Bakterie są tanie, łatwo je zdobyć i przetransportować. Jako broń masowej zagłady mogą być bardziej skuteczne niż bomby atomowe.

 

 

Jak Niemcy walczyli z falą zatruć Escherichia coli?

Epidemia ciężkich zatruć pokarmowych szalała w Niemczech przez ponad miesiąc. Jeden z najbogatszych krajów świata dysponujący fantastycznie wyposażonymi laboratoriami, chlubiący się berlińskim Instytutem Roberta Kocha, nie był w stanie wykryć źródła skażenia, a co za tym idzie zapanować nad atakiem zabójczej bakterii Escherichia coli.

Kolejnymi oskarżonymi były ogórki z Hiszpanii, restauracja w Lubece, wreszcie kiełki z plantacji w Dolnej Saksonii. W rezultacie ponad 4 tys. osób uległo zakażeniu, z których 50 zmarło. Czerwcowa fala zachorowań dowiodła, jak trudno jest zapanować nad niewidzialnym wrogiem nawet krajom dysponującym praktycznie nieograniczonymi środkami zwalczania epidemii, doskonałą organizacją i wypracowanymi standardami zachowań w przypadku zagrożenia. A niebezpieczeństwo takiego ataku rozważa całkiem poważnie wiele rządowych, społecznych i naukowych instytucji.

Kto obwiniał Bundeswehrę za epidemię E. coli?

Po fali zachorowań w Niemczech poszukiwacze globalnych spisków zaczęli głosić teorie o nienaturalnym pochodzeniu źródła zakażenia. Na forach i blogach internetowych „dobrze poinformowani” twierdzili, że zmutowana bakteria wymknęła się spod kontroli laboratoriów Bundeswehry, w których mikrobiolodzy  prowadzą badania nad genetycznie zmodyfikowanymi bakteriami i wirusami. Bundeswehra ma jakoby prowadzić tajne badania nad bronią biologiczną, aby chronić przed zmutowanymi bakteriami swoich żołnierzy przebywających na misjach wojskowych w Afryce.

Które zarazki i toksyny są najgroźniejsze?

Jako najgroźniejsze, o wysokim potencjale bioterrorystycznym, wymieniane są najczęściej gorączki krwotoczne (m.in. odkryty w 1976 r. w czasie epidemii w Zairze wirus Ebola oraz pochodzący również z Afryki wirus gorączki Lassa), tularemia, wąglik, ospa, dżuma płucna. Równie łatwe do rozprzestrzeniania, ale zdecydowanie mniej groźne dla życia są: bruceloza, salmonelloza, zatrucie olejem rycynowym z rącznika, dur plamisty, papuzica i wiele innych. Ale nawet te drugie doprowadzić mogą do ogromnych strat. Nawet jeżeli nie będą one bezpośrednio dotyczyć ludzkich istnień, to z pewnością spowodują destabilizację ekonomiczną, niewydolność służb medycznych, nie mówiąc o wybuchu paniki. Eksperckie wyliczenia wskazują, że opieka medyczna nad 100 000 osób zarażonych laseczką wąglika kosztowałaby ponad 26 miliardów dolarów, tularemią 5,5 miliarda, a brucelozą „tylko” 600 mln dolarów (obliczeń dokonano w Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób w Atlancie). Za szczególnie niebezpieczne uważa się te czynniki, które zostały zmodyfikowane metodami inżynierii genetycznej, jako że ich identyfikacja, a następnie leczenie może być utrudnione, jeżeli w ogóle możliwe.