Niemniej jednak z postpsychodelicznego punktu widzenia można zinterpretować je w następujący sposób: kiedy ktoś zobaczy boskość, ulegnie przemianie. Tego rodzaju osoba zmienia sposób postrzegania samej siebie za sprawą konfrontacji z ciągłością życia, które trwa przed jej narodzinami i po jej śmierci. Zaczyna w bezpośredni sposób doświadczać własnej zdolności do kochania wszelkiego istnienia, przez co pojawia się w niej zachwyt i wdzięczność.

Mógłbym wymienić jeszcze wiele innych nauk płynących z przeżyć psychodelicznych, ale te wydają mi się najważniejsze. W wywiadzie z 1999 roku Ken Kesey powiedział: „Kiedy człowiek znajduje się pod wpływem psychodelików, nie myśli o rasie ani o płci. Czasami nie wie nawet o tym, do jakiego gatunku przynależy. Nie znam żadnej osoby, która po tego rodzaju doświadczeniu nie stała się bardziej ludzka, troskliwa i wyrozumiała”.

W latach 60. prowadził pan badania dotyczące wpływu psychodelików na kreatywność i zdolność rozwiązywania problemów. Czego dowiedział się pan o ludzkim potencjale za sprawą tych eksperymentów?

- W ciągu ostatnich kilkuset lat zmienił się sposób, w jaki społeczeństwo ocenia wartość pracy twórczej. Wcześniej panowała zgoda co do tego, że osoba kreatywna jest w pewnym stopniu pomysłowa, a w pewnym stopniu pomagają jej istoty lub siły istniejące poza jej indywidualną osobowością. Niektórzy ludzie mieli więc poczucie, że są prowadzeni przez muzy, anioły lub inne byty niefizyczne. Czasami po prostu słyszeli lub otrzymywali instrukcje, które w ich mniemaniu docierały do nich spoza granic ich indywidualnego jestestwa. Mozart, Beethoven i Wagner uważali, że muzyka jest im przez kogoś przekazywana. Dickens natomiast powiedział: „Jakaś dobroczynna moc pokazała mi wszystko”. Thackeray z kolei stwierdził: „Czuje się tak, jakby moim piórem poruszała jakaś tajemna siła”. Podobne przykłady można znaleźć we wszystkich dziedzinach, w których mamy do czynienia z ekspresją twórczą.

W latach 60. należałem do grupy badawczej, która brała pod uwagę tego rodzaju doniesienia. Podawaliśmy ludziom psychodeliki i zachęcaliśmy ich, aby skupili się na problemach, które bardzo chcieli rozwiązać. Pracowaliśmy w ten sposób z naukowcami, inżynierami i architektami, ponieważ wartość pomysłów proponowanych przez przedstawicieli tych grup zawodowych można określić w obiektywny sposób. Podobny eksperyment przeprowadzono wcześniej z udziałem artystów, ale nikt nie był w stanie jednoznacznie ocenić rezultatów.

Wyniki naszych badań z naukowcami nawet dla nas były niesamowite, ponieważ każda sesja psychodeliczna prowadziła do powstania produktów, patentów i publikacji. Znaczną część swojej książki Przewodnik psychodelicznego podróżnika poświęciłem osobistym raportom tych naukowców. Kiedy jednak byliśmy w połowie badań, rząd Stanów Zjednoczonych kazał zakończyć wszystkie tego rodzaju projekty. Z tego względu nasze wyniki pozostały właściwie niezauważone.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że dwóch laureatów Nagrody Nobla – Francis Crick i Kary Mullis – przyznało, że doświadczenia psychodeliczne miały ogromne znaczenie dla ich pracy badawczej. Podejrzewam, że jest więcej takich osób. Nie wiadomo czy Crick przyjmował LSD przed odkryciem kształtu DNA, ale bez wątpienia używał tej substancji w trakcie realizowania swoich późniejszych projektów.

Nieskończenie wiele inspiracji wyniesionych z doświadczeń psychodelicznych można także zobaczyć na festiwalach Burning Man. Nie ulega wątpliwości, że wiele spośród prezentowanych tam wymyślnych, ekstrawaganckich i niezwykle oryginalnych dzieł sztuki oraz nowinek technologicznych stanowi konsekwencję przyjmowania psychodelików. Jeżeli ktoś nie chce albo nie jest w stanie uczestniczyć w Burning Manie, zawsze może obejrzeć na YouTube wspaniałe filmy pokazujące tamtejszą sztukę i artystów.

Miłośnikom tajemnic mogę natomiast zdradzić, że w Dolinie Krzemowej działa wiele firm, których główne produkty powstały za sprawą umysłów otworzonych przy użyciu psychodelików. Steve Jobs powiedział kiedyś, że przeżycia psychodeliczne należały do najważniejszych doświadczeń w jego życiu. Wiele osób związanych z kalifornijskim przemysłem komputerowym w podobny sposób ocenia swoje eksperymenty z psychodelikami.

Wraz z dr Sophią Korb zebrał pan sprawozdania od niemal dwóch tysięcy osób, które z różnych powodów przyjmują mikrodawki psychodelików. Jakie są potencjalne korzyści i zagrożenia związane ze stosowaniem tej metody?

- Napisało do nas kilka tysięcy ludzi z pięćdziesięciu jeden krajów. Połowa z nich zmaga się z depresją. W większości przypadków osoby te próbowały różnego rodzaju leków i albo z nich zrezygnowały, albo próbują je odstawić, ale nie są w stanie tego zrobić. Odezwało się do nas również wiele osób, które nie zmagają się z żadnymi dolegliwościami fizycznymi ani psychicznymi, ale po prostu chcą być bardziej kreatywne i produktywne.