Przepisy nie zachęcają do oddawania nasienia

Problem pobierania spermy od zmarłych mężczyzn pojawił się w wyniku tego, iż w całej Wielkiej Brytanii obserwuje się rosnący niedobór napływających próbek. Wynika to z rygorystycznych przepisów – od 2005 roku prawo mówi, że darczyńcy spermy w Wielkiej Brytanii muszą zgodzić się na to, by dzieci urodzone z ich nasienia mogły się z nimi skontaktować, gdy skończą 18 lat.

Wspomniana analiza podkreśla, że rozwiązanie problemu leży w zasięgu ręki –  sperma może być pobierana też po śmierci. Taka procedura obejmuje elektryczną stymulację gruczołu krokowego lub operację, a następnie zamrożenie pozyskanego w ten sposób nasienia. Dowody sugerują, że pobrane od zmarłych mężczyzn nasienie może skutecznie prowadzić do bezproblemowych ciąż i narodzin zdrowych dzieci, nawet jeśli zostanie pobrane nawet do 48 godzin po śmierci.

W  analizie dr Nathan Hodson z Uniwersytetu w Leicester i dr Joshua Parker ze szpitala Wythenshawe w Manchesterze argumentują, że ta metoda niewiele różni się od dawstwa organów. "Jeśli oddawanie tkanek w celu ulżenia cierpieniom innych osób jest moralnie dopuszczalne, nie widzimy powodu, dla którego nie można rozszerzyć  tego na inne formy cierpienia, takie jak niepłodność” – napisali.

Były dawca, Jeffrey Ingold z Londynu, powiedział telewizji BBC, że wierzy, iż umożliwienie dawstwa spermy po śmierci może przekonać więcej mężczyzn do rozważenia zostania dawcami. "Nie rozumiem, jak wprowadzenie systemu, który upodabnia dawstwo nasienia do dawstwa narządów, mogłoby być czymś złym" – powiedział – "Dla mnie to nigdy nie dotyczyło moich genów ani niczego podobnego, lecz pomocy przyjaciołom w potrzebie".

Pojawiły się jednak również głosy niechętne pomysłowi autorów analizy. Allan Pacey, profesor andrologii na Uniwersytecie w Sheffield, stwierdził, że byłby to "krok wstecz" w procesie dawstwa. "Wolałbym, żebyśmy zainwestowali naszą energię w próby rekrutacji młodszych, zdrowych i chętnych darczyńców organów, którzy mają duże szanse na przeżycie” – powiedział.


Prawny precedens

W 1997 roku Diane Blood wygrała w sądzie prawo do skorzystania ze spermy swojego zmarłego męża. Stephen Blood zachorował na zapalenie opon mózgowych dwa miesiące po założeniu rodziny z Diane. Kiedy stan męża się pogarszał, Diane zdecydowała się zamrozić dwie próbki jego nasienia. Niedługo potem Stephen zmarł, nie podpisawszy zgody na użycie jego nasienia, a więc zgodnie z ustawą o zapłodnieniu i embriologii człowieka z 1990 r. zapłodnienie kobiety jego spermą byłoby nielegalne.

Sąd Apelacyjny orzekł jednak, że Diane Blood powinna mieć prawo do skorzystania z leczenia bezpłodności w Unii Europejskiej, ale nie w Wielkiej Brytanii. Tym sposobem kobieta wyjechała za granicę, gdzie poddała się zapłodnieniu in vitro. Jej syn przyszedł na świat w 2002 roku, a rok później kobieta wygrała w sądzie sprawę o uznanie jej zmarłego partnera za ojca dziecka.