Analiza opublikowana przez The Astronomical Journal przedstawia ciekawe wnioski: inteligentne formy życia mogą spokojnie przemierzać galaktykę korzystając z ruchu układów gwiezdnych. Badanie jest koleją próbą zmierzenia się z paradoksem Ferniego, od dawna dręczącym ludzkość pytaniem „Gdzie są wszyscy?”

Fermi miał zadać to pytania w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Zawiera się w nim teza, że skoro Wszechświat ma tak wiele galaktyk, układów gwiezdnych, planet i innych ciał to statystycznie powinniśmy już dawno kogoś spotkać, albo przynajmniej natrafić na jego ślady. Tymczasem nic, cisza w przestrzeni.

Astrofizyk Michael Hart w 1975 wysnuł tezę, wedle której obcy mieli naprawdę bardzo wiele czasu by skolonizować galaktykę przez 13,6 miliardów lat od jej powstania. Znów, nie mamy żadnych śladów, ni widu, ni słychu. Na tej podstawie doszedł do pesymistycznego wniosku, że najprawdopodobniej jesteśmy sami we Wszechświecie.

Nowe badanie podchodzi jednak do sprawy z innej strony: może obcy po prostu się nie spieszą i działają strategicznie?

- Jeśli nie bierzesz pod uwagę ruchu gwiazd podczas prób rozwiązania tego problemu zostajesz jedynie z dwoma rozwiązaniami – mówi Jonathan Carroll-Nellenback, jeden z autorów – Albo nikt nigdy nie opuszcza swoich planet, albo jesteśmy jedyną technologicznie rozwiniętą cywilizacją w galaktyce.

Gwiazdy wraz z krążącymi wokół nich planetami orbitują wokół centrum Drogi Mlecznej z różną prędkością. Co jakiś czas mogą zbliżać się do siebie. Możliwe zatem, że obcy czekają po prostu na odpowiedni moment na przeskok w następne miejsca i w ten sposób krok po kroku zbliżają się do nas.


W takim wypadku rozprzestrzenianie się cywilizacji w kosmosie jest znacznie dłuższe niż zakładał Hart. Mogli do nas jeszcze nie dotrzeć, albo przeciwnie – byli już tu i polecieli dalej, jednak w tym czasie ludzkości po prostu jeszcze nie było na Ziemi.

Nowy pomysł na podróże międzygwiezdne

Przez dekady wielu naukowców podchodziło w różny sposób do Paradoksu Fermiego: jedni szukali obcych w oceanach pod powierzchnią naszej planety inni spodziewali się, że sami się zdążyli wykończyć na drodze rozwoju technologii i konfliktów wewnętrznych zanim ruszyli w kosmos.

Jest także hipoteza kosmicznego zoo, wedle której byty mieszkające w Drodze Mlecznej nie skontaktowały się z nami by chronić nas tak jak my staramy się zachować nieskażone cywilizacją plemiona w Amazonii lub niektórych wyspach. Jesteśmy dla obcych ciekawych gatunkiem do studiowania i obserwowania i nie spotkają się z nami by nie zanieczyścić próbki.

Najnowsza hipoteza bierze jednak pod uwagę coś, czego inni do tej pory zdawali się nie zauważać: faktu, że nasza galaktyka i wszystko w jej wnętrzu trwa w ciągłym ruchu. Układ Słoneczny, na przykład, na pokonanie całej orbity wokół galaktyki potrzebuje 230 milionów lat. W takiej skali jesteśmy mrugnięciem oka.

 



- Skoro światy, które da się zamieszkać są tak bardzo rzadkie – mówi Carroll-Nellenback – to znaczy, że trzeba prawdopodobnie czekać znacznie dłużej niż życie jednej cywilizacji, by druga znalazła się w jej zasięgu.

Galaktyka pełna światów

Sprawdzając prawdopodobieństwo takiego scenariusza naukowcy skorzystali z modelowania matematycznego. Jest tu jednak mnóstwo czynników, które trzeba założyć i nie da się zweryfikować: jak choćby prędkość rozszerzania się danej cywilizacji, momenty wystrzelania kolejnych pojazdów w przestrzeń.

Także w sferze domysłów pozostaje motywacja obcych: czy chcieliby nas obserwować, wpływać na nas, zostawić w spokoju, unikać, podbić – możliwości jest wiele. Tu jednak naukowcy powiedzieli „pas”.

- Staraliśmy się stworzyć model, który będzie zawierał jak najmniej założeń socjologicznych jak jest to możliwe – mówi Carroll-Nellenback.

Ostatnim i najprawdopodobniej najtrudniejszym do przeskoczenia problemem jesteśmy my sami. Większość modeli opiera się na zachowaniach, które znamy z własnego gatunku. Trudno jest nam wyjść myślami poza własne możliwości.

Jak na razie poza Układem Słonecznym odkryto około 4 tysięcy planet, żadna z nich nie miała na swojej powierzchni życia. Jednak uszy do góry – w Drodze Mlecznej jest 100 miliardów gwiazd i znacznie więcej planet.