Jego uroda jest nadzwyczajna. Jest szokująco piękny i do złudzenia przypomina kobietę” – Matthew Anderson, dyrektor agencji Chadwick Models w Melbourne, nie kryje zachwytu, patrząc na zdjęcia Andreja Pejicia. 20-letni Serb z Australii podbija świat mody. Szczupły i długowłosy, o dziewczęcych rysach i chłopięcej sylwetce, nie wygląda ani na mężczyznę, ani na kobietę. Przypomina raczej anioła albo elfa. 

„Czasami czuję się bardziej mężczyzną, a czasami kobietą. (…) Jako kobieta jestem bardziej wrażliwy, bardziej sexy, jako mężczyzna nieskomplikowany. Noszę i damskie, i męskie ciuchy, choć w damskich wyglądam zdecydowanie lepiej” – mówi w wywiadach model. Chociaż Andrej często pozuje w damskich ubraniach, to – w przeciwieństwie do transwestytów – wygląda naturalnie, czuje się łagodność i harmonię. Nazwano go femiman (żeński mężczyzna) i zaczęto roztrząsać, czy jego typ urody to nowy kanon piękna. „Androgynia to nowa czerń” – krzyczą nagłówki serwisów o modzie. 

Fascynacja androgynią zatacza coraz szersze kręgi: podobnie jak Pejić wygląda Bill Kaulitz, członek niemieckiego zespołu Tokio Hotel, na którego punkcie oszalały nastolatki. W Polsce androgeniczni piosenkarze Madox i Michał Szpak robią większą karierę niż zwycięzcy X Factor i Mam talent – programów, które ich wypromowały. Jeden wydał właśnie płytę pod znaczącym tytułem „Rewolucja seksualna”, a drugi trafił do Tańca z gwiazdami. Wszyscy ci chłopcy dobrze się czują w swojej skórze, choć zwykle zdobi ją makijaż. Na imprezę zakładają szpilki, na siłownię dres. Androgynia dotarła do Hollywood, czego koronnym przykładem są sukcesy brytyjskiej aktorki Tildy Swinton, którą okrzyknięto muzą dwuznaczności. Jej surowa uroda jest równie nieoczywista jak role, które wybiera. W „Constantine” zagrała archanioła Gabriela – idealnego hermafrodytę, w „Man to Man” wcieliła się w postać żony, która przeistacza się w swojego męża,  a w „Orlando” zmieniła się z chłopca w kobietę. 

„Płeć się przewartościowała” – uważa dr Radosław Muniak, kulturoznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, specjalizujący się m.in. w zagadnieniach seksualności. „Fascynacja androgynią to sposób zerwania ze stereotypowymi podziałami na damskie i męskie, wyrażania płciowości bez wikłania się w te sztywne podziały” – dodaje.

Sex kontra unisex

Jeszcze kilkanaście lat temu chodziło się do męskiego fryzjera albo do sklepu z odzieżą damską. Dziś w dużych miastach takich miejsc właściwie już nie ma – są za to koedukacyjne sauny i salony piękności. Polacy liberalizują się przede wszystkim w sferze obyczajowej: młode pokolenie nie widzi nic szczególnego w byciu gejem lub lesbijką czy posiadaniu homoseksualnych przyjaciół. Ci młodzi, głosując po raz pierwszy w zeszłorocznych wyborach, wprowadzili do sejmu homoseksualnego posła i posłankę, która do niedawna była mężczyzną. Wyzwalamy się też ze stereotypów płciowych: mężczyzna już dawno przestał polować na mamuty. Dziś jego tryb życia w niczym nie różni się od kobiecego. I kobiety, i mężczyźni pracują zawodowo, opiekują się dziećmi, uprawiają sporty, podróżują. Aby osiągnąć sukces, faceci nie muszą mieć muskułów – bardziej przyda im się inteligencja i wrażliwość. Liczy się to, by trzymali za rękę w czasie porodu, gotowali obiady, poszli z dzieckiem na plac zabaw. Macho zastępuje wrażliwy typ metroseksualny, matkę Polkę – wyzwolona i niezależna kobieta sukcesu. 

Badania psychologów potwierdzają, że jesteśmy bardziej androginiczni, niż nam się wydaje. Pierwsza skalę tego zjawiska zbadała amerykańska psycholożka Sandra Lipitz Bem. W 1971 roku stworzyła Listę Określeń Związanych z Rolami Płciowymi (Bem Sex Role Inventory – BSRI), zawierającą sześćdziesiąt cech. Jedna trzecia z nich to cechy, zdaniem respondentów, typowe dla kobiet (wrażliwość, troska, łagodność, delikatność, naiwność, zdolność do poświęceń), jedna trzecia to cechy typowo męskie (dominacja, niezależność, rywalizacja, nastawienie na sukces, pewność siebie, samowystarczalność, spryt), reszta – neutralne (sumienność, szczerość, powaga).

Osoby poddane badaniu za pomocą siedmiopunktowej skali (od 1 – nieprawdziwe do 7 – zawsze prawdziwe) musiały się ocenić pod względem występowania tych cech. Badaczka podzieliła ludzi na cztery typy: osoby określone seksualnie (kobiece kobiety i męscy mężczyźni), androginiczne (w jednakowym stopniu występujące cechy kobiece i męskie), nieokreślone seksualnie (w  niewielkim stopniu ukształtowane cechy kobiece i męskie) i określone krzyżowo (męskie kobiety i kobiecy mężczyźni). Następnie Bem sprawdziła, jak ta przynależność wiąże się z zachowaniem badanych. Okazało się, że osoby określone seksualnie unikają czynności uznawanych przez ich kulturę za niewłaściwe dla ich płci – kobiety nie naoliwią drzwi, a mężczyźni nie wezmą się do prasowania. Takich problemów nie mają osoby androginiczne. One też bez problemu broniły swego zdania w grupie mającej inny pogląd i wykazały się opiekuńczością i troskliwością.