Od kilku lat rzeżączka jest prawdziwą zmorą lekarzy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaalarmowało już, że Neisseria Gonorrhoe staje się jednym z najważniejszych wyzwań dla służby zdrowia. Co roku bakteria atakuje ponad 100 mln osób na całym świecie. Jeszcze jakiś czas temu można było się jej pozbyć chociażby za sprawą tzw. cefalosporyny. Jednakże antybiotyki o szerokim spektrum działania bakteriobójczego przestają być w pełni skuteczne w walce z chorobą.

Infekcja roznosi się bardzo szybko, ponieważ wiele z posiadających ją osób nie przejawia symptomów, przez co roznosi ją dalej. Liczba zachorowań, a co za tym również terapii znacząco wzrosły na przestrzeni ostatnich lat. Doprowadziło to do zmutowania bakterii i uodpornienia jej na antybiotykoterapię. Naukowcy obawiają się nawet, że niedługo chorób przenoszonych drogą płciową nie będzie w ogóle dało się leczyć antybiotykami. Trzeba więc szukać nowych rozwiązań. Aktualnie trwają prace nad kilkoma szczepionkami przeciwko rzeżączce, syfilisowi czy chlamydii. I chociaż podobne próby podejmowano już wcześniej, żadna z nich nie powiodła się. Być może tym razem będzie inaczej.

Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego otrzymali właśnie grant w wysokości dwóch milionów dolarów na wynalezienie szczepionki przeciwko rzeżączce. Wierzą oni, że pomogą w ten sposób w walce z chorobami przenoszonymi drogą płciową, a szczególnie z bakteriami odpornymi na antybiotyki, które aktualnie roznoszą się coraz szybciej. Zespół współpracował już z AstraZenecą przy szczepionce przeciwko COVID-19. O ile jednak w poprzednim przypadku zajęło to niecały rok, tym razem będzie to kilka lat. Jak podaje The Telegraph jest to standardowa ilość czasu, jaką trzeba poświęcić na stworzenie szczepionki. 

- Jeśli wszyscy rzucą wszystko, tak jak miało to miejsce w przypadku szczepionki przeciwko koronawirusowi, a do tego otrzymają ogromne środki finansowe, można wiele zrobić i to bardzo szybko. Covid złamał dotychczasowy paradygmat tego, co można osiągnąć. Jednakże standardowa procedura, nawet przy szczepionkach w pełni finansowanych przez branżę, wciąż zajmuje kilka lat – mówi profesor Cal MacLennan z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

MacLennan zaznacza również, że w przypadku rzeżączki sprawę komplikuje fakt, że przejście rzeżączki nie wiąże się z wykształceniem odporności na infekcję w przyszłości. Zakażenie koronawirusem wytwarza antyciała, przez co nasz organizm sam jest w stanie się obronić przed chorobą. Dwoinka Neissera funkcjonuje na innych zasadach i jedna osoba może zainfekować się nią wielokrotnie. Z tego względu naukowcy, jak podaje End Points, mają nadzieję, że testy kliniczne rozpoczną się do 2024 roku.