Kolejne epoki podkreślały obraz średniowiecznej nędzy i upadku. Ciemnoty ówczesnego człowieka, który cierpi głód i choroby, a lubuje się w grabieżach, masakrach i gwałtach. To tylko część prawdy. Właśnie w średniowieczu narodziła się miłość – taka, do której dziś jest nam blisko: obejmująca zarówno sferę ducha, jak i zmysłów. Wieczne dziewice obdarzone anielską bezpłciowością wymyślono w pruderyjnej epoce wiktoriańskiej, która miłość sprowadziła do usłużności i skromności. To właśnie XIX w. zakuł średniowieczne damy w słynne pasy cnoty, które ucieleśniają lęki i chorą wyobraźnię, jaką rodzi każda silnie patriarchalna kultura, ale nie mają nic wspólnego z prawdą historyczną.

Pieśni trubadurów

Średniowieczna apoteoza miłości jako delikatnego i złożonego uczucia narodziła się na południu Francji w XII w. W słonecznej Prowansji, która pozostawała pod silnym wpływem kultury andaluzyjskiej i arabskiej. Mieszkańcy tego regionu zamiast francuskiego „oui” (tak), mówili „oc”, dlatego ich język nazwano okcytańskim. Tym właśnie językiem władali trubadurzy – wędrowni grajkowie i poeci. Nie byli jednak romantycznymi wagabundami, ale bogatymi, dobrze urodzonymi młodzieńcami, a nawet władcami. Przykładem Wilhelm Akwitański (1025–1086), uznawany za pierwszego trubadura w historii.

Poezja trubadurów szybko zaczęła uchodzić za symbol wyrafinowania, wysokiej kultury, a także żarliwych uczuć, którym towarzyszyły dworskie maniery. Muzyka i poezja miłosna stały się modne. Coraz mniej osób chciało słuchać śpiewanych przez minstreli chansons de geste – kilkugodzinnych poematów rycerskich wysławiających odwagę i bohaterskie czyny, takie jak złupienie miasta, zmasakrowanie drużyny saraceńskich wojowników, poćwiartowanie przeciwnika czy wypatroszenie smoka.

Trubadurzy śpiewali już o czymś innym. Dziś ich przesłanie można by ująć hasłem: „Make love, not war”. Oto vida (krótka średniowieczna biografia) jednego z nich: „Jaufre Rudel z Blaye był wysoko urodzonym księciem Blaye; i zakochał się w hrabinie Tripoli, nie ujrzawszy jej ani razu, ale słysząc o niej wiele dobrego od pielgrzymów powracających z Antiochii. Skomponował wiele pieśni o niej, chwaląc ją w pięknych melodiach i smutnych słowach. Pragnąc ją ujrzeć, wziął krzyż i wyruszył w morze; na łodzi zaś zachorował. Przyniesiono go, ledwo już żywego, do gospody w Tripoli i powiedziano o tym hrabinie; ta zaś przyszła do niego i wzięła go w ramiona. Poznał, że to musi być ona, i odzyskał zmysły słuchu i woni, i chwalił Boga za to, że mógł dożyć chwili, gdy jego ukochana znalazła się przy nim”.

Wprawdzie w kolejnym wersie niedoszły kochanek umiera, ale umiera spełniony, bo hrabina wzięła go w ramiona, a to było celem jego wycieczki. Czyli niby jest źle, ale jednak dobrze (żeby nie rzec: idealnie). To typowy wątek w miłości dworskiej lub dwornej, bo tak w XIX w. nazwano tę średniowieczną obsesję fin’amors – miłości idealnej.

Miłość dworska zerwała z chrześcijańską caritas [bratnia miłość jako ideał – przyp. red.]. Sławiła uczucie tu i teraz, w rozmaitych jego odsłonach. Pożądanie, zmiany nastroju – oto emocje, które targają średniowiecznym kochankiem. Z tematu poetyckiego miłość lub czysta gra uczuć awansowały do roli ważnego elementu kultury ówczesnej Europy. A przynajmniej do zbiorowej średniowiecznej fantazji, stanowiącej ujście dla tłamszonych emocji i erotycznych tęsknot. Choć wbrew Kościołowi – człowiek średniowieczny mógł już pożądać, wyrażać intymne uczucia i wyobrażać sobie idealne ciało ukochanej lub ukochanego.

Jednym z rycerskich wzorców średniowiecza  był Lancelot z Jeziora – bohater z arturiańskich legend, nieszczęśliwie zakochany w żonie swego pana Ginewrze. (Fot. Bridgeman)

Polska w ogonie

Miłość dworska jak zaraza roznosiła się po Europie. „W Polsce pierwszym świadectwem czerpania z tych zachodnich wzorców jest zapisana w »Kronice Wielkopolskiej« z XIII wieku opowieść o Walterze i Helgundzie – mówi dr Jerzy Pysiak z Instytutu Historycznego UW. – Są tam opisane zaloty rycerza do damy, wyrażane muzyką i śpiewem, a przede wszystkim jest uczucie, które łączy ich w parę, w odróżnieniu od narzuconego i przymusowego ślubu. Jest też i zdrada, a całość kończy się tragicznie: para kochanków ginie przecięta mieczem, ale giną złączeni miłością i to w jednym łożu”.

Jak jednak podkreśla badacz, pierwsza fala miłości dworskiej do Polski właściwie nie dotarła. „W Czechach w XIII w. powstawała poezja miłosna, na Rusi listy miłosne pisano już w XI w. W historii Polski średniowiecznej recepcja zjawisk europejskich jest obecna właściwie dopiero w XV w. i dotyczy to kultury dworskiej właśnie (która w całej Europie przeżywa wówczas renesans) oraz kultury rycerskiej (której produktem jest nasz rycerz bez skazy Zawisza Czarny). Na dworze Jagiełły czytuje się »Powieść o Róży«, emblematyczny utwór dotyczący miłości dworskiej zarówno w jej idealnej, jak i pełnej cielesnych rozkoszy wersji” – stwierdza dr Pysiak.

W małżeństwie nie ma miłości

Miłość dworska dotyczy zawsze rycerza i damy. Absolutnie nie nadaje się dla chłopstwa, które „niczym muł i osioł zadowala się przyjemnościami płynącymi z orki i łączy z kim chce” –  jak pisał średniowieczny filozof z Chartres Wilhelm z Conches. Co zresztą wówczas czyniło tę klasę najbardziej seksualnie wyzwoloną.

Kobiety w miłości dworskiej się idealizuje, czasem obdarza jakimiś tajemnymi siłami. Dama serca z reguły jest starsza, zajmuje wyższą pozycję społeczną od rycerza, jest bogatsza, a przede wszystkim zamężna. Miłości dworskiej nie można uprawiać w małżeństwie, które w średniowieczu przypomina po prostu kontrakt mający przynieść jak największe zyski materialne obydwu stronom. „Małżeństwo nie jest wymówką dla braku miłości” – pisał w XII w. niejaki Andreas Capellanus, który skodyfikował miłość dworską w traktacie „De Amore” (napisał go na dworze Marii księżnej Szampanii – pełnym poetów, muzyków i artystów, uznawanym za pierwszy europejski salon dworskiej miłości). Nic więc dziwnego, że najsłynniejsze średniowieczne bohaterki zaangażowane uczuciowo zdradzają swoich mężów (Izolda z Tristanem, a Ginewra z Lancelotem).