Anglojęzyczny serwis Business Insider publikujący dla amerykańskiej widowni zapytał dwóch tamtejszych ekspertów o to, co jeszcze może czekać ze strony wirusa USA i resztę świata. Poprosili o ocenę na najbliższe 12 miesięcy.

- W przeciągu tych sześciu miesięcy, wirus okazał się skuteczniejszy niż nasze reakcje wobec niego. Nie sądziłem, że pandemia może stać się elementem sporu politycznego – tłumaczy epidemiolog Stephen Morse ze szkoły zdrowia publicznego Uniwersytetu Kolumbii.

Zarówno Morse, jak i drugi ekspert, Amesh Adalja z Centrum Bezpieczeństwa Zdrowotnego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa mają nadzieję, że do grudnia amerykańskie służby epidemiologiczne zapanują nad rozsiewem koronawirusa. Jak wtedy będzie wyglądać nasza rzeczywistość?

- Jakkolwiek niechętnie zabieram się do przepowiadania czegokolwiek, nigdy nie wyobraziłbym sobie, że nasza odpowiedź na pandemię po pół roku będzie tak bardzo niezorganizowana. Mam więc nadzieję, że do grudnia 2020 szczepionka będzie już w zasięgu – stwierdził Morse, któremu wtórował Adalja: będziemy wiedzieć na ile taka szczepionka jest skuteczna i bezpieczna. 

Biorąc pod uwagę, że przed końcem roku testy kliniczne na ludziach rozpoczną się z udziałem przynajmniej 30 projektowanych dziś wersji szczepionki na koronawirusa, szanse są. Władze USA zapewniają, że do stycznia 2021 będą w posiadaniu setek milionów dawek. Bardzo to optymistyczne, bo byłby to historyczny rekord.

Amesh Adalja zwraca uwagę, że skuteczną szczepionkę podano by i tak najpierw wybranym grupom ryzyka, szczególnie przewlekle chorym i pracownikom służby zdrowia. Takie samo podejście do stopniowego szczepienia panuje też w Wielkiej Brytanii czy krajach Unii Europejskiej.

Za te pół roku ”zwykli ludzie”będą mieli większe szanse skorzystać z dobrodziejstw wykonywanych w domach testów na koronawirusa. – Bez poprawy naszej sytuacji diagnostycznej nie będziemy w stanie skutecznie obserwować obecności wirusa w społeczeństwie. Po pół roku nadal nie mamy pełnego obrazu – utyskuje Morse.

W najbliższych miesiącach zwiększy się użycie leków wspomagających leczenie najciężej chorych na COVID-19, prognozują eksperci. Nie ma dziś jednego skutecznego programu leczenia tej choroby wywołanej przez SARS-CoV-2. Hospitalizowanym podaje się od 1 maja remdesivir, lek przeciwwirusowy zdający się łagodzić nieco objawy w najtrudniejszych przypadkach. Pozytywne efekty przyniosły też badania z użyciem taniego syntetycznego steroidu deksametazon.

- Do grudnia lekarze będą chcieli częściej podawać te środki swoim pacjentom. Dzięki temu nie tylko zmniejszą ich cierpienia, ale i odciążą nieco służbę zdrowia – sugeruje Adalja dodając, że może zmalałaby liczba zabitych przez patogen.

Do przeszłości przejdą wprowadzane na początku pandemii słynne ”lockdowny”, czyli procedury ograniczające możliwości poruszania się obywateli po kraju oraz poza jego granice a także zakazujące prowadzenia działalności handlowej, rozrywkowej czy zawieszające edukację szkolną w tradycyjnej formie.

Choć nagłe wzrosty liczby zainfekowanych wywołują miejscowe przywracanie obostrzeń, jak wokół Lizbony czy w Katalonii, powszechne nakazy izolowania się w domach raczej już nie wrócą. – Nie chcą tego zarówno zwykli obywatele, jak i politycy – uważają Morse i Adalja.

Największe wyzwanie na 2021? Znudzenie wirusem. Niestety, choć izolacja czy środki ochrony osobistej dało się wprowadzić i utrzymać (najpewniej także do końca tego roku), to eksperci nie wierzą w zdolność (przynajmniej Amerykanów) do podtrzymania zainteresowania wirusem.

Adalja i Morse zupełnie serio boją się, że po roku powtarzania tych samych próśb o właściwe zachowanie się ludziom zwyczajnie odechce się pilnować zachowania środków higieny czy prewencyjnego dystansowania się. Jedyne, co może wówczas nas wszystkich uratować, to zapewnienie skutecznej szczepionki w wystarczająco dużej liczbie dawek, by szybko zneutralizować zagrożenie SARS-CoV-2. A nawet wtedy zawsze istnieje ryzyko, że najlepsze plany i chęci epidemiologów pokrzyżuje coraz silniejsze lobby antyszczepionkowców.