ODSKOK

Niemieckie czołgi jechały dalej i uderzyły na najbardziej wysuniętą do przodu 2. baterię 2. Dywizjonu Artylerii Konnej. Bateria odpowiedziała ogniem na wprost i zniszczyła kilka pojazdów. Została jednak otoczona przez czołgi, które rozbiły jej wszystkie cztery działa i wystrzelały ich obsługę do nogi. Jednak wcześniejsze działania tej baterii, niespodziewane starcie ze szwadronem rotmistrza Hollaka oraz obrona resztek 21. Pułku zatrzymały niemieckie natarcie w sile około 50 czołgów. Niemcy z dużymi stratami wycofali się na zachodnią stronę wsi i tam starali się przegrupować. Jednocześnie pozostała część 12. PUł. zyskała na czasie i mogła do końca przygotować obronę na skraju lasu i przy torze kolejowym.

Dochodziła godzina 10.00. Czołgi na razie nie atakowały, ale wzmógł się ogień niemieckiej artylerii, zwłaszcza na stanowiska szwadronu rotmistrza Hollaka w lesie i broniące się w środku Mokrej resztki 21. PUł. Rotmistrz Hollak zdecydował o zmianie stanowisk i rozkazał ponownie dosiąść koni. Szwadron przedarł się do zabudowań przysiółka Mokra II i tam zajął pozycje obronne, odsyłając tabun swoich koni z jednym ułanem do lasu. Tutaj szwadron utrzymał się i walczył do wieczora z nacierającymi wciąż falami pancernymi nieprzyjaciela. Niestety, po walce wrócił do swego pułku ze śmiertelnie rannym dowódcą.

Między innymi ten epizod (wsparty relacją z Krojant) – przypadkowe zderzenie się ułanów rotmistrza Hollaka z nacierającymi czołgami – posłużył Niemcom do tworzenia propagandowych relacji o szarżach polskiej kawalerii na czołgi. Wprawdzie niektórzy zaskoczeni ułani starali się dosięgnąć swymi szablami i lancami wychylonych z wież pancerniaków, ale szybko oderwali się od przeciwnika i spieszyli w pobliskim lesie, a tam Niemcom dały się we znaki nie szable, lecz karabiny przeciwpancerne i działka artylerii konnej. Trzeba też pamiętać o wyglądzie niemieckich czołgów. Bynajmniej nie były to pantery i tygrysy (jak „sugerował” Andrzej Wajda swoimi „przemalowanymi” T-34 w „Lotnej”), lecz niepozorne i stosunkowo słabo uzbrojone Panzer I i II oraz trochę „wyższe” i mocniejsze Panzer III.

Warto też podkreślić, że doborowa 4. Dywizja Pancerna, która swoimi śmiałymi atakami starała się rozjechać polską brygadę, została zdziesiątkowana ogniem przeciwpancernym ułanów oraz pociągów pancernych i później nie podjęła już takich ataków. Jak wspomina major Koszutski, kwatermistrz WBK: „W bitwie pod Mokrą zagrało w pełni wychowanie i wyszkolenie, duch i tradycja polskiej kawalerii. Los całej brygady wisiał na cieniutkiej linii dwóch szwadronów 12. Pułku Ułanów z jednym szwadronem w odwodzie. Za linią 12. Pułku nie było NIC. Gdyby ona pękła lub została przejechana – Wołyńska Brygada Kawalerii przestałaby istnieć. Ale… ona wytrzymała. Nie cofnął się ani nie opuścił stanowiska ani jeden ułan, ani jeden pluton, ani jeden karabin przeciwpancerny, ani karabin maszynowy”. I tutaj Andrzej Wajda nie mylił się – duch kawaleryjski miał decydujące znaczenie, gdy siły były wyrównane.

DLA GŁODNYCH WIEDZY

  • S. Koszutski, Wspomnienia z różnych pobojowisk, Londyn 1976
  • M. Paluch, Działania bojowe Wołyńskiej Brygady Kawalerii, Torun 2004
  • A. Wilczkowski, Anatomia boju: Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódz 1992.