Większość kadłuba statku zgniła przez dziesięciolecia, jednak archeolog dr Knut Paasche uważa, że zachowanie rozmieszczenia żelaznych gwoździ umożliwi zbudowanie wiernej repliki okrętu. A będzie to nie byle jaka praca, po georadar wykazał, że łódź ma około 19 metrów długości i 5 metrów szerokości, co sprawia, że jest porównywalna z dobrze zachowanymi i doskonale znanymi badaczom statkami Oseberg i Gokstad.

Lider wykopalisk, Christian Rodsrud w rozmowie z BBC podał, że odkryty statek wyraźnie ma nawiązywać do starszych grobów Wikingów. Co ciekawe zdaniem badacza pochówek na statku mógł być przeznaczony dla króla, królowej lub jarla. Jarl to tytuł nadawany skandynawskim wodzom, wojownikom lub powiernikom króla. Używali go również niezależni władcy mniejszych terytoriów.

Wśród Wikingów powszechne były znacznie mniejsze pochówki, co dodatkowo może potwierdzać, że tak okazały okręt był przeznaczony dla wyjątkowo wysoko postawionego członka społeczności.

Pochówki na statkach były „ostatecznym wyrazem statusu, bogactwa i więzi w Skandynawii z epoki żelaza” - napisali Paasche i jego kolega w artykule.

Archeolodzy szacują, że okręt Gjellestad pochodzi z okresu między 750 a 850 r.n.e. Na ustalenie bardziej precyzyjnego przedziału pozwoli badanie stępki (osi konstrukcyjnej statku).

– Nie wiemy jeszcze, czy był to statek wioślarski czy żaglowy. Inne okręty, takie jak Gokstad i Tune, łączyły siłę wioseł i żagli. Stępka wygląda zupełnie inaczej niż pozostałe, co jest naprawdę ekscytujące. Na wybrzeżu ciężko jest używać żagla, wiatr zmienia się cały czas, więc często pływa się dzięki wiosłom. Ale żeby przepłynąć, powiedzmy, z Bergen na Szetlandy, lepiej było poczekać na odpowiedni wiatr – wyjaśnia dr Paasche w rozmowie z BBC.

Wikingowie zaczęli używać w swoich okrętach żagli w IX wieku, ale nie zrezygnowali z wioślarzy. Na swoich łodziach podróżowali po całych Wyspach Brytyjskich, napadając na społeczności przybrzeżne, często osiedlając się na zajętych terenach oraz wpływając na rozwój tamtejszych osad.

Starożytne cmentarzysko

Gjellestad to duże miejsce pochówku, w którym znajduje się aż 20 grobów i kopców. Początki istnienia tego cmentarza Wikingów sięgają rzymskiej epoki żelaza (1-400 r.n.e.). Statek ukryty był w jednym z kopców, a 100 metrów dalej znajdował się kolejny ogromny kopiec (tzw. Jell Mound) - drugi co do wielkości znaleziony na terenie Norwegii.

Rodsrud, mówi, że Jell Mound oznacza miejsce starożytnego pochówku kremacyjnego, ale w jego wnętrzu prawie nic nie znaleziono w środku. Niewykluczone, że w przeszłości został splądrowany i dlatego w środku nic się nie zachowało. Kopiec, w którym znajdował się statek, mógł zostać splądrowany przez rywali pochowanej tam rodziny szlacheckiej – wynika z artykułu w czasopiśmie Antiquity. Zbezczeszczenie grobu mogło być aktem politycznym.

Kopce zostały też zniszczone przez XIX-wieczne rolnictwo. W kopcu, w którym zakopany został okręt, zespół znalazł też kości dużego zwierzęcia, prawdopodobnie konia lub byka. Nie znaleziono za to żadnych ludzkich kości.

Wykopaliska archeologiczne wokół Jell Mound rozpoczęły się w 2017 roku, kiedy właściciel terenu zlecił wykonanie rowów melioracyjnych. Archeolodzy wykorzystali wskazówki właściciela gruntów i georadaru do zidentyfikowania obszarów, w których należy kopać i rozpoczęli prace w 2019 r. Oprócz statku, natrafiono także na fundamenty co najmniej czterech budynków oraz wielu miejsc pochówku w kształcie pierścieni.