W niedzielę 11 lipca sir Richard Branson poleciał w kosmos, zostając tym samym pierwszym pasażerem swojej kosmicznej firmy Virgin Galactic. I chociaż tak naprawdę miliarder tylko „zahaczył” o kosmos, bo raptem przez pięć minut leciał na wysokości 85 kilometrów, czyli na granicy kosmosu (linia Kármána, czyli umowna granica kosmosu przebiega na wysokości 100 km), to akcje Virgin Galactic wystrzeliły w górę. Ponoć kosztujący 250 tysięcy dolarów bilet na przejażdżkę kupił nawet sam Elon Musk.

Szef SpaceX wsławił się również tym, że podpisał krążącą po internecie petycję, której sygnatariusze domagają się, by inny miliarder pragnący stworzyć kosmiczne imperium, czyli Jeff Bezos, nie wracał na Ziemię. Bezos planuje odbyć krótką wycieczkę w kosmos już 20 lipca i dokonać tego na pokładzie należącego do firmy Blue Origin statku kosmicznego New Shepard.

Wygląda na to, że wyścig o palmę pierwszeństwa w kosmicznej turystyce przegrał czarny koń stawki, czyli Elon Musk. Choć jeśli się przyjrzeć temu bliżej, to właśnie Musk oferuje zdecydowanie bardziej kosmiczne wycieczki niż pozostali kosmiczni miliarderzy.

Elon Musk zaoferuje turystyczne loty dookoła Ziemi

Jared Isaacman, 37-letni miliarder i prezes Shift4 Payments, firmy umożliwiającej bezpieczne transakcje internetowe, zostanie we wrześniu pierwszym cywilnym dowódcą misji kosmicznej w historii – ogłosił 1 lutego Elon Musk, szef SpaceX. Jego zdaniem misja ta, nazwana „Inspiration4”, jest milowym krokiem na drodze do uczynienia turystyki kosmicznej powszechnie dostępną. – Tylko dzięki takim przedsięwzięciom będziemy w stanie obniżyć koszt lotów w kosmos – powiedział Musk.

Isaacman nie ujawnił, ile zapłacił za planowaną na 2–4 dni wycieczkę w kapsule Dragon Crew krążącej po orbicie ziemskiej. Jednak dociekliwi amerykańscy dziennikarze po przeanalizowaniu kosztów jednorazowego wystrzelenia rakiety Falcon 9 (które wynoszą ponad 50 mln dolarów) uznali, że wyprawa Isaacmana wraz z czworgiem innych szczęśliwców powinna kosztować ok. 100 mln dolarów.

Ta kwota wydaje się bliska rzeczywistości. Dokładnie tyle bowiem Isaacman wpłacił na rzecz dziecięcego szpitala klinicznego St. Jude w Memphis. Kolejne miliony zamierza zebrać w swego rodzaju loterii charytatywnej, w której główną wygraną będzie miejsce w kapsule Dragona. Dwa kolejne zarezerwowane są dla osób wybranych przez samego miliardera. Ich życie i działalność mają być inspiracją dla innych.

W tym gronie znaleźli się: asystentka medyczna Hayley Arceneaux, pomagająca dzieciom w walce z nowotworami, prof. Sian Proctor, geolożka i popularyzatorka nauki, która pierwsze szlify astronautyczne zdobywała w polskim analogowym habitacie Lunares oraz inżynier lotniczy Chris Semborski.

– Turystyka kosmiczna nie jest nowym pomysłem. Pionierem był Dennis Tito, który w 2001 r. spędził siedem dni na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Zapłacił za to Rosjanom 20 mln dolarów. Po nim pojawiło się kilka innych osób, w tym pierwsza kosmiczna turystka Anousheh Ansari. To szansa dla najbogatszych na wyprawę życia. Kiedyś wynajmowali prywatne wyspy lub zabierali przyjaciół w luksusowy rejs morski, teraz są w stanie zapłacić za jeszcze bardziej ekskluzywną wycieczkę – wyjaśnia dr Piotr Kaczmarek-Kurczak, wykładowca na kierunku Przedsiębiorczość w sektorze kosmicznym Akademii Leona Koźmińskiego.

Pomysł komercjalizacji lotów kosmicznych rozkwitł wraz z początkiem ery wahadłowców i był równolegle rozwijany przez Amerykanów i Rosjan. Ci ostatni sprzedali nawet pierwszy turystyczny bilet lotniczy na pobyt na stacji orbitalnej Mir, ale lot trzeba było przełożyć. W efekcie Dennis Tito, bo to on był nabywcą, trafił już na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).

Sama stacja od początku miała pełnić również funkcje komercyjne, by zapewnić sobie finansowanie. Mówiono o prowadzeniu badań w stanie nieważkości, możliwości testowania nowych technologii i materiałów, a nawet reperowania kosmicznego budżetu dzięki turystyce. Z planów tych niewiele wynikło, ale może się to wkrótce zmienić.

Kiedy zacznie się era kosmicznych hoteli

ISS ma zapewnione finansowanie tylko do 2028 r. Później wysiłki tworzących ją agencji przeniosą się na rozwój programu księżycowego Artemis. Stacja zostanie rozmontowana, a jej moduły powrócą do swoich właścicieli. NASA planuje swoją część sprowadzić z orbity, by częściowo spłonęła w atmosferze, a reszta ma zatonąć w oceanie. Natomiast Rosjanie, których program kosmiczny cierpi ostatnio na brak pieniędzy, rozważają przerobienie swojej części na orbitalny hotel.

Budowę innej konstrukcji tego typu ogłosili w marcu przedstawiciele firmy Orbital Assembly Corporation (OAC). Hotel ma zostać zaprojektowany na wzór tzw. torusa Stanforda. To samowystarczalny kosmiczny habitat w kształcie opony. Jej ruch obrotowy miałby powodować powstanie siły naśladującej grawitację, co ułatwi ludziom funkcjonowanie na orbicie. Orbitalny hotel ma pomieścić 400 gości, którzy do dyspozycji będą mieli salony spa, kina, a nawet boiska sportowe. Nie zabraknie platformy widokowej pozwalającej na obserwację Ziemi.

Własny ośrodek orbitalny planował również Robert Bigelow, właściciel sieci niskobudżetowych hoteli. Jego firma Bigelow Aerospace skonstruowała i wysłała na ISS nadmuchiwany moduł mieszkalny. W planach hotelarza jeszcze do niedawna było wysłanie na orbitę modułu zdolnego pomieścić kilkanaście osób. Jednak od 2019 r. brak wiadomości na temat losów tego przedsięwzięcia.

Turystyka kosmiczna to wyścig zamożnych wizjonerów

Na czele wyścigu o kosmicznych turystów, mimo sukcesów Virgin Galactic, stoją Elon Musk oraz Jeff Bezos, założyciel Amazon.com i właściciel kosmicznej firmy Blue Origin, której od niedawna poświęca większość swego czasu.

– Obaj panowie są wychowankami wielkich wizjonerów: Bezos futurologa Gerarda O’Neilla, a Musk – Roberta Zubrina, który od wielu lat roztacza wizję kolonizacji Marsa. Obaj też stworzyli swoją potęgę od zera i zdecydowali się zainwestować w firmy, które mogą mieć wpływ na kolonizację kosmosu. – wyjaśnia dr Kaczmarek-Kurczak.

– Technologicznie stoją na tym samym poziomie, różnica leży w dostępie do informacji o przedsiębiorstwach, co wynika z ich finansowania. Bezos udziela skromnych informacji o postępach Blue Origin i rakiecie New Glenn, natomiast Musk z każdego kolejnego kroku robi medialny show. Robi to, ponieważ potrzebuje inwestorów do kolejnych przedsięwzięć kosmicznych. Za to Bezos ma za sobą potęgę finansową Amazona – jest w stanie sam finansować swoje pomysły i nie musi zabiegać o aplauz – dodaje.

SpaceX może uzyskać stabilne źródło finansowania dzięki systemowi satelitów telekomunikacyjnych Starlink, które dadzą mu niemal całkowity monopol na oferowanie satelitarnego dostępu do internetu. Wówczas Elon Musk zajmie się kolejnymi etapami rozwoju firmy.

Turysta jest traktowany nie jak człowiek, lecz jak ładunek

SpaceX ma zaplanowane już cztery prywatne misje. Najgłośniejszą jest zapowiadana na 2023 rok wyprawa japońskiego miliardera Yūsaku Maezawy. Wraz z siedmioma wybranymi osobami zamierza on okrążyć Księżyc na pokładzie nowego flagowego statku Muska – Starship, który docelowo ma obsługiwać misje marsjańskie. Trajektoria lotu będzie podobna do tej, jaką miała kapsuła Apollo 13. A co, jeśli dojdzie do sytuacji, w której trzeba będzie powiedzieć „Houston, mamy problem”?

– Żaden kraj nie wymaga wykupienia ubezpieczenia dla osób uczestniczących w lotach kosmicznych. Całość działa na zasadzie cross-waivers, czyli obopólnej zgodzie na ryzyko i zrzeczenia się roszczeń przez strony w wypadku katastrofy – wyjaśnia Kamil Muzyka, doktorant w instytucie nauk prawnych PAN, współredaktor strony „Prawo i Kosmos”. Jego zdaniem można uznać, że w chwili obecnej status prawny uczestnika takiej kosmicznej wycieczki nie jest daleki od statusu ładunku (przeczytaj więcej o aspektach prawnych katastrofy kosmicznej).

W dokumentach związanych z prawem kosmicznym turystów – w odróżnieniu od astronautów i członków załogi – określa się mianem „uczestników lotu”. – Chodzi o to, by nazwa nie kojarzyła się z pasażerem samolotu, czyli osobą chronioną prawnie i mogącą ubiegać się o rekompensatę za problemy związane z lotem lub śmierć bliskich w katastrofie. Odejście od tej terminologii ściąga odpowiedzialność z przewoźnika i przerzuca ją na usługobiorcę – wyjaśnia Kamil Muzyka.

Jeśli konieczna będzie akcja ratunkowa, sytuacja się komplikuje. Prawo mówi o udzieleniu wszelkiej pomocy przez każde państwo astronautom, ale jedynie w obrębie Ziemi. Nikt nie rozważał prawnie konieczności prowadzenia misji ratunkowej na orbicie. Teoretycznie wygląda to tak, że skoro rakiety SpaceX i Blue Origin są zarejestrowane w USA, to państwo amerykańskie powinno udzielić pomocy w razie problemów. Jeśli jednak to się nie uda i na ratunek rozbitkom poleci np. chińska rakieta, Chiny będą mogły wystawić USA rachunek za taką usługę.

– W 2011 r. towarzystwo ubezpieczeniowe Allianz zaoferowało polisy dla kosmicznych turystów, jednak do tej pory nikt z nich nie skorzystał. Akademicy od pewnego czasu podnoszą też kwestie uregulowania prywatnych przedsięwzięć kosmicznych. Wydaje mi się, że turystyka kosmiczna, a konkretnie wypadki z udziałem jej uczestników, mogą stać się kołem zamachowym takich zmian prawnych. Tym bardziej że w czasach zimnej wojny, z których pochodzą wszystkie traktaty prawa kosmicznego, nikt nie rozważał konieczności prowadzenia misji ratunkowej na orbicie – dodaje Kamil Muzyka.

Kosmiczne bazy będą azylem dla elity najbogatszych?

Czy turystyka doprowadzi do rozwarstwienia społecznego na nieznaną dotąd skalę? Pojawiają się opinie, że orbitalne hotele są zalążkiem zjawiska znanego z filmu „Elizjum” – stacji dla garstki najbogatszych ludzi, którzy uciekli z Ziemi przed skutkami degradacji środowiska naturalnego, pozostawiając na planecie ubogą resztę ludzkości.

– Szczególnie głośno było o tym po zorganizowanym przez grono najzamożniejszych ludzi świata kongresie, na którym rozważano metody utrzymania swoich zasobów i przetrwania w sytuacji, gdy Ziemia ze względu na postępującą degradację środowiska przestanie nadawać się do życia. Dlatego nie można wykluczyć całkowicie, że za planami kosmicznej turystyki i hoteli orbitalnych stoi właśnie chęć stworzenia Elizjum – podsumowuje dr Karczmarek-Kurczak.