Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że na terenie Półwyspu Iberyjskiego obyczaj odurzania się opium był niezwykle rozpo­wszechniony i długotrwały. W I wieku naszej ery rzymski historyk Pliniusz Starszy w swojej „Historii naturalnej" wspomina nie tylko na­zwę makowego soku, ale i skrupulatnie wy­licza jego właściwości. Na koniec przytacza przypadek ojca niejakiego Licyniusza Cecyny, który był bardzo chory i zakończył swe życie za pomocą narkotyku. „Wiele innych osób kończy swe życie w podobny sposób" - pod­sumował relację o iberyjskim opium Pliniusz Starszy.

Oczywiście makowy sok był masowo wytwarzany i spożywany nie tylko w zachod­niej części basenu Morza Śródziemnego. Elisa Guerra-Doce zwraca uwagę na cypryjskie znaleziska związane z produkcją i przechowywaniem opium - charakterystyczne flakony o zaokrąglonym dole, wysmukłych szyjkach oraz delikatnych uchwytach. By obrazowo przekazać informację o ich zawartości, ma­lowano na nich pionowe linie, co mogło symbolizować nacięcia na makówkach tak potrzebne do zebrania soku. Ogromne ilości tych naczyń z II tysiąclecia p.n.e. archeolodzy znajdują nie tylko na Cyprze, ale i w Egipcie oraz w regionie Bliskiego Wschodu. Oznacza to, że w owym czasie Wyspa Afrodyty sły­nęła nie tylko z kopalni miedzi, lecz także wytwórni opium. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że w epoce brązu Cypryjczy­cy byli narkotykowymi dilerami wschodniej części basenu Morza Śródziemnego.

SCYTOWIE RYCZĄ Z ZADOWOLENIA

O ile mak był rośliną południa i północ­nego zachodu Europy, o tyle konopie królo­wały na północnym wschodzie. Konopie to uniwersalny surowiec - z ich włókien można robić ubrania, ale i skutecznie się odurzyć. Zawierają grupę substancji zwanych kanabinoidami, które wywołują uczucie odprężenia i euforii. Wzmagają także doznania seksu­alne. Dotychczasowe badania dowodzą, że przedstawiciele kultur pasterskich północ­no-wschodniej części naszego kontynentu wdychali dym z konopi podczas ceremonii pogrzebowych już u zarania III tysiąclecia p.n.e. Najlepszym tego dowodem jest misa, będąca prymitywnym koksownikiem, umiesz­czona w grobie pod kurhanem należącym do przedstawicieli kultury grobów jamowych w rumuńskim Gurbanesti. W jej wnętrzu znaleziono zwęglone drobinki nasion kono­pi. Według brytyjskiego archeologa Andrew Sherratta o wyjątkowej roli, jaką ta roślina pełniła w owym rejonie Europy, świadczy fakt, że wzór odciśniętego sznura - tak cha­rakterystyczny dla znanej m.in. z terenów Pol­ski kultury ceramiki sznurowej - był robiony właśnie przy użyciu wiązki konopi.

Tradycja wdychania wonnego dymu uzys­kiwanego przez palenie tej rośliny utrzymy­wała się całymi tysiącleciami. O wykorzysty­waniu tego ziela przez Scytów w V w. p.n.e. wspominał nawet grecki historyk Herodot: „Po pogrzebie oczyszczają się Scytowie w na­stępujący sposób: naprzód namaszczają sobie głowę i zmywają, potem dla obmycia całego ciała tak postępują. Ustawia się trzy żerdzie ze zwróconymi ku sobie szczytami; dookoła nich rozpinają filcowe osłony, łącząc je ze sobą jak najściślej; następnie do wanny, która stoi w środku między żerdziami i filcowymi zasłonami, wrzucają rozżarzone kamienie. W kraju ich rosną konopie, bardzo podobne do lnu (...).

Tych konopi nasienie biorą Scytowie i wchodzą pod filcowe namioty; potem rzu­cają ziarna na rozżarzone kamienie: rzucane zaczynają dymić i wytwarzają taką parę, że żadna helleńska łaźnia parowa nie mogłaby jej przewyższyć. A Scytowie ryczą z zadowolenia w tej parze; to zastępuje im kąpiel, bo w ogóle nie myją ciała wodą”.