Dr Anna Jakucińska z warszawskiego ZOO zwraca uwagę na wielką zmianę, jaka dokonała się w traktowaniu zwierząt w ogrodach zoologicznych przed ostatnie kilka dekad. Kiedyś próbowano sprawdzić czy można nauczyć małpę człekokształtną człowieczeństwa, dziś najważniejsze jest to by zachowała ona swoją małpiość.  

Rozmowę zaczynamy od wyjątkowej Lucy, która (z własnej nieprzymuszonej woli) odkryła w sobie malarską pasję. Jej prace trafiły na aukcję charytatywną na rzecz organizacji pomagających szympansom i gorylom w Afryce. Zainspirowała także pewną firmę odzieżową do stworzenia nowej kolekcji, z której część zysku idzie na ten sam cel. 

Focus.pl:
- Imię “Lucy” pochodzi od tej słynnej Lucy, naszego praprzodka? (Chodzi o szkielet Australopithecus afarensis odkryty w 1974 roku.)

Dr Anna Jakucińska:
- Kiedy do nas przyjechała, miała już to imię, więc tego nie wiemy, chociaż... to wspólny przodek.
 
- Jesteśmy bardzo blisko z szympansami, prawda?

- Rzeczywiście genetycznie jesteśmy bardzo blisko, jednak nie można powiedzieć, że ludzie i szympansy to ten sam gatunek. To nie jest też inny gatunek człowieka. Ich postrzeganie świata różni się od naszego i rozumienie otaczającej rzeczywistości. Ewolucyjnie jednak stoimy wyżej. 

- Czy można to porównać? Często można przeczytać porównania w rodzaju: rozwój umysłowy dorosłego psa odpowiada poziomowi dwu lub trzyletniego ludzkiego dziecka. Czy takie porównania mają sens?

- Nie do końca podobają mi się takie porównania. Wszyscy, którzy mają do czynienia ze zwierzętami wiedzą, że potrafią one w ramach jednego gatunku być bardzo różne. Spotykamy choćby psy o rozwoju psychicznym rocznego dziecka, a także takie odpowiadające pięcioletniemu. Rozbieżności są naprawdę duże, ciężko zatem to gatunkowo tak ułożyć.

W naszej grupie szympansów mamy osiem osobników. Poziom spostrzegawczości, zdolności do rozwiązywania problemów jest bardzo zróżnicowany. Lucy stoi tutaj dość wysoko w tej grupie jeśli chodzi o tego typu zachowania. 

Być może wynika to z tego, że Lucy (nazywamy ją tutaj pieszczotliwie „Lucynka”) była odchowywana przez ludzi, a więc jej percepcja i rozwój intelektualny jest wynikiem obcowania z człowiekiem. Była wystawiona na różne bodźce, z którymi szympans wychowany w swoim stadzie nie ma zwykle kontaktu. 

Mamy drugą taką szympansicę Lizę, która również była odchowywana przez ludzi. Jest taką naszą rozrabiaką, obie potrafią wykorzystać każde niedociągnięcie. Jak zobaczą niedokręconą śrubkę, to zaraz zaczną się nią bawić. Teraz takich rzeczy na wybiegu nie ma, bo wszystko poznały, ale na początku były atrakcje.

- Jak dwie niesforne siostry?

- Tak, „co by tu jeszcze zbroić”, tak to troszeczkę wygląda. 

- My jako ludzie, szczególnie w kontakcie z ssakami, z małpami, mamy tendencję do tego by uczłowieczać. Tym bardziej robimy to gdy zwierzęta potrafią wykonywać gesty, mieć mimikę czy zachowywać się podobnie. Ale żeby zrozumieć naprawdę takie zwierzę, to trzeba to porzucić?

- Obawiam się, że żaden z nas nie jest w stanie porzucić takiego myślenia do końca. To jest w nas i nie potrafimy przestawić się na myślenie innego gatunku. My obserwując, czytając i wymieniając się doświadczeniami zaczynamy je lepiej rozumieć, ale nie jesteśmy w stanie wcielić się w umysł. Jesteśmy skazani zatem na antropomorfizowanie. 

Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zaczynamy patrzeć na zwierzę jak na człowieka, bo przestajemy je zupełnie rozumieć. Wydaje nam się, że doskonale wiemy co będzie dla niego najlepsze, czego ono potrzebuje, przecież jest takie ludzkie – tego nie wolno robić. 

Zwierzęta różnią się od nas, ich potrzeby różnią się od nas. Przykładem może być przegrzewanie, my mamy gołą skórę, inaczej reagujemy na ciepło i wydaje nam się, że może im być zimno. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Musimy pamiętać zawsze, że to jest zwierzę: widzi inaczej, inaczej słyszy, my sobie z tego nie zdajemy sprawy. Antropomorfizując myślimy, że myślą i czują to samo co my, ale nie jest to właściwe podejście. 

- Wróćmy do Lucynki, jak długo ona u Państwa mieszka?

- Trafiła do nas w wieku 5 lat w 2008 roku, urodziła się w Dublinie. 

- Czyli dziś to piętnastoletnia pannica?

- Tak, to w pełni dojrzała szympansica, choć jest drobną i subtelną artystką.

- Jej zdolności pokazały się w ramach zajęć, czy ZOO wiedziało już wcześniej od poprzednich opiekunów, że ma taki talent?

-  Lucy zaczęła u nas malować. Nie poprosiła o kredki, ale gdy opiekunka w ramach działań aktywizujących i stymulujących położyła przed nią kartkę i kredki. Jeśli szympans jest gotów i chce  - może się tym zająć. Większość naszych szympansów nie chciała, natomiast Lucy zainteresowała się i tak jej zostało. Stworzyła kilka arcydzieł sprzedawanych za prawdziwe pieniądze, jest naszą gwiazdą.

- Te pieniądze poszły na pomoc dla innych człekokształtnych. 

- Na pomoc dla szympansów i goryli, które są ratowane w Afryce. Sytuacja tych niezwykłych małp w warunkach naturalnych jest niezwykle ciężka. Kłusownictwo, wycinka lasów, chwytanie młodych – to wszystko sprawia, że populacja się zmniejsza. Często znajdowane są osierocone osobniki i takie trafiają do ośrodków. Jeden z takich ośrodków wspieraliśmy. 

Te zwierzęta, o ile to jest możliwe, są przystosowywane do tego by wrócić do środowiska naturalnego. 

- Jaka jest rola ZOO w pomocy takim zwierzętom. Lucy wychowała się wśród ludzi, nie mogłaby wrócić na wolność.

-  Polega to na dwóch rzeczach. Pierwsza to edukacja, bo należy wiedzieć, że jadąc do Afryki nie należy kupować dłoni goryla sprzedawanych jako popielniczki. Nie należy kupować mięsa małp ani tak zwanego „bush meat”, mięsa ze zwierząt buszu, bo bardzo często zawiera ono właśnie szczątki małp człekokształtnych. To pierwsza dziedzina, druga to zbieranie funduszy na to by małpy te mogły wrócić na wolność. My nie jesteśmy w stanie wszystkich przyjąć. To byłoby nawet bezcelowe, bo małpa urodzona w naturze przeżywa to inaczej. Miasto jest dla niej ogromnym stresem, co więcej może przenieść ze sobą choroby oraz zarazić się od nas.  

Kiedyś przywożono zwierzęta do ogrodów i śmiertelność była ogromna, my tego nie chcemy. Dlatego te ośrodki są tam, na miejscu, a my je jako ogrody europejskie i amerykańskie je wspieramy. 

- A te, które do was trafiają to dzieci zabitych przez kłusowników? Czy może z nielegalnego handlu?

- Nie, to jest populacja ogrodów zoologicznych, z rodziców, którzy urodzili się też w ZOO. One sobie tu świetnie radzą, nie znają ciężkiego życia w naturze.  

Nam się wydaje, że życie w naturze jest takie wspaniałe, tymczasem tak nie jest. To jest naprawdę walka o życie codziennie, bardzo wymagające środowisko. My o tym zapominamy. Tutaj mają dobre warunki, nie jest to idealne oczywiście, ale coś za coś. Wolność wyboru, a bezpieczeństwo. 

My ludzie też jesteśmy różni. Są wśród nas włóczykije, którzy w zamknięciu by umarli. Są też tacy, którzy stabilność i pewność jutra przedkładają nad duszę wędrowca. Tak samo jest ze zwierzętami. 

Są osobniki, które w stabilnych warunkach, bez strachu o młode – gdyby wiedziała, wybrałaby takie środowisko. 

- Nietrudno trafić na informacje o tym, że goryle są w tragicznej sytuacji. Podobnie z szympansami, z orangutanami. To, co się dzieje w Borneo i na Sumatrze jest straszliwe. Czy istnieje zagrożenie, że za naszego życia będziemy widywać takie zwierzęta tylko w ogrodach zoologicznych? Czy one mogą zniknąć z natury?

- Tak, oczywiście że tak. Niestety mogą, problem polega na tym, że wycinka środowiska naturalnego jest niezwykle szybka i agresywna. Często towarzyszy temu wypalanie, te orangutany, które nie zdążą uciec są znajdywane poparzone. Wyspę bardzo szybko można opróżnić z lasu tropikalnego. To szybkie i łatwe, za chwilę możemy obudzić się z informacją, że nie ma już dzikich orangutanów. 

- One nie zdążą się zaadoptować?

- Nie, to jest zbyt otwarta przestrzeń, nie dadzą rady funkcjonować na plantacjach palm kokosowych. To samo, tylko w innym tempie, dzieje się w Afryce jeśli chodzi o szympansy i goryle.

- Wróćmy do warszawskiej Lucy. Jaka przyszłość ją czeka. Pojawiły się wystawy, kolekcja ubrań, sława. 

- Mam nadzieję, że Lucyna nie zażyczy sobie impresario (śmiech). Natomiast mam nadzieję, że wszelkie akcje związane z jej twórczością gdzie możemy mówić o szympansach – jakie są naprawdę i co my, tu w Polsce, możemy dla nich zrobić - że ta sława jej nie zaszkodzi, tylko pomoże. 

- A propos sławy. Niedawno świat obiegła wiadomość o śmierci gorylicy Koko, która była absolutną osobowością. Robiła mnóstwo niesamowitych rzeczy na linii ludzko-małpiej. Jak to jest, czy są to konkretne jednostki wśród zwierząt, które mogą mieć z nami taki kontakt? Czy to jest coś, co się wypracowuje przez lata pracy ze zwierzęciem?
 
- Trochę jedno i drugie. Koko i inne (była więcej małp, które brały udział w tego typu programach badań komunikacji człekokształtnych z ludźmi) były zabierane swoim matkom w bardzo młodym wieku. Miały być wychowywane tak jak ludzie. Były próby by część z nich mówiła jak ludzie. Okazało się jednak, że ich aparat mowy jest inaczej zbudowany i nigdy nie będą w stanie mówić naszym językiem. Próbowano z miganiem i leksygramami. Jedne radziły sobie z tym lepiej, inne gorzej, Koko była w tym wyjątkowa, efekty były niesamowite. Natomiast były bardzo duże kontrowersje wobec tego i innych eksperymentów. 

- Czy my nie przesadzamy z antropomorfizacją?

- Przesadzamy. To, że zwierzę jest ubierane, dawane są czekoladki – to jest potworne. Była w tym duża przesada 

- Zaprzestano takich eksperymentów. Lucy jest z innej szkoły wychowywania?

- Tak, ona żyje z innymi szympansami, coraz lepiej sobie radzi. Na początku było ciężko, uważała się za człowieka, trudno jej było się odnaleźć wśród szympansów. Woli z być ludźmi albo sama. Natomiast zaczyna nawiązywać relacje. Mam nadzieję, że kolejne lata sprawią, że będzie się przekonywała, że jednak nie jest człowiekiem, a jest szympansem. 

- To wymaga pracy?

- To wymaga pracy i czasu, także z jej strony. Ona woli się ubierać, nosić torebki, myć szyby, grabić – naśladować ludzi. Nie chce natomiast iskać się, bawić, jak szympans.

- Zmieniła się zatem szkoła traktowania zwierząt przez te kilkadziesiąt lat? 

- Kiedyś było tak, że większość zwierząt, nie tylko szympansów, było wychowywanych na butelce i oswajanych przez ludzi. To się zmieniło, teraz bardzo zależy nam nam tym by robili to rodzice lub matka, zależnie od struktury społecznej w jakiej dany gatunek żyje. 

Nawet jeśli jest tak, że matka nie ma mleka lub jest go mało to staramy się dokarmiać dziecko przy matce, żeby dziecko poza okresem karmienia uczyło się zachowań swojego gatunku i mogło w nim potem funkcjonować, a nie jako coś pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Bo na tym cierpi tylko to jedno biedne zwierze wychowane przez ludzi. 

Teraz na to się kładzie nacisk: zwierzę przez większość czasu przebywa ze swoim gatunkiem, jeżeli trzeba je karmić tylko na czas karmienia jest oddzielane. To zwłaszcza dotyczy szympansów. 

Dlatego tak bardzo przeżywałam jak miał się urodzić nasz Frodo. Jego matka miała historię przed przyjazdem do nas, jej młode byłī znajdywane martwe po nocy. Jak tu przyjechała wiedzieliśmy, że jest w ciąży – wielka radość ale i niepokój co się stanie, czy jeśli znajdziemy nad ranem słabego, ale żywego malucha powinniśmy go wziąć na odchów i stworzymy kolejnego... człowieka. 

To bardzo trudna decyzja, ale bardzo się ucieszyłam gdy dostałam telefon, że jest i matka się nim zajmuje. Teraz mamy wstrętnego rozbójnika, który jest tak rozpieszczony, że to ludzkie pojęcie przechodzi (śmiech). 

- Pytanie, czy przechodzi szympansie?

- Chyba już też (śmiech). Mały szympans rodzi się z pędzelkiem białych włosów na ogonie. Dopóki go ma jest traktowany jak dziecko, bardzo wiele mu uchodzi. Jak zaczyna dojrzewać i tracić ogonek, może usłyszeć od innych szympansów parę nieciekawych słów. To budzi frustrację i sprzeciw, skąd my to znamy? Ale uczy się, że musi się podporządkować hierarchii i sile, nie ma, że robi co chce. Musi wdrażać się w reguły rządzące grupą. 

- Frodo wychowywany jest do bycia szympansem?

- Tak, ma już cztery lata. Ludzie są w tle, on ich zna i kojarzy, pozwala sobie do nich na wiele. Trzeba jednak już teraz zachować ostrożność, czteroletni szympans może krzywdy nie zrobi, ale jest dość silny i kontakt musi być ograniczony. Kojarzy ludzi z pokarmem i sprzątaniem, przepuszczaniem między klatkami. 

- Ile żyją szympansy w ogrodach zoologicznych – przy traktowaniu jako szympansy, nie ludzie.

- Około 40-50 lat. W naturze rzadko mają okazję osiągnąć taki wiek. Choroby, drapieżniki, kłusownicy i inne zagrożenia – to wszystko sprawia, że w naturze rzadko dożywają tylu lat. 

- Zatem będą kolejne wystawy Lucy?

- Tak, wystaw Lucy powinno jeszcze trochę być, chyba że sama zdecyduje, że nie chce już malować.