Dr James Fadiman ukończył studia na Uniwersytecie Harvarda oraz Uniwersytecie Stanforda i jest uważany za jednego ze współtwórców „psychologii transpersonalnej” – obok takich badaczy jak Stanislav Grof, Abraham Maslow czy Viktor Frankl. W 1975 roku przyczynił się do założenia prywatnej uczelni wyższej Institute of Transpersonal Psychology, która obecnie nosi nazwę Sofia University. W latach 60. prowadził pionierskie eksperymenty dotyczące tego, w jaki sposób psychodeliki zmieniają zdolność do rozwiązywania problemów. Zajmuje się tworzeniem bazy danych na temat wpływu mikrodawkowania i jest autorem wielu książek, między innymi The Psychedelic Explorer’s Guide: Safe, Therapeutic, and Sacred Journeys Paperback (Przewodnika psychodelicznego podróżnika. Bezpieczne, terapeutyczne i święte podróże).

Maciej Lorenc: Czego współcześni mieszkańcy świata zachodniego mogą nauczyć się z doświadczeń psychodelicznych?

Dr James Fadiman: Gdyby to pytanie zadała osoba bez jakiejkolwiek wiedzy na temat psychodelików, mógłbym odpowiedzieć, że to trochę tak, jakby niepiśmienny człowiek zapytał bibliotekarza, czego może się nauczyć w bibliotece. Zważywszy jednak na wyrafinowanie naszych czytelników, pozwolę sobie wymienić kilka głównych nauk, o których użytkownicy psychodelików donoszą najczęściej.

Po pierwsze: jeżeli doświadczenie jest pozytywne, niemal zawsze prowadzi do poczucia większej bliskości z innymi ludźmi, do większej łatwości w dogadywaniu się z nimi i do większego szacunku wobec nich. W pewnym stopniu wynika to z poprawy obrazu własnej osoby. Równie ważne jest jednak to, że kiedy zanikają granice oddzielające od siebie ludzi, mogą powstać pomiędzy nimi znacznie silniejsze więzi.

Po drugie: oprócz poczucia większej bliskości z innymi, równie często pojawia się poczucie większej bliskości ze światem przyrody. Niektóre osoby mają wrażenie, że wyszły ze stanu nierównowagi wywołanego przez cywilizację. Ludzie przyjmujący psychodeliki w pięknym otoczeniu na łonie natury często opowiadają o tym, że odzyskali kontakt z matrycą całego życia. Kiedy ludzie prosili Alberta Hoffmana o udzielenie jakiejś porady dotyczącej zażywania psychodelików, konsekwentnie sugerował: „Zawsze przyjmujcie je w otoczeniu przyrody”.

Po trzecie: nawet osoby zażywające psychodeliki wyłącznie w celach rekreacyjnych stopniowo dochodzą do wniosku, że ich osobowość stanowi fragment szerszej jaźni. Za sprawą tych substancji niektórzy ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że neurotyczne zachowania są zaledwie wzorcami istniejącymi w ramach osobowości, przez co zmniejsza się wpływ owych wzorców na ich faktyczne uczucia i zachowania. Przypomina mi to o pewnej sytuacji, która miała miejsce podczas jednego z moich spotkań ze studentami na samym początku istnienia Institute of Transpersonal Psychology. W pewnym momencie jedna z osób wstała i zaczęła nerwowo opowiadać o rzeczach, które chciała zmienić w swoim życiu. Po chwili jednak się uspokoiła i uśmiechnęła, po czym powiedziała do grupy: „Przed chwilą przemówiła moja udręczona osobowość, a nie ja. Weźcie to pod uwagę, gdy będziecie zastanawiać się nad moimi słowami”.

Po czwarte: doświadczenia mające największy wpływ na życie pojawiają się wtedy, gdy ludzie w bezpośredni sposób doświadczają rdzenia wielkich tradycji religijnych. Niektórzy opisują tego rodzaju przeżycia jako „widzenie Boga”, inni jako „łączenie się z Bogiem”, a jeszcze inni jako „bycie Bogiem”. W ostatnim przypadku mamy zazwyczaj do czynienia z sytuacją, w której człowiek zdaje sobie sprawę, że jest „Bogiem” i że wszyscy inni ludzie również są „Bogiem” – tak samo jak wszystkie ożywione i nieożywione elementy świata przyrody. W jednej z ksiąg Starego Testamentu pojawia się stwierdzenie, że żaden człowiek nie może oglądać boskiego oblicza i pozostać przy życiu. Daje ono do zrozumienia, że postrzeganie świętości w sposób bezpośredni nie jest bezpieczne.