał bullę, w której przestrzegał chrześcijan przed zagrożeniem związanym z Mongołami: „plaga gniewu niebios w postaci nieludzkich Tatarów będzie ciemiężyć i dręczyć świat”.

Życie wśród Mongołów, choć ciężkie, zyskało powściągliwy podziw Marca. Mongolskie kobiety były wierne swoim mężom. „Żaden z nich za nic w świecie nie dotknąłby cudzej żony” – twierdzi – „a gdyby to się stało, inni uznaliby to za złe i niezmiernie podłe”. „Wspaniała jest wierność mężów wobec żon i bardzo szlachetna jest cnota tych kobiet, i jeśli jest ich dziesięć lub dwadzieścia, panuje między nimi spokój i nieoceniona zgoda”. Żony zajmowały się „kupnem i sprzedażą [...] życiem domowym i troską o rodzinę oraz dzieci” – co zasłużyło na wyraźną (a dla chrześcijan jadowitą) aprobatę młodego Marca. „Według mnie, to te kobiety najbardziej na świecie zasługują, aby wszyscy chwalili ich wielką cnotę”.

Fundamenty tej niezwykłej harmonii domowej były oczywiście bardziej złożone, niż można początkowo wywnioskować z relacji Polo. Wyjawia on w końcu, że kobiety z pewnością zasługiwały na „pochwałę ich cnoty i czystości, ponieważ mężczyznom wolno mieć tyle żon, ile zechcą, ku wielkiej konsternacji chrześcijanek. Kiedy mężczyzna ma tylko jedną żonę, które to małżeństwo powinno jednoczyć szczególne zaufanie i czystość, ponieważ w innym wypadku temu jakże wspaniałemu sakramentowi grozi zamęt, wstydzę się, kiedy widzę niewierność chrześcijanek i te nazywam szczęśliwymi, które, choć ich mąż może mieć sto innych żon, zachowują [swoją cnotę] w sposób, który przynosi im największą chwałę, a wielki wstyd wszystkim innym kobietom na świecie”.

Marco szczegółowo opisuje mongolską receptę na szczęście małżeńskie: „Każdy może wziąć tyle żon, ile zechce, nawet sto, jeśli potrafi je utrzymać; mężczyźni dają posag żonom i matkom żon, aby je zdobyć, a żona nie daje nic mężczyźnie w posagu. Lecz wiedzcie też, że mężczyźni zawsze uważają pierwszą żonę za bardziej prawowitą i godniejszą niż inne, i tak samo myślą o jej dzieciach. Mają też więcej synów niż wszyscy inni na świecie, ponieważ mają tyle żon, i jest rzeczą niepojętą, ile dzieci ma każdy mężczyzna”. Poligamia obejmowała też krewne. Jak wyjaśnia Marco: „Biorą za żony kuzynki, a co więcej, kiedy umiera ich ojciec, najstarszy syn żeni się z żoną ojca, jeśli nie jest ona jego matką, a także z wszystkimi kobietami, które zostawił ojciec, poza własną matką i siostrami. Żeni się też z żoną brata, jeśli ten umrze. A kiedy się żenią, wyprawiają wielkie wesela i spraszają bardzo wielu ludzi”.

Małżeńskie i płciowe zwyczaje Mongołów nie pozostały bez wpływu na ich genotyp. Perski historyk Juvaini zauważył: „Potomków szczepu i rodu Czyngis-chana żyje teraz w wygodzie i bogactwie ponad dwadzieścia tysięcy. Więcej na ten temat nie powiem [...] aby czytelnicy tej opowieści nie oskarżyli autora o przesadę, pytając, jak to możliwe, aby z lędźwi jednego człowieka mogło w tak krótkim czasie zrodzić się tyle potomstwa”.

NAJPŁODNIEJSZY KOCHANEK


Według współczesnych genetyków Juvaini nie przesadzał. Jeden na dwunastu Azjatów – to znaczy jeden na dwustu mieszkańców Ziemi – posiada chromosom Y pochodzący z Mongolii czasów Czyngis-chana. Genetycy uważają, że wojownicy Czyngisa rozprzestrzenili ten chromosom, dokonując gwałtów i grabieży na terenie całej Azji. Niektórzy naukowcy sugerują, że pojawiający się do dziś chromosom Y pochodził od samego Czyngisa. Grupa badaczy z uniwersytetu w Oksfordzie oceniła markery genetyczne Azjatów; osiem procent badanych markerów niemal nie różniło się od siebie, co oznaczało, że ich nosiciele byli bliskimi krewnymi, choć dzieliły ich tysiące kilometrów. Genetycy uznali, że ci badani pochodzili w prostej linii od Czyngis-chana. Kiedy opublikowano wyniki badania, tabloidy poszły w ślady Juvainiego i zaczęły nazywać Czyngis- chana najwspanialszym – lub, dokładniej najpłodniejszym kochankiem w historii.

BOŻEK I BÓG