Był 17 lipca 1994 roku. Na stadionie Rose Bowl w Pasadenie w USA kończył się mecz o mistrzostwo świata w piłce nożnej między Brazylią a Włochami. Sto dwadzieścia minut gry ani cztery serie rzutów karnych nie wyłoniły zwycięzcy. Piątą serię rozpoczynał Roberto Baggio. Jego drużyna przegrywała jedną bramką i musiał strzelić gola, żeby wyrównać wynik na 3:3 i utrzymać swój zespół w grze.

Bułka z masłem. Baggio, uznawany za najlepszego piłkarza swoich czasów, z piłką potrafił czynić cuda. Strzelał gole nawet wtedy, gdy wydawało się to niemożliwe. Teraz wystarczyło kopnąć dość mocno i w miarę precyzyjnie. Jak się skończył ten najważniejszy strzał w jego karierze, który w telewizji oglądały na żywo dwa miliardy ludzi? Piłka poleciała beztrosko kilka metrów nad poprzeczką (można to wciąż oglądać na YouTube). 

Między innymi dzięki takim wydarzeniom jak to w Pasadenie wiemy, jak ważna dla piłkarza jest psychika. Jedna z najwybitniejszych akademii piłkarskich na świecie – należąca do Ajaksu Amsterdam – ocenia młodych graczy, których przyjmuje w swoje szeregi, na podstawie czterech kryteriów, streszczonych akronimem TIPS: technika (technique), inteligencja (inteligence), osobowość (personality) i szybkość (speed). W przypadku ośmiolatków szybkość i technika składają się na 80 proc. oceny; gdy akademia przyjmuje 18-latków – 80 proc. oceny obejmuje inteligencja i osobowość. 

Habilitacja z rzutów karnych

Od czasu upalnego popołudnia na stadionie w Pasadenie nauka zajęła się rzutami karnymi na dobre. W miarę jak futbol staje się coraz większym biznesem, mija czas trenerów-szamanów, a nastaje epoka oświecenia w futbolu. Ludzie z tytułami naukowymi zabrali się metodycznie za badanie stałych fragmentów gry. Dzięki temu wiemy choćby, że w strzeleniu karnego przeszkadza skupienie na tym, żeby piłka poleciała jak najdalej od bramkarza, pozostając w  świetle bramki. Lepiej, kiedy strzelec skupi się na pustej przestrzeni w bramce albo na precyzji strzału (dowiedli tego naukowcy z Amsterdamu). 

Wiemy też, że choć szansa na strzelenie karnego w serii rzutów po dogrywce wynosi 92 proc., gdy jest remis, to gdy wiąże się z ryzykiem odpadnięcia drużyny (przypadek Roberto Baggio), spada do 60 proc. Tę wiedzę zawdzięczamy badaczom z  Oslo. Z kolei niemieccy naukowcy lubują się w analizowaniu zachowania zespołów jako całości, a także każdego, nawet najmniejszego ruchu piłkarza na boisku. Umożliwia im to nowoczesne oprogramowanie wykorzystujące obraz z kamer telewizyjnych (w Polsce taką technologię ma m.in. Legia Warszawa). Niedługo takie urządzenia będą dostarczać trenerom dane w przerwie meczu. Odpowiedź na pytanie, dlaczego drużyna przegrywa, przestanie być kwestią mniej lub bardziej inteligentnego zgadywania. Trener dostanie wyjaśnienie czarno na białym, na kartce wyjętej z drukarki.

Współczesna nauka o futbolu bada nie tylko pozycje na boisku. Profesorowie i doktorzy nauk humanistycznych ustalili na przykład, że na decyzje sędziego ma wpływ sposób, w jaki dopingują zawodników kibice. Humaniści badają futbol z punktu widzenia historii, płci, ekonomii, różnych szkół filozofii i prawa. Ekonomiści ustalają wpływ wyników meczów na notowania giełdowe firm, które sponsorują drużyny piłkarskie. Inżynierowie budują urządzenia do wirtualnego treningu, które pomagają piłkarzom ćwiczyć każdy element swojej sztuki. A sami piłkarze? Na treningach nie tylko rozgrzewają się, biegają za piłką po boisku i słuchają odpraw trenera, który rozrysowuje na tablicy ustawienie przeciwnika. W krajach, gdzie futbol jest religią i megabiznesem, piłkarze uczą się poprawienia widzenia peryferyjnego, ćwiczą jogę i pilates albo wizualizują najbliższy mecz.  

Na ich rzecz działają wyspecjalizowane oddziały naukowców. Najsłynniejszy taki oddział powstał w Mediolanie, przy klubie AC Milan, we współpracy z Microsoftem. Każdy piłkarz tego klubu ma dzięki wysiłkowi naukowców swój dokładny profil, uwzględniający takie szczegóły jak wydolność płuc, procent tkanki tłuszczowej w organizmie oraz silne i słabe strony psychiki, a nawet informacje o tym, które mięśnie uaktywniają się najbardziej, gdy szykuje się do skoku.

Dzięki naukowej opiece laboratorium z Mediolanu Paolo Maldini grał zawodowo w piłkę w wieku 41 lat, choć niegdyś uważano, że wtedy co najwyżej można pooglądać futbol w fotelu przed telewizorem, uważając, żeby nie przesadzić z piwem i chipsami. To naukowcy z  Mediolanu uznali, że David Beckham nie straci nic ze swojej sportowej wartości nawet w wieku 38 lat, bo jego płuca mają możliwości rozciągania się równe płucom wytrenowanych dwudziestokilkulatków. Coś zupełnie przeciwnego wykazały badania innej gwiazdy klubu z Mediolanu – Andrija Szewczenki. Klub, kierując się twardymi danymi, a nie sercem, sprzedał ukraińskiego gracza w roku 2006 do Chelsea, inkasując przy okazji 30 milionów euro. Gdyby w Londynie mieli laboratorium takie jak Milan, pewnie by Szewczenki nie kupili. Naukowcy mieli rację – w  Chelsea Szewczenko zgasł. Wrócił jeszcze na chwilę do Mediolanu, ale nie pokazał wielkiej klasy. 

To dopiero początek wtrącania się naukowców do transferów piłkarskich. Nauka wkracza w zupełnie nowe obszary oceny przydatności piłkarza do fachu, który wykonuje. Za kilka lat, zanim prezes klubu wyda gigantyczne pieniądze na nowego zawodnika, choćby był on juniorem, odbędzie pogawędkę ze specjalistą od genetyki.  A ten powie mu, czego się po zawodniku spodziewać, bo wcześniej przebada jego geny.