Według dawnych niemieckich szacunków na odcinku bałtyckiego wybrzeża od Wolina po Mierzeję Wiślaną mogą spoczywać wraki około 2 tysięcy statków i okrętów. Dzisiaj wiadomo, że odkryta z nich została może setka, najwyżej dwie. Pod powierzchnią naszego Morza Bałtyckiego wciąż kryje się istny skarbiec dla nurków sportowych, dla historyków, dla inżynierów badających losy techniki morskiej i wreszcie dla archeologów, a nawet poszukiwaczy tajemnic.

DO ABORDAŻU!

Bałtyk nigdy nie był obszarem spokojnym. To na jego szarych wodach ścierały się strefy wpływów monarchów Szwecji z szefami wielkiej korporacji pierwszej wspólnoty europejskiej – handlowego związku Hanzy. Ataki Skandynawów na żaglowce wroga z Lubeki, szturmy, taranowania i abordaże były na porządku dziennym. Na dno szły dziesiątki drewnianych żaglowców. Kilkaset lat temu Bałtyk miał nawet własnych korsarzy – za przyzwoleniem polskiego króla rozpalali oni ogniska na Półwyspie Helskim, które miały udawać światła hanzeatyckiego Gdańska. Kapitanowie mamieni ich blaskiem nakazywali statkom skręcać na południe, w przekonaniu że minęli już Hel, lecz zamiast pruć do gdańskiego portu, lądowali na mieliznach za Władysławowem, gdzie bezbronne żaglowce łupili i palili korsarze.

To właśnie na Bałtyku ścierały się strefy wpływów Polski i Szwecji, których finałem była bitwa pod Oliwą. To także tutaj walczyły ze sobą w dwóch wojnach światowych floty Rosji i Niemiec. To tu w końcu w pułapkę nawet i współczesne statki łapała nieprzewidywalna bałtycka pogoda i charakterystyczna dla małego morza krótka intensywna fala, która potrafi rozhuśtać małe jednostki oraz wedrzeć się nad i pod pokład.

WALKA NA SZWEDZKIM JEZIORZE

Po każdym z militarnych konfliktów, po większości wielkich katastrof pogodowych na dnie Bałtyku lądowały wraki statków i okrętów – niemych świadków historii. Czego więc dziś na tym dnie nie ma! Na piasku leżą drewniane dłubanki pamiętające Bolesława Chrobrego. Leżą statki z czasów, gdy Szwecja z Bałtyku chciała zrobić swoje wewnętrzne jezioro – opanowując w czasie takich wojen jak „potop” wszystkie jego wybrzeża. Są zatopione nowoczesne promy pasażerskie, legendarne U-Booty, lotniskowiec Hitlera i trzy wraki (Steuben, Goya i Wilhelm Gustloff) z największych morskich tragedii wszechczasów. W każdej z tych trzech gigantycznych katastrof zginęło kilka razy więcej osób, niż pogrzebał najsłynniejszy wrak świata – Titanic. A jednak mało kto poza obywatelami krajów nadbałtyckich zdaje sobie sprawę w ogóle z ich istnienia.

Rozrzucone po dnie liczne bałtyckie wraki były świadkami wojen, burz historii i buntów kapryśnej aury, niefrasobliwości szyprów i niekompetencji kapitanów. Dziś są wspaniałymi podwodnymi atrakcjami dla nurków odwiedzających opustoszałe kadłuby.

ZŁOTE KONSERWY

Bałtyk to dla nurków wrakowe eldorado. A wszystko dlatego, że Bałtyk to „małosolny raj” – jest słabo zasolony, nisko natleniony, zimny i ciemny. Dzięki tym unikatowym własnościom fizykochemicznym wraki konserwują się znakomicie! W Bałtyku nie rozwija się bowiem świdrowiec okrętowy – małż, który zżera z apetytem drewno w morzach przyjaźniejszych termicznie człowiekowi. Dlatego właśnie po wrakach hiszpańskich galeonów na Karaibach nie zostało już nic a nic z drewnianego poszycia, podczas gdy XV-wieczne żaglowce w Bałtyku można oglądać nietknięte!

Dzięki tym wyjątkowym walorom bałtyckiej wody na dnie naszego morza nie rosną także żadnego rodzaju koralowce. W ciepłych morzach rosną one w tempie jednego, a czasem kilku centymetrów na rok. Przez co wiele wraków sprzed kilkuset lat... stało się tak na-prawdę kilkumetrową warstwą skamieniałych na amen korali madreporowych!

Z POMOCĄ TECHNOLOGII

Bałtyk jest też morzem relatywnie płytkim. Jego dno łagodnie opada u polskich wybrzeży na głębokość kilkudziesięciu zaledwie metrów (podczas gdy np. w Morzu Śródziemnym już nie-daleko od brzegu może być głęboko na kilkaset). Dla współczesnych płetwo-nurków, masowo nurkujących z użyciem specjalnych mieszanek oddechowych do głębokich zejść, potężne połacie Bałtyku są już dostępne do odwiedzania. 

Poszukiwaczom wraków w sukurs przychodzi także technologia hydroakustyczna. Dzięki echosondom, sonarom i sondom wielowiązkowym możemy zajrzeć pod wodę, niczym nietoperz zagląda w mroki nocy – wysyłając odpowiednie sekwencje fal dźwiękowych i „słuchając” ich odbicia. Na ekranach komputerów rysują się kontury tego, co zalega dziesiątki metrów pod powierzchnią wody.

Lwia część bałtyckich wraków czeka jeszcze na odkrywców. A to zawsze przyciąga najmocniej – kiedy można odwiedzić wrak, którego nie widział jeszcze żaden nurek. Prawdziwi eksploratorzy nie tylko odnajdą stalowe i drewniane cielska zapomnianych okrętów. Prowadząc badania archeologiczne i kwerendy w archiwach odpowiedzą też na najważniejsze pytania: o nazwę statku, jego dzieje i powody zatonięcia. To długa droga – wiedzie przez drobiazgowe badanie kluczowych części wraku, gdzie mogą być np. tabliczki znamionowe z nazwą statku, przez archiwa wojenne i stoczniowe oraz wywiady z naukowcami i (jeśli jeszcze żyją) rozbitkami.

A wszystko po to, by poznać historię jednostki pływającej. A nade wszystko historie ludzi, których ze statkiem związał często ślepy los.