"Jestem zafascynowana wirusami” - podkreśla Katarzyna Kamińska z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie. „Zwykle zawierają ledwie kilkanaście genów, a stosują miliony trików, by oszukać nasz organizm. Badamy je tyle lat i wciąż potrafią nas zaskoczyć. Przykładem jest choćby ostatnie odkrycie wirusa większego od bakterii. Nagle okazuje się, że cała nasza dotychczasowa wiedza wymaga rewizji” - wyjaśnia " uczona.

Gigantyczne wirusy to najnowsze trzęsienie ziemi w poglądach na temat mikroświata. Ale wcale nie pierwsze, bo ta dziedzina nauki co kilka lat przechodzi dość radykalną transformację. Z jednej strony może to dziwić, bo przecież obiekty, którymi się zajmuje, są niezwykle pospolite. Nawet 300 metrów nad ziemią w metrze sześciennym powietrza znajduje się blisko tysiąc różnych mikroorganizmów. Bliżej gruntu liczba to rośnie do 100 tys., a na centymetrze kwadratowym ludzkiej skóry jest ich nawet 10 mln. W jednej łyżeczce brudu można doliczyć się 50 mld mikrobów - to siedem razy więcej niż liczba ludzi na Ziemi.

To jednak właśnie ta powszechność mikroskopijnych stworzeń sprawia, że tak często zaskakują badaczy. W tłumie nierzadko kryją się nowe, nieznane wcześniej gatunki, rodzaje, a nawet całe potężne grupy systematyczne.

Trzecia domena życia

Do lat 70. XX wieku wydawało się, że przynajmniej z grubsza wiadomo, jak pogrupować wszystkie formy życia na naszej planecie. Podzielono je na dwie domeny. Jedna to organizmy jądrowe, czyli eukarionty. Ich DNA jest podzielone na kawałki, zwane chromosomami, i ukryte w otoczonym błoną jądrze. Do eukariontów, oprócz zwierząt, roślin i grzybów, zaliczano także jednokomórkowce, takie jak pantofelek czy ameba. Drugą domenę stanowiły bakterie, zwane też prokariontami!, czyli organizmami bezjądrowymi. W ich drobnych komórkach nie znajduje się jądro - DNA tworzy jedną kolistą nić.

Czytaj więcej: Znamy tylko kilka przypadków wydostania się niebezpiecznych bakterii z laboratoriów. Gorzej, że ci uciekinierzy mogli zgładzić miliony ludzi

W tej klasyfikacji nie mieściły się wirusy. Uznano je za formy nieożywione. Składają się przecież z niewielkiej ilości materiału genetycznego (DNA albo RNA) opakowanego w białkową kapsułkę. Nie oddychają, nie ruszają się, nie mają przemiany materii. Są do tysiąca razy mniejsze od bakterii, które i tak mają niewielkie rozmiary w porównaniu z typową komórką ludzką. Tak małych form nie da się nawet obserwować pod powszechnie używanym mikroskopem świetlnym. Stają się widoczne dopiero w mikroskopie elektronowym.

Żeby wirus mógł wyprodukować własne kopie, musi znaleźć się w żywej komórce człowieka, zwierzęcia, rośliny lub bakterii. Tam przejmuje dowodzenie i zmusza swego gospodarza do masowej produkcji nowych wirusów. Potrafi przy tym oszukać układ odpornościowy gospodarza, a nawet przejąć nad nim kontrolę. „Te pozornie nieskomplikowane cząsteczki organiczne potrafią wystrychnąć na dudka zaawansowany ewolucyjnie organizm” - śmieje się Katarzyna Kamińska.

W latach 70. XX w. Carl Woese, amerykański mikrobiolog z University of Illionois w Urbana- -Champaign, zajął się uściślaniem klasyfikacji jednej z domen - prokariontów. Ponieważ badania genetyczne były jeszcze w powijakach, do analiz wybrał jeden niewielki fragment materiału (konkretnie - RNA wchodzące w skład tzw. rybosomów, czyli elementów komórki odpowiedzialnych za syntezę białek). Ku swemu zdumieniu odkrył, że na tej podstawie prokarionty można podzielić na dwie grupy, które na genetycznym poziomie są zupełnie odmienne.