Podsłuchy są stare jak świat. Za jeden z najstarszych uchodzi... jaskinia w Syrakuzach zwana Uchem Dionizjosa. Znajduje się na terenie kamieniołomów, w których w starożytności przetrzymywano więźniów. Wedle legendy, rządzący Syrakuzami tyran Dionizjos Starszy (430–367 r. p.n.e.) podsłuchiwał tam swoich wrogów. Zakradał się do specjalnej niszy, w której – dzięki specyficznej akustyce jaskini – słychać było najlżejszy szmer. Ta starożytna anegdota blednie jednak przy pomysłach na podsłuchy, które przyniósł przełom technologiczny kolejnych epok, zwłaszcza zaś wiek XX.

Buty, koty i prezenty z pluskwami

Podczas Zimnej Wojny służby specjalne państw Wschodu i Zachodu prześcigały się w pomysłach na urządzenia podsłuchowe, potocznie zwane „pluskwami”. Na przykład Rumuni w latach 60. i 70. wykradali buty dyplomatów USA, a następnie montowali w nich miniaturowe mikrofony i przekaźniki. Zaś Sowieci począwszy od roku 1946 przez siedem lat inwigilowali ambasadorów Stanów Zjednoczonych w ZSRR, wykorzystując prezent przekazany Amerykanom. Nie budził podejrzeń, bo po pierwsze ofiarowali go radzieccy pionierzy, a po drugie podarek przedstawiał pełniącą funkcję godła USA tzw. Wielką Pieczęć (kolisty emblemat z białym orłem, strzałami, gałązką oliwną, gwiazdami i narodowymi barwami). Godło zawisło w gabinecie ambasadora, a tymczasem w jego wnętrzu tkwiła sowiecka „pluskwa”, dzięki której Kreml miał doskonałą orientację w amerykańskich planach.

Amerykanie zrewanżowali się, wymyślając tzw. akustycznego kiciusia. Był to projekt CIA z lat 60. w ramach którego żywemu kotu wszczepiono mikrofon oraz antenę (w ogonie!), a następnie wypuszczono zwierzaka przed sowiecką ambasadą w Waszyngtonie. Niestety, nim kotek przystąpił do akcji, trafił pod koła przejeżdżającej taksówki. Współczesne pomysły na podsłuchy nie są już tak drastyczne, a równie pomysłowe.

Niebezpieczne światło

Kilka lat temu specjalistom z Massachusetts Institute of Technology udało się podsłuchać rozmowę odbywającą się w dźwiękoszczelnym pokoju tylko dzięki temu, że obserwowali... wibracje paczki chipsów. Foliowe opakowanie drgało pod wpływem fal głosowych rozmawiających. Wystarczyło zarejestrować te wibracje kamerą nagrywającą z dużą ilością klatek na sekundę, a następnie rozpracować: zamienić obraz na dźwięk przy pomocy odpowiedniego oprogramowania.

Dzięki takim pomysłom rolę mikrofonu mogą pełnić nie tylko chipsy, ale też popielniczka, kieliszek czy zwykły kubek. Do użycia weszły też mikrofony laserowe, pozwalające na podsłuchiwanie nawet z dużej odległości. Wiązka promienia laserowego trafia w wybrany obiekt (np. szybę w pobliżu rozmawiających osób) i częściowo się odbija, zmiany wibracji są rejestrowane, a następnie służą do rekonstrukcji dźwięków. Minusem tej metody jest fakt, że promień lasera mogą zauważyć sami podsłuchiwani.

Ostatnio na kolejny pomysł wpadli izraelscy naukowcy. Do podsłuchu wykorzystali... włączoną żarówkę! Badacze z Uniwersytetu Ben Guriona i z Instytutu Naukowego Weizmanna obserwowali wywoływane przez dźwięki drobne drgania na jej powierzchni oraz zmiany natężenia światła. Do obserwacji potrzebowali teleskopu z czujnikiem elektrooptycznym oraz laptopa z odpowiednim oprogramowaniem do analizy zebranych danych. Operację przeprowadzali z odległości około 30 m. W ramach eksperymentów podsłuchali w ten sposób odtwarzane w obserwowanym pomieszczeniu piosenki Beatlesów (Let it Be) i Coldplay (Clocks), a także przemówienie prezydenta Trumpa (ze słowami We will make America great again).

Tej metody podsłuchiwania możemy jednak łatwo uniknąć: wystarczy wyłączyć światło lub zaciągnąć firanki.