Rysunki z andaluzyjskiej  jaskini Nerja na pierwszy rzut oka nie wyglądają imponująco. Ktoś ciemnoczerwoną kredą naszkicował brzuchate stwory. Dzięki odrobinie wyobraźni można dostrzec, że autorzy starali się uwiecznić w ten sposób foki. A jednak te proste rysunki wywołały sensację w naukowym świecie. Analiza znalezionych tuż obok nich kawałków węgla drzewnego wykazała, że mają 43,5–42,3 tys. lat. Badacze z Universidad de Córdoba uznali więc, że są to najstarsze europejskie prehistoryczne malowidła. 

Jednak foki nie mogły zostać naszkicowane przez naszych przodków z gatunku Homo sapiens, bo ci pojawili się w tej części Półwyspu Iberyjskiego dopiero ok. 37 tys. lat temu. Było więc jasne, że pradawni artyści to neandertalczycy, którzy zamieszkiwali Europę w trakcie ostatniej epoki lodowcowej.

Trudno przecenić znaczenie tego odkrycia. Umiejętność tworzenia naskalnych dzieł sztuki była ostatnią cechą odróżniającą Homo sapiens od jego kuzyna. A skoro wiemy już, że ten drugi także posiadł zdolność symbolicznego, abstrakcyjnego myślenia oraz trafnego opisywania świata, to czym tak naprawdę różnił się od nas?

Żywe dzieła sztuki

Rysunki z jaskini Nerja to nie jedyne dzieło neandertalskiej sztuki. 

Gdy w 2003 roku we francuskiej jaskini La Roche-Cotard znaleziono prostą kamienną rzeźbę, pojawiły się podobne spekulacje. Mierzący zaledwie 10 cm krzemienny artefakt nosił wyraźne ślady obróbki. Nadano mu trójkątny kształt; jego centralną część stanowiły wydatne, schodzące się brwi, które poniżej przekształcały się w nos. Pod brwiami wetknięte zostały dwa kawałki zwierzęcej kości imitujące oczy (by nie wypadały, umocowano je dodatkowymi odłamkami kamienia). Rzeźba liczyła co najmniej 32 tys. lat, a znaleziono ją tuż obok narzędzi typu mustierskiego, uznawanych za typowe dla neandertalczyków. Dla dr. Paula Bahna, brytyjskiego eksperta od malowideł naskalnych oraz innych prehistorycznych dzieł sztuki, maska z La Roche-Cotard jest jednym z najważniejszych znalezisk ostatnich lat. Uczony twierdzi, że nie ma już naukowych podstaw, by sądzić, że neandertalczyk był pozbawiony zdolności artystycznych.

Skoro jednak tak było, dlaczego nie odkryliśmy więcej takich obiektów? Być może dlatego, że neandertalczycy woleli zamieniać w dzieła sztuki... samych siebie. Tak przynajmniej twierdzi dr Francesco d’Errico z Université Bordeaux 1. Na terenie dwóch związanych z neandertalczykami stanowisk archeologicznych we francuskim Pech de l’Aze uczony odkrył setki kredek zrobionych z minerałów zawierających tlenki manganu. Ponieważ podobne przedmioty odkopano też w 39 innych obozowiskach naszych kuzynów, dr d’Errico uważa, że musieli  się nimi malować. Według uczonego rysunki na ciele były (poza językiem) dodatkową formą komunikacji między członkami neandertalskiej społeczności.

Manganowe kredki były ciemne, prawie czarne. A ponieważ badania genetyczne dowodzą, iż neandertalczycy mieli jasną karnację, to widniejące na ich skórze wzory musiały robić porażające wrażenie. Wiadomo też, że nie gardzili innymi kolorami. W jaskini Cueva de los Aviones zespół prof. Joao Zilhao z University of Bristol znalazł kupki żółtego i czerwonego barwnika tuż obok barwionej karminowo muszli, noszonej najwyraźniej jako zawieszka. Znaleziska te liczą co najmniej 50 tys. lat.

Z kolei dr Marco Peresani z Universita di Ferrara twierdzi, że prócz malowania ciał czy noszenia biżuterii neandertalczycy – tak jak Indianie – stroili się w pióra. W północnowłoskiej jaskini Fumane uczony znalazł ponad 650 kości ptaków wymieszanych z neandertalskimi szczątkami. Jego uwagę przykuły fragmenty pochodzące z ptasich skrzydeł, z których ktoś celowo pousuwał lotki. Ponieważ neandertalczycy nie znali łuku (ten powstał zaledwie kilkanaście tysięcy lat temu), dr Peresani podejrzewa, iż używali piór do ozdabiania włosów lub wtykali je w noszone przez siebie skóry.

Menu sprzed 100 tys. lat Skoro jednak byli tak inteligentni, to dlaczego wyginęli? Przez wiele lat uczeni sądzili, że jedną z przyczyn musiała być nieumiejętność wytwarzania dobrych narzędzi. Neandertalscy łowcy-zbieracze mieli przez to przegrać rywalizację o pożywienie z naszymi bezpośrednimi przodkami. Teoria ta została jednak obalona cztery lata temu, kiedy badacze pod kierunkiem dr. Metina Erena z University of Kent stwierdzili, że wyrabiane przez nich narzędzia – odłupki – były równie użyteczne, jak te produkowane przez Homo sapiens. 

Inne wytłumaczenie opiera się na założeniu, że neandertalczycy byli wysoko wyspecjalizowanymi myśliwymi, polującymi jedynie na grubego zwierza epoki lodowcowej: mamuty, renifery czy konie. I kiedy w Europie ok. 40 tys. lat temu pojawił się ekspansywny Homo sapiens, dla „tubylców” zabrakło takiego pożywienia. Nie potrafili bowiem łowić ryb ani łapać w sidła zajęcy lub ptaków. Jednak najnowsze badania dowodzą, że to nieprawda. Przełom w tej sprawie przyniosły analizy neandertalskich narzędzi kamiennych sprzed 250–125 tys. lat, które znaleziono w południowofrancu-skiej miejscowości Payre. Kiedy dr Bruce Hardy z Kenyon College w Gambier i dr Marie-Hélene Moncel z Muséum national d'Histoire naturelle w Paryżu zeskrobali z nich mikroskopijne resztki ćwiartowanych zwierząt, odkryli, że musiały to być ryby (o czym świadczyły kawałki łusek) i ptaki (fragmenty piór). Sporym zaskoczeniem było też odkrycie na narzędziach ziaren skrobi, co dowodzi, że neandertalczycy nie gardzili warzywami.

 

Taką dietę potwierdzają także inne znaleziska. Analiza drobin z kamienia nazębnego neandertalczyków dowiodła, iż jedli bardzo dużo roślin, które gotowali lub piekli. Zespół amerykańskich uczonych pod kierunkiem dr Amandy G. Henry z Smithsonian National Museum of Natural History ustalił, że nasi kuzyni żyjący na terenie dzisiejszej Belgii gustowali w korzeniach lilii wodnych oraz roślinach z rodzaju Sorghum (należy do niego m.in. uprawiane w Afryce zboże – sorgo). Z kolei ci z Bliskiego Wschodu woleli jęczmień, rośliny z rodzaju bobowatych (być może soczewicę lub wykę) oraz daktyle. Według uczonych pod względem jadłospisu neandertalczycy w  niczym nie różnili się od Homo sapiens. Na dodatek procedura zbierania i przygotowywania takiego pożywienia wymuszała konieczność podziału pracy, co wskazuje na istnienie sko-plikowanej struktury społecznej – takiej, jaką do niedawna miała być ta charakterystyczna jedynie dla naszych bezpośrednich przodków.

Nie wszystek umrę...

Może więc jednak neandertalczycy wcale  nie wymarli? W 2010 roku na łamach tygodnika „Science” zespół prof. Svante Pääbo z Max-Planck-Institut für evolutionäre Anthropologie przyznał, że istoty, które miały zniknąć z powierzchni Ziemi około 30 tys. lat temu, są wśród nas wciąż obecne – przynajmniej częściowo. 4 proc. DNA ludzi mieszkających poza Afryką jest pochodzenia neandertalskiego. Gdzie doszło do skrzyżowania się obydwu gatunków? Gdzieś na terenie Lewantu – na azjatyckim wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Teoretycznie kilka procent to niewiele, ale o potędze neandertalskiego wkładu genetycznego najlepiej świadczy przykład haplotypu B006. Haplotypy to krótkie kawałki DNA – coś w rodzaju genetycznego podpisu – których w naszym genomie jest bardzo dużo. Za ich pomocą można śledzić historię ludzkich wędrówek. Badany przez prof. Damiana Labudę, polskiego genetyka z uniwersytetu w Montrealu, haplotyp B006 jest pochodzenia neandertalskiego i spotyka się go praktycznie na całym świecie poza Afryką. Ma go średnio aż 9 proc. ludzi, ale w niektórych społecznościach znacznie więcej – np. u  północnoamerykańskich Indian mówiących językami algonkińskimi aż 51 proc. Niewykluczone, że wraz z B006 nasz neandertalski przodek podarował nam jakąś dziedziczną cechę, która mogła być korzystna ze względów ewolucyjnych.

Ile dokładnie zostało neandertalczyka w człowieku? Sekwencjonowanie dawnego genomu wciąż trwa. Jedno jest pewne: cząstka artystycznej duszy naszego kuzyna – a wręcz brata – może tkwić w każdym z nas.