Misja, której pełna nazwa brzmi Double Asteroid Redirection Test (z ang. test przekierowania podwójnej asteroidy), ma wystartować 23 listopada o godzinie 22:20 czasu pacyficznego, czyli ok. 7:20 24 listopada czasu polskiego. DART ma pomóc światowym agencjom kosmicznym dowiedzieć się, jak zmienić kierunek lotu potencjalnie niebezpiecznych obiektów, które mogłyby w przyszłości zagrażać Ziemi.

Mówiąc językiem nieco bardziej technicznym, misja sprawdzi w praktyce skuteczność tzw. impaktora kinetycznego – dużej sondy kosmicznej, która, uderzając w asteroidę z ogromną prędkością względną, ma doprowadzić do zmiany jej orbity.

Celem DART jest planetoida podwójna Didymos, która składa się z jednej większej asteroidy o średnicy około 780 metrów i mniejszego „księżyca” o średnicy około 160 metrów. NASA zapowiada, że będzie celować w mniejszą skałę, mając nadzieję, że zderzenie spowolni jej orbitę na tyle, aby teleskopy na Ziemi mogły jak najdokładniej zarejestrować efekty tego bliskiego spotkania.

– Misja pozwoli ustalić, czy technika impaktora kinetycznego pozostaje realną opcją, mogącą nas zabezpieczyć przynajmniej przed mniejszymi asteroidami, które są najczęstszym zagrożeniem – mówi Lindley Johnson z NASA. Uważa się, że technologia będzie skuteczna jedynie w starciu z asteroidami o średnicy mniejszej niż 1 km.

Na efekty będziemy czekać rok

Aby dotrzeć do Didymosa DART musi pokonać prawie 11 mln kilometrów. Z wyliczeń NASA wynika, że do zderzenia dojdzie pod koniec września 2022 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pod koniec lotu sonda osiągnie prędkość około 24 000 km/godz.

Choć gwałtowne zderzenie całkowicie zniszczy urządzenie, to planetoida straci zaledwie ułamek procenta swojej prędkości. Naukowcy z NASA liczą jednak, że nawet ta niewielka zmiana spowolni okres orbitalny księżyca o kilka minut, zmieniając tor lotu kosmicznej skały.

Moment zderzenia ma monitorować inna misja, kierowana przez europejską agencję ESA. Niewielki statek pod nazwą Light Italian CubeSat for Imagine Asteroids (LICIACube) ma przelecieć w pobliżu Dimydosa, aby przyjrzeć się akcji z bliska. Zrejestrowane przez niego obrazy pozwolą astronomom dokładnie ocenić efekty całego przedsięwzięcia i sprawdzić, czy osiągnięto pożądany skutek.

Nowe badanie sugeruje, że możemy wysadzać asteroidy

NASA ściśle monitoruje wszystkie obiekty, które mogą zbliżyć się do Ziemi na odległość mniejszą niż 1,3 jednostki astronomicznej (jedna jednostka astronomiczna odpowiada odległości Ziemi od Słońca i wynosi ok. 150 mln km). Do tej pory agencja wykryła ponad 8000 asteroid znajdujących się w pobliżu Ziemi, których średnica przekracza 140 m.

Żaden z tych obiektów nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla naszej planety. Ale ponieważ astronomom zdarza się przeoczyć niektóre asteroidy, a do tego wciąż odkrywane są nowe, badania nad możliwościami zapobiegania uderzeniom w Ziemię mogą okazać się niezbędne. Podczas gdy NASA przygotowuje się do wysłania sondy DART, zespół fizyków z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Maryland (JHU) opublikował badania sprawdzające, czy zbombardowanie asteroidy zmierzającej ku Ziemi byłoby skuteczne.

Modele opracowane przez naukowców JHU dotyczyły uderzenia bomby atomowej o mocy 1 megatony w asteroidę o średnicy 100 metrów. Przeanalizowano pięć różnych scenariuszy, a w jednym z nich udało się zredukować ilość spadających na Ziemię skał do 0,1 procenta pierwotnej szacowanej masy.

„To świetny wynik, ale wciąż jest to opcja ostatniej szansy, na której naukowcy nie chcą polegać. Preferowaną opcją jest odchylenie asteroidy od Ziemi na wcześniejszym etapie, co jest strategią, która została dokładniej zbadana i przetestowana” – podano w badaniu.

 

Źródła: NASA.