W 1997 roku u podnóża najstarszej z piramid, tzw. schodkowej piramidy Dżosera w Sakkarze, misja archeologiczna prof. Karola Myśliwca, w której brałem udział, natrafiła na wejście do grobowca. Pierwszy rzut oka do wnętrza przez niewielki jeszcze otwór wprawił nas wszystkich w podniecenie: w półmroku na ścianach kaplicy grobowej widniały freski o fantastycznie żywych barwach, jakby ukończono je kilka dni wcześniej. Było jasne, że przez tysiąclecia grób pozostawał zasypany i chroniony przed niszczycielskim wpływem promieni słonecznych. Grobowiec, do którego od starożytności nikt nie wchodził! W oku raisa – nadzorcy robotników pojawił się charakterystyczny błysk chciwości! W dniu oficjalnego otwarcia teren wykopalisk zaroił się od egipskich oficjeli i tajniaków. Niestety, rabusie byli we wnętrzu grobowca dawno przed nami – w środku znaleźliśmy tylko garść potłuczonych skorup...

PUSTYNNY SER


Okolice większości miast o starożytnym rodowodzie, jak Luksor czy Asuan, przypominają dziś szwajcarski ser. Niegdyś znajdujące się tam groby były bogato wyposażone, gdyż zgodnie z egipskimi wierzeniami zmarły potrzebował po śmierci zarówno ciała – stąd obyczaj balsamowania zwłok – jak i pożywienia oraz przedmiotów codziennego użytku. O bogactwach składanych na nekropolach daje pojęcie nienaruszony grób Tutanchamona – skoro tyle skarbów otrzymał na wieczną drogę mało znaczący i wcześnie zmarły faraon, to jakie bogactwa musieli zgromadzić władcy potężni i długowieczni, jak np. Ramzes Wielki? Nie mówiąc już o licznych książętach, kapłanach, dostojnikach i notablach, z których każdy, nie szczędząc kosztów, starał się jak najlepiej wyposażyć miejsce swego ostatniego spoczynku (ubodzy musieli się oczywiście zadowolić grobami skromnymi).

Kto te wszystkie grobowce ograbił i kiedy? Odpowiedź jest mało budująca: uczynili to sami Egipcjanie i to w głębokiej starożytności. Ubodzy wieśniacy i robotnicy pracujący w pocie czoła wiedzieli, że na skraju każdego miasta bogacze chowają zmarłych w otoczeniu przedmiotów, o których biedak mógł tylko pomarzyć. Dla wielu była to pokusa nie do odparcia, silniejsza niż strach przed rzekomą „klątwą faraona” czy jak najbardziej realnym gniewem wymiaru sprawiedliwości. Silniejsza nawet niż obawa przed sądem Ozyrysa po śmierci.

RAPORT MNIEJSZOŚCI


Do naszych czasów zachowała się garść papirusów, relacjonujących tzw. procesy rabusiów grobów. Rzucają nieco światła na niecny proceder hien cmentarnych, opisując dramatyczne wypadki w Tebach pod koniec XII w. p.n.e. Świetne niegdyś egipskie Nowe Państwo chyliło się już wówczas ku upadkowi. Słabi władcy XX dynastii nosili wszyscy imię Ramzes, ale daleko im było do ich znakomitego imiennika – Ramzesa Wielkiego. Tebańskie świątynie, pałace oraz królewskie i prywatne grobowce wciąż jeszcze wypełniały bajeczne skarby, ale przeżarta korupcją administracja coraz gorzej radziła sobie z ich ochroną. Powtarzały się klęski głodu, rosła przestępczość, pustynni rabusie coraz śmielej podchodzili pod mury świętego miasta, a robotnicy budujący królewskie groby w Dolinie Królów cierpieli z powodu chronicznych kłopotów aprowizacyjnych i strajkami oraz petycjami starali się wymusić wypłatę zaległych pensji.

Około roku 1125 p.n.e. władzę w Tebach w imieniu nieobecnego faraona Ramzesa IX sprawował wezyr Chaemwaset. Podlegało mu bezpośrednio dwóch dostojników: burmistrz Teb Paser oraz zarządca położonej na zachodnim brzegu Nilu nekropoli niejaki Pauraa. Ten ostatni był też komendantem policji nekropoli, a więc osobiście odpowiadał za jej bezpieczeństwo. Dodajmy, że panowie nie przepadali za sobą.

Pewnego dnia Paser otrzymał od dwóch urzędników nekropoli niepokojący raport: kilka grobów znaczących osobistości, w tym groby królewskie, zostało splądrowanych przez złodziei! Choć nie leżało to w jego kompetencjach, postanowił nadać sprawie bieg urzędowy i zawiadomić przełożonych. Może był uczciwym Egipcjaninem, którego zaszokowało świętokradztwo, ale może po prostu wyczuł okazję, by zaatakować swego rywala Pauraa. Ten drugi jakoś dowiedział się o całej sprawie i niezależnie złożył do wezyra swój raport o podejrzanych wydarzeniach na nekropoli.

W rezultacie wezyr wysłał na zachodni brzeg komisję inspektorów (na której czele stał Pauraa), by zbadali rzecz na miejscu. Komisja obejrzała 10 grobów królewskich – 7 z nich znaleziono nietkniętych, groby dwóch faraonów zostały zaatakowane przez rabusiów, którzy jednak nie zdołali dostać się do środka, natomiast grób króla Sobekemsafa II i jego małżonki był doszczętnie ograbiony. Rabusie opróżnili też groby dwóch kapłanek Amona i wielu pomniejszych osób. Mimo to komisja przygotowała raport, w którym starano się zdyskredytować Pasera: wszak donosił o splądrowaniu kilku królewskich grobowców, a tu, proszę, okazały się nietknięte!

DOSTOJNA MUMIA

 


Jednak nie sposób było udawać, że nic się nie stało. Pauraa szybko sporządził listę podejrzanych złodziei. Aresztowano ich, poddano torturom i wymuszono zeznania. Jeden z nich – kamieniarz Amonpanefer oświadczył, że wraz z siedmioma innymi złodziejami od kilku lat systematycznie plądrował nekropolę. Ze szczegółami opisał rabunek w grobowcu Sobekemsafa II: „…włamaliśmy się do komory grobowej króla i jego małżonki. Otworzyliśmy ich zewnętrzne i wewnętrzne trumny. Znaleźliśmy dostojną mumię tego króla, ubranego jak wojownik. Wielka ilość amuletów i ozdób ze złota przykrywała jego szyję, a jego złota maska była na nim. Dostojna mumia króla cała była pokryta złotem, a jego wewnętrzna trumna była ozdobiona na zewnątrz i w środku złotem, srebrem i wszelkimi szlachetnymi kamieniami. Przywłaszczyliśmy sobie złoto, które znaleźliśmy na dostojnej mumii tego boga, na jego amuletach i ozdobach, i na trumnie, w której leżał. Podobnie znaleźliśmy królewską małżonkę i także skradliśmy wszystko, co przy niej znaleźliśmy. Podpaliliśmy ich trumny. Zrabowaliśmy ich wyposażenie składające się z przedmiotów ze złota, srebra i brązu i podzieliliśmy je między siebie”.

Amonpanefer zeznał ponadto, że był już raz aresztowany, ale lokalny urzędnik zwolnił go za łapówkę. Mógł więc bez przeszkód przez lata oddawać się grabieży ze swym gangiem. Nie wiemy dokładnie, jaka kara spotkała rabusiów, ale prawdopodobnie zostali nabici na pal.

Klątwa faraona

Pod koniec lutego 1923 r. – zaledwie kilka dni po oficjalnym otwarciu komnaty grobowej Tutanchamona – lord Henry Herbert, piąty earl Carnarvon, zaciął się przy goleniu. W niewinną z pozoru rankę wdało się zakażenie i 5 kwietnia Carnarvon, finansujący wykopaliska archeologa Howarda Cartera, zmarł w Asuanie jako pierwsza ofiara rzekomej „klątwy faraona”. Prasa rzuciła się na temat, szeroko cytowano treść inskrypcji znalezionej jakoby w grobowcu: „śmierć na szybkich skrzydłach dosięgnie tego, kto zakłóci spokój faraona”. Donoszono, że w dniu otwarcia grobu w całym Kairze zgasły światła, kobra pożarła kanarka Cartera, a w dalekiej Anglii ulubiona suczka lorda podobno zawyła przeraźliwie i zdechła. Wkrótce kolejne ofiary „klątwy” zaczęły padać jak muchy: zmarł młodszy brat lorda Carnarvona, rentgenolog mający prześwietlić mumię króla nie dojechał nawet do Egiptu, amerykański milioner Jay Gould zmarł, nabawiwszy się zapalenia płuc przy zwiedzaniu grobu. W młodym wieku zmarł pomocnik Cartera Arthur Mace i jego sekretarz Richard Bethell; ojciec tego ostatniego, lord Westbury, popełnił samobójstwo. Wszystkie te zgony przypisywano złowrogim siłom, mszczącym się na intruzach, którzy weszli do grobu. Arthur Conan Doyle fantazjował na temat duchów, które kapłani Tutanchamona umieścili na straży wiecznego spoczynku władcy. Nie pomagały sprostowania egiptologów, że żadnej inskrypcji z klątwą w grobie nie znaleziono, ani uwagi, że główny sprawca „świętokradztwa” Howard Carter miewa się znakomicie (zmarł w 1939 r. w wieku 64 lat). Większość uczestników ekspedycji i późniejszych badaczy grobu dożyła sędziwego wieku, jeśli więc istniała „klątwa”, to zadziwiająco selektywna i raczej mało skuteczna.



CMENTARNA MAFIA


Tymczasem wezyr Chaemwaset w towarzystwie królewskiego podczaszego zdecydował się odbyć osobistą inspekcję nekropoli. Obejrzał pusty grób Sobekemsafa, po czym udał się do Doliny Królowych, w której Paser również sygnalizował profanacje. Jednak wszystkie groby znaleziono nietknięte i opieczętowane. Tak więc dwie oficjalne inspekcje wykazały, że królewskie groby (z jednym wyjątkiem) były bezpieczne, oskarżenia Pasera zaś bezpodstawne. Zatem wysocy urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo Teb nie przejęli się faktem, że inspekcje odkryły dość przerażający stan rzeczy: splądrowanie mnóstwa grobów prywatnych przez zorganizowane gangi rabusiów działających w porozumieniu ze skorumpowanymi urzędnikami.

Zadowolony Pauraa zorganizował „spontaniczną” manifestację poparcia ze strony podwładnych: policjanci, inspektorzy, rzemieślnicy i robotnicy nekropoli zebrali się, by wyrazić swą radość z powodu niby to pozytywnych raportów dwóch komisji. Przynajmniej część z nich przepłynęła przez Nil, by przedefilować przed domem burmistrza Pasera, który wmieszał się w nie swoje sprawy. I Paser dał się sprowokować. Wyszedł do demonstrantów i publicznie oświadczył, że podtrzymuje oskarżenia. Co więcej, ma dowody na kolejne profanacje na nekropoli i gotów jest napisać w tej sprawie do samego faraona. Następnie Paser złożył uroczystą przysięgę w tej sprawie. Był to oczywisty atak na Pauraa, którego uczciwość i kompetencja podległego mu aparatu zostały publicznie zakwestionowane.

Pauraa tylko na to czekał. Napisał obłudną skargę do wezyra, zarzucając rywalowi mieszanie się w nie swoje sprawy i łamanie obowiązującej drogi służbowej, co już pachniało prawie kwestionowaniem panującej hierarchii. Skarga bezpośrednio do faraona, napisana za plecami bezpośredniego zwierzchnika – wezyra, podważała w końcu pozycję tego ostatniego!

Wezyr Chaemwaset dobrze to rozumiał. Zwołał w związku z tą sprawą posiedzenie Wielkiego Trubunału, w którym zasiedli najwyżsi dostojnicy tebańscy: sam wezyr, arcykapłan Amona, wysocy urzędnicy administracji cywilnej, świątynnej i wojskowej oraz burmistrz Paser. Przed tym dostojnym gronem wezyr oświadczył raz jeszcze, że osobiście widział groby w Dolinie Królowych, które według Pasera miały być obrabowane. Miejsca wiecznego spoczynku możnych okazały się nietknięte. Sprowadzono też trzech kowali oskarżonych przez Pasera o kradzieże, którzy w śledztwie (na torturach) przyznali się wcześniej do rabunku grobowca królowej Izydy, małżonki Ramzesa III. Przed sądem jednak kowale nie byli w stanie podać szczegółów dotyczących umiejscowienia tego grobowca i zostali uniewinnieni. Ostatecznie Trybunał zawyrokował, że oskarżenia Pasera były fałszywe i bezpodstawne. Upokorzenie burmistrza okazało się całkowite, a wyrok zapewne położył kres postępowaniu.

Jednak zaledwie kilka miesięcy później kolejna inspekcja w Dolinie Królowych wykazała, że grób królowej Izydy został nie tylko dokładnie splądrowany, ale i brutalnie uszkodzony przez rabusiów. Czyżby wezyr minął się z prawdą w swym raporcie i kłamał przed Wielkim Trybunałem? Jeśli tak, to dlaczego to robił?

Rabunek grobów nie był przedsięwzięciem łatwym ani szybkim. Na nekropoli zawsze kręciło się sporo strażników, kapłanów, rzemieślników budujących latami kolejne miejsca wiecznego spoczynku dla notabli. Jak to możliwe, że nikt nie zauważał złodziei i ich tuneli, których budowa trwała tygodniami? Czemu prości kamieniarze i cieśle przez całe lata angażowali się w ryzykowny proceder, skoro jedno udane włamanie mogło przynieść im bajeczne skarby? Odpowiedź nasuwa się sama: to jedynie płotki, które wykonywały brudną robotę i otrzymywały drobną część łupu. Reszta szła na łapówki i daniny dla osób, które rabusiów chroniły. Dowodów na to nie ma, ale najprawdopodobniej tebańską nekropolę oplątywała subtelna sieć przestępczej mafii, której nici wiodły aż do pałaców władzy. Naiwny i nadgorliwy Paser swym śledztwem naruszył zapewne interesy osób znacznie potężniejszych od siebie, a one znalazły sposoby, by ukręcić sprawie głowę.

 

Duchu, ochroń się sam!

Grobowiec był kluczowym elementem zapewnienia sobie pomyślności na tamtym świecie i dlatego Egipcjanie zabezpieczali go na wszelkie sposoby, w tym i magiczne. Znamy inskrypcje grożące rozmaitymi konsekwencjami tym, którzy by uszkodzili grób, dopuścili się kradzieży, wandalizmu, zbezczeszczenia mumii. W czasach tzw. Starego Państwa zabraniano wstępu do grobu osobom „nieczystym” (rytualnie lub seksualnie). Egipcjanie równie mocno obawiali się działań złośliwych duchów i demonów. Nawet niektóre posągi czy hieroglify mogły „ożyć” i zniszczyć mumię. Rzeźby noszą więc ślady rytualnych uszkodzeń, które miały je zawczasu unieszkodliwić. W grobowcu Tutanchamona jedyne tajemne zabezpieczenia to tzw. magiczne cegły z inskrypcjami przeciwko demonom z czterech stron świata. Na sądzie umarłych Egipcjanin wygłaszał tzw. spowiedź negatywną, wyliczając występki, których nie popełnił za życia. Wśród nich jest pozbawianie zmarłych ofiar i pożywienia niezbędnego do funkcjonowania w zaświatach. Pod te występki można ewentualnie podciągnąć rabunek grobów. Winni takich zbrodni byli zapewne rzucani przez boski trybunał Ozyrysa na pastwę demona zwanego Pożeraczką.

Duchy zmarłych potrafiły też bronić się same. W opowiadaniu o mędrcu Setne znajdujemy historię o tym, jak Setne włamał się do grobowca w poszukiwaniu magicznej księgi. Duch właściciela grobu starał się najpierw wyperswadować mu kradzież. Potem wyzwał mędrca na… pojedynek szachowy. Po każdej wygranej partii duch walił Setne szachownicą po głowie, aż wbił go w ziemię po same uszy. W ostatniej chwili mędrzec ocalił się zaklęciem, porwał księgę i uciekł. Jakiś czas potem spotkał piękną kapłankę, która zawróciła mu w głowie. Tabubu zgodziła się zostać jego kochanką, ale postawiła liczne warunki – m.in. Setne miał wydziedziczyć, a wreszcie zgładzić własne dzieci. Zaślepiony żądzą mędrzec wyraził zgodę i… obudził się zlany potem. Sen okazał się zemstą ducha. Spokorniały Setne odniósł księgę i pogodził się z jej prawowitym właścicielem.