Refresh to oparty na sztucznej inteligencji asystent urody, który obiecuje coś, co w świecie AI wciąż jest towarem deficytowym: realizm. Zamiast karykaturalnych „masek”, aplikacja oferuje cyfrowe przymiarki, które mają wyglądać tak naturalnie, że niemal uwierzysz, iż naprawdę zafundowałaś sobie profesjonalny makijaż lub wizytę w renomowanym salonie fryzjerskim.
Koniec z „przeskakiwaniem” między aplikacjami
Do tej pory rynek beauty-tech był mocno pofragmentowany. Chciałaś sprawdzić nową szminkę? Jedna aplikacja. Nowa grzywka? Druga. Zarost u faceta? Trzecia. Refresh stawia na podejście „all-in-one”. Idea jest prosta: jedna aplikacja, kompletna transformacja.
Dzięki zaawansowanemu uczeniu maszynowemu, narzędzie pozwala na jednoczesne testowanie wielu zmian. Możesz sprawdzić, jak curtain bangs będą współgrać z miedzianym kolorem włosów i wieczorowym makijażem, a wszystko to na jednym zdjęciu. Algorytmy zostały przeszkolone tak, by radzić sobie z różnymi odcieniami skóry i rysami twarzy, co ma eliminować sztuczność znaną ze starszych generatorów.
W pakiecie dostajemy:
- Silnik fryzur: Ponad 40 trendów (od klasyki po viralowe cięcia).
- Symulator makijażu: Od delikatnego no-makeup makeup po pełny glam.
- Studio zarostu: Ukłon w stronę panów, którzy zastanawiają się, czy broda to faktycznie ich atut.
- Retusz subtelny: Korekta wyrazu twarzy, oświetlenia czy tła, by zdjęcie wyglądało na profesjonalną sesję.

Czy nasze „domowe studio urody” potrzebuje AI?
W Polsce branża beauty przeżywa prawdziwy boom, a Polki (i coraz częściej Polacy) słyną z dbałości o detale i chęci testowania nowinek. Jesteśmy jednak narodem dość pragmatycznym. Podczas gdy w USA aplikacje tego typu służą głównie do zabawy i tworzenia contentu na Instagram, w naszych realiach Refresh może stać się realnym narzędziem wspierającym… oszczędności.
Przy obecnych cenach usług fryzjerskich i kosmetycznych w Warszawie czy Krakowie, „błąd” w wyborze koloru farby to nie tylko ból serca, ale i portfela. Możliwość zobaczenia siebie w danej estetyce przed wydaniem kilkuset złotych na koloryzację, wpisuje się w trend świadomej konsumpcji. Co więcej, Eightpoint (twórca Refresh) ma już na koncie produkty cenione za użyteczność, co daje nadzieję, że nie jest to tylko wydmuszka marketingowa.
CEO Eightpoint, Deniz Gezgin, podkreśla, że kluczem była dostępność bez tarcia. Użytkownicy chcą eksperymentować, ale boją się efektu „uncanny valley” (doliny niesamowitości), gdzie twarz po przeróbce wygląda jak plastikowa lalka, przez co trudniej realnie ocenić efekt i wyobrazić sobie własną codzienność w takim wydaniu. Refresh ma oferować transformacje, które są wiarygodne. To ważny sygnał w czasach, gdy coraz częściej zmęczeni jesteśmy przerysowanymi filtrami, a szukamy cyfrowego lustra, które pokaże nam realną wersję nas samych w nowym wydaniu.
Refresh to solidna propozycja dla każdego, kto cierpi na decyzyjny paraliż przed lustrem
Na plus zapisać można podejście „wszystko w jednym” – to duża oszczędność miejsca w telefonie i czasu. Choć AI w urodzie to temat rzeka, Eightpoint wydaje się stawiać na użyteczność, a nie tylko na zbieranie lajków. Jeśli siedzicie w temacie podobnych nowości, to zapewne wiecie też, że Google właśnie wypuścił funkcję Garderoba dla Zdjęć Google, dzięki czemu będzie można stworzyć swoją wirtualną szafę (korzystając nawet ze starszych zdjęć) i oszczędzić rano czas na szukaniu czegoś, co można dziś założyć.
Refresh idealnie nada się jako uzupełnienie tej funkcjonalności. Gigant z Mountain View pokaże nam outfit, a w apce Eightpoint (dostępnej na razie na iOS) sprawdzimy makijaż i fryzurę. Wszystko to na telefonie, w drodze z pracy, zanim jeszcze dojedziemy do fryzjera albo do domu. Pytanie tylko, czy po zobaczeniu siebie w 40 idealnych wersjach, wciąż będziemy chcieli patrzeć w to zwykłe, analogowe lustro rano? Moim zdaniem – warto spróbować, choćby po to, by uniknąć dramatu przy myciu głowy po nieudanym farbowaniu. Skorzystacie z takiej „cyfrowej przymierzalni” przed następną wizytą u fryzjera?
Źródło:Eightpoint

