Co roku odkrywanych są około 3 tysiące asteroid krążących w pobliżu Ziemi. Ich liczba wynosi już około 28 tysięcy. Katalog wszystkich potencjalnie groźnych obiektów można przeglądać na stronie NASA. Amerykańska agencja kosmiczna liczy się z tym, że dzięki nowym instrumentom (satelicie i teleskopowi) rejestr ten będzie się dalej powiększał.

Dlatego uruchomiła nowy system ostrzegania przed asteroidami. Sentry-II skuteczniej niż jego poprzednik przestrzeże nas, jeśli okaże się, że asteroida może uderzyć w Ziemię. System zbiera dane z obserwacji teleskopowych i na tej podstawie wylicza orbitę obiektu na stulecie naprzód.

Sentry-II jest szczególnie dobry w wyliczaniu przypadków skomplikowanych, z którymi jego poprzednik, Sentry, sobie nie radził. Jeśli jakaś zaobserwowana asteroida okaże się być na kursie kolizyjnym z Ziemią, poinformuje nas odpowiednio wcześnie. Jego wyliczenia będą też bardziej precyzyjne.

Pierwsza wersja Sentry działała przez niemal 20 lat – mówi Javier Roa Vicens, który nadzorował prace nad nowym systemem w należącym do NASA Laboratorium Napędu Odrzutowego. Miała jednak swoje wady.

Efekt Jarkowskiego, odkryty przez polskiego inżyniera, ma wpływ na orbitę planetoid

Gdy wykrywany jest nowy obiekt, astronomowie zabierają się do pracy, by określić jego orbitę. Potrzebują do tego danych o pozycji obiektu, jego prędkości oraz wpływie grawitacji pozostałych ciał Układu Słonecznego. Orbity te wyliczał również poprzedni system, ale z pewnym wyjątkiem.

W 1888 roku polski inżynier Jan Jarkowski odkrył, że na ruch asteroidy powinno mieć wpływ Słońce. Wirujące planetoidy wypromieniowują więcej ciepła po południu niż rano. Z tego wynika, że obiekt wirujący zgodnie z kierunkiem swego ruchu po orbicie nieznaczne zwiększa prędkość orbitalną i oddala się od Słońca. Z kolei ciała wirujące w przeciwnym kierunku do swego biegu po orbicie tracą prędkość i zbliżają się do gwiazdy.

Po raz pierwszy efekt Jarkowskiego zmierzono pod koniec 2003 roku. Jest bardzo niewielki, jednak ma znaczenie dla wyliczeń w skali dekad czy stulecia. Poprzedni system nie brał tego pod uwagę. Nowy Sentry-II już tak. Dzięki temu wyliczenia orbit są dokładniejsze.

Nowy system ostrzegania sam wyliczy to, co astronomowie musieli liczyć „ręcznie”

Poprzedni system nie radził sobie też ze skomplikowanymi szacowaniami dotyczącymi przelotów w pobliżu tak zwanych okien grawitacyjnych – czyli miejsc, w których przyciąganie planety może wpłynąć na orbitę asteroidy. W takich przypadkach (ostatnio były to asteroidy Apophis i Bennu) astrofizycy musieli na komputerach wyliczać orbity sami. Sentry-II wykona takie obliczenia automatycznie.

Takich specjalnych przypadków, jak tłumaczy Vicens, nie było wiele. Ich liczba jednak się zwiększy, gdy nowe asteroidy zaczną wykrywać satelita NEO Surveyor i obserwatorium im. Vera C. Rubin w Chile. Lepiej więc być na nie przygotowanym.

Nowy system ostrzegania różni się też od poprzednika sposobem, w jaki traktuje niepewne dane. Wylicza ryzyko kolizji z Ziemią dla każdego niepewnego punktu orbity asteroidy z osobna. – Sentry-II jest znakomitym ulepszeniem. Pozwoli wyznaczyć prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią, nawet jeśli będzie ono bardzo małe – dodaje Steve Chesley z Laboratorium Napędu Odrzutowego.

Szukanie asteroid, ze względu na ich niewielkie rozmiary i jasność, przypomina szukanie igły w stogu siana. Dzięki Sentry-II stóg znacznie się zmniejszył.

Liczba „bliskich asteroid” zbliża się już do 30 tysięcy

Pod koniec października tego roku temu naszą planetę ledwo minęła dwumetrowa asteroida. Było to trzecie największe zarejestrowane zbliżenie kosmicznego obiektu. Obiekt, któremu nadano nazwę 2021 UA1, przeleciał w odległości zaledwie 3 tys. kilometrów od Ziemi. Astronomowie przegapili go, bo nadleciał zza Słońca. Wykryto go cztery godziny po maksymalnym zbliżeniu, czyli - po fakcie.

Nieco bliżej Ziemi, w odległości 2950 km, w sierpniu ubiegłego roku przeleciała asteroida 2020 QG, równie niewielka, bo o półtora metra średnicy.

Nieco ponad rok temu, w listopadzie 2020 r., inna asteroida (2020 VT4) minęła nas rekordowo blisko. Od Ziemi dzieliło ją zaledwie 400 km - czyli tyle samo, ile dzieli Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jej rozmiary oszacowano na 5 do 10 metrów średnicy, czyli stanowiła połowę meteoru, który w 2014 roku wybuchł nad rosyjskim Czelabińskiem.
 

Źródła: NASA, The Astronomical Journal