powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Podróże

Mniej atrakcji, więcej spokoju. Slow travel uratuje Twoje wakacje

Większość z nas planuje wakacje w oparciu o to, co widzieliśmy w social mediach. Otwieramy Instagrama czy TikToka i nasz wzrok przyciągają barwne treści, monumentalne zabytki, knajpki z pysznym jedzeniem. Zapisujemy je na liście, a ta rośnie, rośnie, rośnie… Ostatecznie, gdy już docieramy na miejsce, nie widzimy piękna nowego miasta, tylko kolejne punkty do odhaczenia. Brzmi jak udany urlop? No, nie bardzo. I tu właśnie wchodzi trend o nazwie „Slow travel”, który może uratować Wasze wakacje od katastrofy.

J
Joanna Marteklas
2h temu·9 minut·
Mniej atrakcji, więcej spokoju. Slow travel uratuje Twoje wakacje

Bo w dobie wszechobecnej cyfryzacji, gdzie media społecznościowe wywierają na nasz nieustanną presję uczestnictwa w (zbyt) idealnych doświadczeniach, rodzi się w nas podróżnicze FOMO. Zamiast zwiedzać, cieszyć się nowym miejscem, chcemy jedynie zaliczać kolejne atrakcje. Jednak nasz urlop to nie tabelka w Excelu ani gra, to wyczekiwany z utęsknieniem czas, w którym możemy odpocząć, zrelaksować się i zrestartować umysł.

„Byłeś tam i nie widziałeś tego?!”, czyli trochę o podróżniczym FOMO

Zatrzymajmy się na moment przy FOMO, bo chociaż większość z nas zapewne odczuwa jego skutki, sama nazwa – a raczej skrót – może niewiele mówić. Chodzi tu o lęk przed przegapieniem (Fear of Missing Out), który jest istną siłą napędową współczesnych zachowań konsumenckich, niezależnie czy mówimy tu o przeglądaniu sieci, modzie czy właśnie o podróżowaniu. Nie chcemy się wyłamywać, nie chcemy czuć, że coś przegapiliśmy. Chcemy wciąż być ze wszystkim na bieżąco i tak pędzimy do przodu, choć w gruncie rzeczy przypomina to raczej bieganie w takim kółku dla chomika. Nigdy nie dotrzemy do celu, a jedyne co osiągamy, to przegapienie wszystkiego, co jest wokół.

Nasza psychika została zaprogramowana tak, by szukać akceptacji i przynależności, co w dobie cyfrowej oznacza potrzebę bycia „na bieżąco”. Nie w tym niczego złego, nie zrozumcie mnie źle. Kocham zwiedzać zabytki, więc to oczywiste, że podczas wakacji będę chciała zobaczyć najważniejsze z nich. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast naprawdę się nimi cieszyć, będę jedynie przez nie „przelatywać”, bez refleksji i bez prawdziwego „poczucia”, że tam jestem.

Jeszcze na studiach sobota była dla mnie dniem wycieczek. Wiadomo, studencki portfel świeci zwykle pustkami i nawet dodatkowa praca nie sprawia, że można sobie pozwolić na jakieś wielkie podróżowanie. Dlatego wybierałam pociąg lub autobus i robiłam to na zasadzie „najdalej i najtaniej”. Lądowałam więc w różnych miastach i miasteczkach Dolnego Śląska lub okolicznych województw – spontanicznie, bez planu, jedynie z informacją o godzinie powrotu. Czasem kończyło się to tym, że po prostu spacerowałam po miejscowości albo jakichś parkach, innym razem mogłam zobaczyć naprawdę nietuzinkowe zabytki i muzea, jak np. muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu czy muzeum Sentymentu w Kowarach.  Oczywiście z czasem życie trochę zweryfikowało tę moją spontaniczność, bo przybyło mi obowiązków, pracy, więc sobota stała się czasem bardziej „domowego” wypoczynku, ale wciąż staram się czasem gdzieś „uciec”, by się zrestartować.

Tu jednak dochodzimy do bardzo ciekawego aspektu podróżniczego FOMO, czyli do spontaniczności, choć niestety – w najgorszym możliwym sensie. Bo jak Wam wyżej opisałam, lubiłam wyjazdy „na spontanie”, ale w tym przypadku chodzi o coś innego. O wybieranie celu nie przypadkowo czy na podstawie własnych zachcianek, tylko rezygnowanie z wcześniej ustalonych planów na rzecz tego, co aktualnie trenduje. Impulsywne decyzje o wyjazdach (często na kredyt) oraz ryzykowne zachowania w celu zdobycia treści, które będą atrakcyjne wizualnie to coś, co właśnie narzuca nam lęk przed wykluczeniem. Nasi znajomi pokazują w sieci bajeczne zdjęcia z Majorki, a my mieliśmy w planach weekend nad Bałtykiem? Zamiast powiedzieć sobie „dobrze dla nich, ja mam swoje plany”, nasz mózg wmawia nam, że jesteśmy gorsi i będziemy odrzuceni, jeśli pokażemy tylko nasze nudne polskie morze. Czy to ma sen? Logicznie nie, ale cóż, gdyby zawsze udawało się działać tylko logicznie, to FOMO nie zbierałoby tak obfitych żniw.

Nie bój się pomijania, ciesz się nim, czyli filozofia JOMO

Tu właśnie wchodzi antidotum na FOMO, czyli JOMO (Joy of Missing Out – radość z pomijania). Chodzi tu o świadome odłączanie się od cyfrowego szumu i czerpanie satysfakcji z bycia tu i teraz, bez martwienia się tym, co robią inni. Zamiast listy „must-see”, robimy plany skupione na więziach, odpoczynku i zachwycie nad miejscem, które odwiedzamy.

Chociaż wydaje się, że to proste, tak naprawdę wymaga to od nas radykalnej zmiany priorytetów. W podróżowaniu JOMO liczy się to, co zobaczymy, co sprawi nam radość, a nie reakcja publiczności. Jasne, nawet psychologowie sugerują, że FOMO może być silnym motorem do wychodzenia ze strefy komfortu, jednak na dłuższą metę przyczynia się tylko do powstawania strasu i prób dostosowania się do wyidealizowanych standardów. Zaciągając kredyt na podróż do Azji, by porobić zdjęcia w słynnych miejscach, nie wrócimy z miłymi wspomnieniami, tylko z kulą u nogi, która zostanie z nami na wiele miesięcy, a nawet lat. JOMO z kolei daje nam długofalowy dobrostan i poczucie spełnienia. Po powrocie jesteśmy wypoczęci i zamiast opowiadać o kolejkach na Wieżę Eiffle’a, opowiemy o miłej staruszce, która przysiadła się do nas w małej kawiarence.

Podróżowanie z psem to świetny sposób na dotarcie do mniej oczywistych miejsc

Slow travel – podróżuj powoli i ciesz się tym, gdzie jesteś

W latach 80-tych we Włoszech powstał bardzo ciekawy nurt o nazwie Slow Food. Był to protest przeciwko standaryzacji smaku i ekspansji kultury fast food, uosabianej przez otwarcie restauracji McDonald’s przy Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Ta fundamentalna rezygnacja z pośpiechu na rzecz jakości i lokalności szybko przeniosła się z jedzenia na rzecz innych sfer życia i tak powstał ruch Cittaslow, czyli sieć „wolnych miast”. Nie chodzi tu jednak o żadne historyczne konotacje, tylko o miejsca, które stawiają na ochronę dziedzictwa, redukcję hałasu i wspieranie lokalnych producentów.

Takie wolne podróżowanie kładzie właśnie nacisk na osobistą świadomość turysty oraz redukcję mobilności na rzecz skupienia się na lokalnej historii i kulturze. Nie ilość tylko jakość. Zamiast dziesiątek miejsc, warto postawić na kilka i po prostu je przeżyć. Kiedy zaczynamy chcieć odkrywać specyficzne cechy danego miejsca, szanować jego mieszkańców i środowisku, zaczyna rodzić się doświadczenie slow travel.

Wiele osób może tutaj powiedzieć, że zwyczajnie nie ma czasu na to, by podróżować powoli. Jednak tu nie chodzi o czas, tu chodzi o nasze własne tempo – brak sztywnych harmonogramów i rygorystycznych planów zwiedzania. Nie tylko czysta rozrywka, ale też wiedza i nauka. Tu oczywiście zaznaczę, że nie ma niczego złego w rozrywce, po prostu skupiam się na innym aspekcie podróżowania, takim nastawionym na „zaliczanie” skomercjalizowanych miejsc, w których stoimy w długich kolejkach dla kilku zdjęć, potem i tak przerabianych, by nadawały się na Insta.

Slow travel to nie sposób podróżowania — to sposób myślenia o tym, po co w ogóle gdzieś jedziemy

Nauka potwierdza, że sposób, w jaki podróżujemy, ma kluczowe znaczenie dla korzyści terapeutycznych, jakie niesie urlop. Po miesiącach spędzonych w pracy i skupianiu się na dotrzymywaniu terminów, ostatnim, czego potrzebujemy, jest robienie tego samego na wakacjach. To prosta droga to tzw. „wypalenia wakacyjnego”, które pojawia się, gdy wyjazd staje się maratonem aktywności. Powolnienie tempa pozwala z kolei na poprawę jakości snu, zwiększenie elastyczności poznawczej i „rozbudzenie”. Codzienna rutyna nie jest w stanie zapewnić naszemu mózgowi odpowiedniej stymulacji, natomiast powolne podróżowanie już tak.

Nowe miejsca, inne języki i nieznane środowiska zmuszają umysł do ciekawości i alertu, co wspiera tworzenie nowych połączeń neuronowych. Co ciekawe, badania sugerują nawet, że turystyka może pełnić rolę wspomagającą w leczeniu demencji, redukując deficyty poznawcze poprzez stymulację sensoryczną i konieczność adaptacji do nowych sytuacji.

Odkrywanie nowych miejsc aktywuje wiele naszych zmysłów jednocześnie – od zapachu lokalnych potraw po dźwięki obcego języka – co utrzymuje procesy uwagi i przetwarzania informacji na wysokim poziomie sprawności. Z kolei samodzielna nawigacja w nowym terenie aktywuje naszą „pamięć przestrzenną”.

Powolne podróżowanie to również natura – od górskich schronisk po ciche nadmorskie wioski – która redukuje stres i pozwala na osiągnięcie stanu głębokiej refleksji. To możliwość poznania lokalnego rzemiosła, udziału w warsztatach kulinarnych czy odwiedzenia wiejskiego festynu, który może i „krindżowy”, ale ma w sobie coś, czego na próżno szukać w komercyjnych, miejskich atrakcjach.

O zaletach takiego nurtu można zresztą pisać bardzo długo, bo dochodzi tu jeszcze aspekt ekologiczny, bo najczęściej wybieramy środki transportu mniej obciążające środowisko. Oblegane przez turystów destynacja to istne fabryki śmieci, ale kiedy wybieramy mniej znane miejsca lub podróżujemy poza sezonem, pozwala to na bardziej zrównoważony rozkład ruchu turystycznego i korzyści ekonomicznych. Slow travel wspiera ponadto lokalną gospodarkę; zamiast sieciówkowego hotelu, wybieramy pensjonat, małą restaurację czy sklepy rzemieślników, wspierając nie wielkie korporacje, tylko dany region i jego mieszkańców. Brzmi dobrze, prawda?

Jak więc podróżować bez FOMO?

Kiedy żyjemy w ciągłym lęku przed wykluczeniem, dostosowujemy do tego nasze nawyki. Nie da się więc nagle wszystkiego zmienić, ale można chociaż spróbować. Wszystko zaczyna się od zmiany nastawienia i zrozumienia, że podróż zaczyna się już w momencie wyjścia z domu, a droga jest tak samo ważna (a może czasem i ważniejsza) jak cel.

  • Postawmy więc na dłuższy pobyt w mniejszej liczbie miejsc. Zamiast odwiedzać pięć miast w siedem dni, spędź cały tydzień w jednej miejscowości lub regionie (serio, świat się nie zawali), nawiąż relacje z lokalną społecznością i kto wie, być może w ten sposób poznasz miejsca, które dla przeciętnego turysty są niedostępne?
  • Wyrzućmy sztywny plan do kosza. Jasne, pewne rzeczy warto jest zaplanować, by nie skończyć w obcym mieście bez dachu nad głową, ale pozwólmy też działać naszej intuicji i spontaniczności. Małe „zgubienie się” w nowym miejscu może prowadzić do ciekawych spotkań.
  • Wybierzmy autentyczne zakwaterowanie. Już o tym wcześniej pisałam. Sieciowe hotele może i oferują dużo udogodnień, jednak oferowane tam jedzenie równie dobrze zjemy wszędzie. W lokalnym pensjonacie czy agroturystyce, spróbujemy natomiast rzeczy, które jedzą „lokalsi”. Mamy też szansę na zupełnie inne atrakcje.
  • Zanurzmy się w codzienności. Zamiast być intruzem-turystą, stańmy się „tymczasowym sąsiadem”. Pójdźmy na mały targ po świeże warzywa, wypijmy poranną kawę w tej samej kawiarni i obserwujmy rytm miasta.
  • Wyłączmy powiadomienia. Podróżowanie bez FOMO to dyscyplina w korzystaniu z technologii. Nawet najpiękniejsze miejsce nie zachwyci nas, gdy będziemy ciągle siedzieć z nosem w smartfonie. Telefon ma być narzędziem, ale nie stałym rozpraszaczem. Aplikacje tłumaczeniowe są świetne w pokonywaniu barier językowych, jednak do tego musimy najpierw znaleźć kogoś do rozmowy, a z urządzeniem w ręce ciężko to zrobić.

Z racji, że za oknami temperatura jest coraz wyższa, a sezon urlopowy zbliża się wielkimi krokami, warto już teraz przestawić się z FOMO na JOMO i nadchodzącą podróż zaplanować tak, by coś przeżyć, a nie jedynie odhaczyć. Nasz czas jest cenny, dlatego lepiej wykorzystać go na budowanie pięknych wspomnień, a nie na próby nadążenia za innymi.

J

Joanna Marteklas

Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.

Więcej tekstów autora→

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Udostępnij
FacebookX