Czy jest łączność? Czterdzieści jeden... Widzę płomień! Gorąco, gorąco, jest mi bardzo gorąco. Pomóżcie mi! Widzę ogień! Jest gorąco, gorąco mi, Wrócę? Wrócę? Czy ja wrócę…
 
Koniec. Na tym przekaz się urwał. Kobieta mówiła po rosyjsku i walczyła o życie. W jej głosie dominowały przerażenie i desperacja. To było jasne dla każdego, kto słyszał jej wołanie. „Radziecka kosmonautka” – taka była pierwsza myśl braci Achillesa i Giana Judica-Cordiglia, włoskich radioamatorów z Turynu, którzy 19 maja [w niektórych źródłach mowa o 23 – przyp. red.] 1961 r. odebrali sygnał. Wostok 6, na którego pokładzie znajdzie się Walentyna Tierieszkowa, pierwsza kobieta kosmonautka, wystartuje za 2 lata. Moskwa nie podała
oficjalnej informacji o katastrofie statku kosmicznego. Tego dnia nie było ludzi na orbicie okołoziemskiej. Oficjalnie...

ANTENA ZE ZŁOMU

Hipoteza o katastrofie radzieckiego statku kosmicznego z kobietą na pokładzie wydawała się szalona. To nie był jednak pierwszy sygnał przechwycony przez braci Cordiglia. 5 października 1957 r. o 17.40 jako pierwsi na Zachodzie odebrali sygnał pierwszego sztucznego satelity Ziemi, radzieckiego Sputnika 1. Od tej chwili nieustannie monitorowali eter, wyłapując przekazy niemal każdej radzieckiej ekspedycji kosmicznej. Słyszeli Sputnika 1, słyszeli psa Łajkę, słyszeli Gagarina. Słyszeli też głosy ludzi, o których Moskwa mówiła, że nie istnieją, i sygnały misji, które nigdy się nie odbyły. Początkowo sukces włoskich radioamatorów zawodowym łącznościowcom wydawał się niewiarygodny. Swoją pierwszą aparaturę bracia Cordiglia zbudowali w 1956 r. na podstawie zdjęć instalacji nasłuchowej NASA, które znaleźli w magazynach popularnonaukowych. Turyn opuszczała wówczas stacjonująca w mieście od zakończenia wojny jednostka logistyczna US Army, wyprzedając za bezcen część wyposażenia. Bracia kupili części wojskowych anten radiowych po cenie złomu – płacąc 10 centów za kilogram. Ich instalacja kosztowała w sumie 30 USD Amerykańska stacja nasłuchowa wykorzystywana przez NASA – 15 mln.

Cordiglia zamontowali urządzenie na dziko na dachu najwyższego budynku mieszkalnego Turynu. Okazało się, że jest to idealny punkt nasłuchowy. Ponad miastem biegła bowiem orbita obiektów wystrzeliwanych przez Sowietów. Wkrótce bracia otrzymali propozycję prowadzenia popularnonaukowe audycji w szwajcarsko-włoskim radiu. Ich dokonania stały się głośne i zwróciły uwagę CIA, która za pośrednictwem kontrwywiadu włoskiego nawiązała z radiowcami kontakt, proponując współpracę. W połowie 1959 r. rozbudował pospawaną antenę z demobilu w stację nasłuchową z prawdziwego zdarzenia. W grudniu 1959 r. włoska agencja informacyjna Continentale, powołując się na anonimowego informatora – wysoko postawionego czeskiego dyplomatę – podała, że w listopadzie 1957 r. podczas lotu suborbitalnego zginął radziecki pilot kosmonauta Aleksiej Lidowskij . Była to pierwsza opublikowana przez media informacja o śmierci człowieka w kosmosie. Informacja, która prawdopodobnie wypłynęła nie z kręgów dyplomacji, lecz od braci Cordiglia. Bracia prowadzili bowiem skrupulatny nasłuch radzieckich pasm, wiedząc, że Rosjanie przygotowują start Sputnika 2 z suczką Łajką na pokładzie. Włosi wyłapali i nagrali bicie serca zwierzęcia, o czym poinformowali świat. Było to wkrótce po domniemanej śmierci Lidowskiego.

Moskwa natychmiast ostro zdementowała depeszę agencji Continentale. Dlaczego bracia Cordiglia milczeli o Lidowskim? Dlaczego włoska agencja, mając pod bokiem najlepsze z możliwych źródło kosmicznych newsów, twierdziła, że zdobyła informację via Czechosłowacja? Prawdopodobnie dlatego, że radiowcy wiedzieli już od protektorów ze służb specjalnych, iż trafili pod obserwację KGB, które rozważa ich likwidację. Nie mogli przyznać się, że to oni poznali prawdę. Arnold Barer, oficer Wojsk Lotniczych i lekarz, który od 1955 r. uczestniczył w programie kosmicznym ZSRR, dziś główny konsultant ds. medycyny kosmicznej komercyjnego laboratorium „Zwiezda”, budującego systemy podtrzymania i ratowania życia lotników i kosmonautów, mówi: „Wśród kierowanego przez Włodzimierza Jazdowskiego zespołu lekarzy i biologów, pracujących przy programie wysyłki w kosmos zwierząt, istniała specjalna nieoficjalna tajna grupa ochotników-entuzjastów. Wyselekcjonowano ich do doświadczeń wymagających udziału człowieka – ostatecznych eksperymentów dokonywanych tuż przed startem oficjalnych misji kosmicznych. Nigdy nie słyszałem, by któryś z nich został wysłany na orbitę, ale program miał tak wysoką klauzulę tajności, że nikt z nas nie wiedział, co się robi w sąsiednim pomieszczeniu. Wszak oprócz samych lotów program miał na celu  demonstrację siły – pokazanie przeciwnikowi niemożliwych do zestrzelenia rakiet. Środki przenoszenia piesków były równocześnie nośnikami głowic jądrowych”. Bardziej prawdopodobne, że Lidowskij był członkiem tajnej grupy pilotów oblatywaczy. Zespół stworzyli najlepsi lotnicy delegowani ze swych jednostek na rozkaz najwyższego kierownictwa ZSRR. Mieli wypełniać tzw. zadania specjalnego znaczenia dla państwa i obronności.

ODDZIAŁ ZERO