Kiedy Bob Taylor pracował w Biurze Zaawansowanych Badań i Technologii NASA, w gabinecie nie miał komputera – bo w tym czasie nie istniały jeszcze komputery, które można by zmieścić w gabinecie. Trudne w obsłudze, drogie, ważące wiele ton maszyny obliczeniowe stały w specjalnych klimatyzowanych salach. Nieliczni tylko przewidywali, że nadchodzi komputerowa rewolucja. Jednym z tych wizjonerów był wynalazca, który w roku 1963 pojawił się w biurze Taylora.

DREWNIANY PRZYBYSZ Z PRZYSZŁOŚCI

Wynalazca nazywał się Doug Englebart. Zaproponował kilka rozwiązań, które miałyby ułatwić obsługę komputera, uczynić z niego maszynę dostępną nie tylko dla programistów, ale też dla zwykłych ludzi. Englebart uważał, że komputery przyszłości będą wyposażane w ekran. Przedstawił Taylorowi kilka pomysłów urządzeń, które pomogłyby komputer z ekranem obsługiwać. Taylor zdecydował, że NASA powinna wspomóc finansowo badania Englebarta.

Dzięki wsparciu agencji wynalazca wybudował wkrótce kanciaste drewniane pudełko z metalowymi kółkami. Z pudełka wystawał przewód, przypominający trochę ogon. To właśnie ze względu na ten przewód-ogon, pudełko zostało nazwane myszą.

W latach sześćdziesiątych mysz była jak przybysz z przyszłości – świat potrzebował kilkunastu lat, żeby do niej dorosnąć. Teraz nie może się bez niej obejść. Drewniane pudełko, zbudowane przez wynalazcę wizjonera dzięki pieniądzom NASA, dało początek niezliczonym zastępom komputerowych myszy, obecnych w milionach domów i biur.