Donald Trump to postać barwna i kontrowersyjna, a ze względu na piastowane stanowisko – jedna z najważniejszych na świecie. Nic dziwnego, że gdy w marcu podczas wystąpienia w Białym Domu stwierdził, że on i jego żona „zapobiegawczo” przyjmują chlorochinę, która ma ich ustrzec przed koronawirusem, nie brakowało tych, którzy postanowili pójść za jego radą. Tym bardziej, że oznajmił, iż lek zatwierdziła amerykańska Federalna Administracja Leków (FDA).

Problem w tym, że zapewnienia Trumpa nie były prawdziwe, FDA nie zatwierdziła chlorochiny do leczenia COVID-19, a po jego wystąpieniu wydała oficjalny komunikat, w którym apelowała o nieprzyjmowanie leku. Niestety Trump upierał się przy swoim, a jego upór szybko przyniósł skutki. Zaczęły pojawiać się przypadki osób, które przedawkowały lek, a para z Arizony połknęła środek dla akwarystów, bo zawierał tę samą substancję. Mąż zmarł, żona cudem przeżyła.

Ostatecznie nieskuteczność chlorochiny w leczeniu COVID-19 potwierdziły badania. Co więcej wskazano na liczne groźne skutki uboczne terapii – głównie dotyczące zapalenia mięśnia sercowego.

To nie zniechęciło prezydenta USA do poszukiwania kolejnych prostych „sposób leczenia” koronawirusa i już w kwietniu na spotkaniu z mediami Trump ogłosił, że „widział środki dezynfekujące, które leczą koronawirusa w minutę”. Zasugerował, aby eksperci zbadali, czy tego typu środki można podawać pacjentom dożylnie.

Doradcy Białego Domu i rzecznicy prezydenta musieli wydać oświadczenie, że nie zamierzają prowadzić tego typu analiz, a CDC – Amerykańska Agencja ds. Kontroli i Zapobiegania Chorobom – była zmuszona ostrzec przed spożywaniem środków dezynfekujących. Tak – spożywaniem, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, bo takie przypadki miały miejsce także w Meksyku czy Europie.

Wirus z Chin

Oczywiście dezynfektanty nie mogą być stosowane jako leki, a ich połknięcie może mieć wiele nieprzyjemnych skutków – w niektórych przypadkach doprowadzając do śmierci – ale z pewnością nie zadziała jako narzędzie w walce z wirusem.

Na tym samym spotkaniu, gdzie Donald Trump zabrał głos tuż po ekspertach z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych, zasugerował, że w walce z koronawirusem może pomóc „bardzo silne zwykłe światło”. Skąd ta myśl? Konferencja była poświęcona przeżywalności wirusa w wyższych temperaturach, wszyscy bowiem żyli wówczas nadzieją, że wiosna i lato sprawią, że rozprzestrzenianie wirusa będzie ograniczone.

W kwietniu pandemia na świecie rozpędziła się już na dobre, a pod względem liczby zakażonych Stany Zjednoczone prześcignęły Chiny. Mimo to Donald Trump wciąż głośno okazywał swój sceptycyzm wobec koronawirusa, odmawiał noszenia maski ochronnej i powstrzymania się od wygłaszania pseudonaukowych teorii.

Trump ogłosił, że wirus został wyhodowany w chińskim laboratorium w Wuhan, co jest jednym z największych fakenewsów powtarzanych od początku pandemii, choć twierdzenie to zostało obalone przez dwa niezależne badania. W wyniku obu analiz ustalono, że genom wirusa wskazuje na jego odzwierzęce pochodzenie i naturalną mutację. Shi Zhengli, kierująca badaniami nad nietoperzami w Instytucie Wirusologii Wuhan (WIV), ogłosiła nawet, że oczekuje przeprosin od Donalda Trumpa, który wielokrotnie oskarżał jej placówkę o wypuszczenie, czy nawet spreparowanie wirusa.

 

Chwila otrzeźwienia

11 lipca 2020 roku media pisały o „nawróceniu” Trumpa, który po raz pierwszy pojawił się publicznie w maseczce ochronnej. Co więcej stwierdził, że „noszenie maseczki to coś wielkiego” oraz że nigdy nie był przeciwnikiem masek, choć wcześniej jawnie wyśmiewał swojego rywala w wyścigu o fotel prezydencki – Joe Bidena, który od dawna nosił maskę i zachęcał do tego innych.

Trudno ocenić, co wpłynęło na postawę Donalda Trumpa – rosnące słupki z liczbą chorych i zmarłych na koronawirusa (do dziś w USA zachorowało ok 7,27 mln osób, a 200 tys. zmarło), bardziej nachalni doradcy czy wizja zbliżających się wyborów prezydenckich. Fakt, że Trump zmienił front, przestał powoływać się na nieistniejące badania i pseudomedycynę. W nowej książce amerykańskiego dziennikarza Boba Woodwarda znajdziemy twierdzenie, że Donald Trump już w lutym w prywatnych rozmowach mówił o „zabójczym koronawirusie”, a jednocześnie w oficjalnych wystąpieniach przekonywał, że wirus nie jest groźniejszy od grypy. Woddward twierdzi, że Trump celowo bagatelizował publicznie zagrożenie, aby nie wywoływać paniki. Nie tłumaczy to jednak, czemu siał przy tym dezinformację.

Na szczęście z czasem rozpoczął negocjacje z firmami farmaceutycznymi, aby zapewnić dostęp do leków i szczepionek obywatelom USA. Gdy koncern farmaceutyczny Gilead podał cenę remdesiviru – pierwszego leku, którego pozytywny wpływ w leczeniu koronawirusa udowodniono badaniami – USA natychmiast podpisały z firmą umowę, na mocy której wykupiły całe światowe zapasy leku, jakie zostaną wyprodukowane w ciągu pierwszych trzech miesięcy.

Podobnie stało się ze szczepionkami. Donald Trump zapewnił, że jako prezydent Stanów Zjednoczonych jest w stanie finansowo przebić ofertę każdego innego państwa na świecie, żeby tylko zapewnić odpowiednią ilość preparatu dla Amerykanów.

Trump na kwarantannie

Dziś wieczorem Pierwsza Dama USA i ja otrzymaliśmy pozytywny wynik testu na COVID-19. Rozpoczynamy kwarantannę i proces powrotu do zdrowia natychmiast. Przejdziemy przez to RAZEM!” – w piątek rano poinformował na Twitterze Donald Trump.

Wcześniej potwierdził, że Hope Hicks, była dyrektor komunikacji strategicznej w Białym Domu, a obecnie doradczyni prezydenta, została zakażona koronawirusem SARS-CoV-2, co potwierdziły badania. W związku z tym, że Hicks w ostatnich dniach spędzała wiele czasu u boku Trumpa, testom poddano także parę prezydencką. Zarówno prezydent, jak i jego małżonka czują się dobrze i – jak podaje Biały Dom – nie mają jak na razie żadnych objawów COVID-19.

Trump zapewnił, że Hicks nosiła maskę i przestrzegała zasad bezpieczeństwa, jednak jako „bardzo ciepła osoba” nie unikała kontaktów z wyborcami w czasie spotkań. Tak mogło dojść do zakażenia.

Na kwarantannie pozostają też inni pracownicy Białego Domu, u których testy dały wynik pozytywny.

Trump nie jest pierwszym politykiem z pierwszej linii, który zaraził się koronawirusem. Wcześniej świat obiegły doniesienia o chorobie premiera Wielkiej Brytanii Borrisa Johnsona, czy prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro. W Polsce w ostatnim czasie koronawirusa potwierdzono u byłego już ministra zdrowia – Łukasza Szumowskiego.

Miejmy tylko nadzieję, że prezydencka para z USA nie będzie testować „eksperymentalnych metod” pomysłu Trumpa, a odda się w ręce specjalistów.