(Warto przy tym pamiętać, że w porównaniu z ponadstukilową mamą pandzie noworodki są malusieńkie: ważą średnio 120 g, czyli tyle co chomik). Pandy rodzą czasem bliźnięta, ale rzadko zajmują się obydwoma potomkami. Matka wybiera silniejszego i to na nim skupia uwagę, a słabszego ignoruje (co niestety kończy się jego śmiercią).

Oddajmy jednak mamie pandzie sprawiedliwość: żywi się ubogim w wartości odżywcze bambusem, a więc trudno byłoby jej wyprodukować wystarczającą ilość mleka dla dwójki małych. Dlatego bardziej opłaca jej się zainwestować w jedno młode niż stracić oba. Pandy żyjące w ogrodach zoologicznych padają ofiarami sprytnego fortelu. Zaraz po tym, jak na świat przyjdą bliźniaki, ludzie zabierają samicy jedno młode. Robią to oczywiście w trosce o przetrwanie pand: mama panda myśli, że wychowuje jedynaka, a w rzeczywistości opiekunowie kilka razy w ciągu dnia podmieniają jej niedźwiadki. Dzięki temu oba maluchy dostają mleko matki i są dokarmiane przez ludzi. Przeciwną strategię do pandziej polityki jednego dziecka obierają amerykańskie niedźwiedzie czarne – baribale. Samica rodzi zwykle dwa albo trzy niedźwiadki. Kiedy na świat przychodzi jedynak, decyduje, że wychowanie jednego malucha nie jest warte zachodu i go porzuca.

 

TRUPY ZAMIAST ZUPY

A co powiecie na mamusię, która karmi dzieci zwłokami? Chrząszcze z rodziny omarlicowatych wynajdują truchła kręgowców, np. zdechłych myszy, po to, żeby złożyć w ich pobliżu jaja i zapewnić potomstwu smakowity start w życiu. Niektóre gatunki, takie jak grabarz żółtoczarny, zabezpieczają padlinę wydzielanymi przez siebie substancjami przeciwmikrobowymi, zamieniając ją w zakonserwowany posiłek. Następnie mamy grabarze same go spożywają i aby ułatwić już wyklutym larwom trawienie, karmią je zwracanym przez siebie pokarmem. Larwy muszą mieć się jednak na baczności. Te, które najbardziej nachalnie domagają się jedzenia, są surowo karane: zostają przez własną mamę zjedzone!

Wyjaśnieniem tego zjawiska zajęła się Clare Andrews z Uniwersytetu w Edynburgu. Andrews odkryła, że dzięki tej strategii larwy są bardziej „prawdomówne” – nękają matkę tylko wtedy, gdy są naprawdę głodne. Skoro można nakarmić potomstwo zwróconym trupem, to dlaczego nie podsunąć mu kawałeczka kupy? Decydują się na to koale, a także inne zwierzęta roślinożerne, w tym np. hipopotamy. Małe koale od urodzenia przyzwyczajają się do kloacznych zapachów, bo w odróżnieniu od większości torbaczy te nie czyszczą swoich toreb. Dzięki posiłkowi skomponowanemu z kupy własnej matki młode nabywają florę bakteryjną potrzebną im do trawienia pokarmów roślinnych.

 

MATKA NA POŻARCIE

Wiele zwierzęcych matek wykazuje się poświęceniem i skłonnością do skrajnych wyrzeczeń. Samice odkrytego zaledwie siedem lat temu gatunku marszczelca Microcaecilia dermatophaga karmią swoje młode własną skórą! (stąd ich nazwa gatunkowa: z greckiego derma to skóra, a fagia jedzenie). Mimo że ich skóra co kilka dni odrasta, marszczelcze mamy nikną w oczach i dopiero po odchowaniu potomstwa wracają do normalnych rozmiarów.