Ostatnie chwile

W tłumie ludzi, którzy przybyli do Astapowa, by oddać hołd wielkiemu pisarzowi, a częściej po prostu pofolgować własnej lub cudzej ciekawości, prócz dziennikarzy nie zabrakło także agentów policji, lekarzy zwołujących się co jakiś czas na konsylia, a nawet popa, przysłanego tu przez Świątobliwy Sobór Cerkwi z misją przywrócenia zbłąkanej owcy na łono Kościoła. Opierano się na pogłoskach, jakoby Tołstoj podczas pobytu w Szamordinie wyraził chęć pojednania się z Cerkwią, co pozwoliłoby na zdjęcie zeń ekskomuniki. Ponieważ jednak nikt z jego ówczesnych towarzyszy nie mógł tego z czystym sumieniem potwierdzić, duchowny odjechał z kwitkiem. Tymczasem stan zdrowia pisarza pogarszał się z dnia na dzień. Lekarze nie potrafili powstrzymać rozwijającego się zapalenia płuc. Kaszlał, gorączka dochodziła chwilami do 40 stopni. Gdy na jakiś czas opadała, trochę się ożywiał, dyktował listy, prosił, by mu poczytać. Częściej jednak leżał wyczerpany, momentami majaczył.

Gdy tylko dowiedziała się o miejscu pobytu męża, 2 listopada w nocy do Astapowa przyjechała specjalnym pociągiem Zofia Andriejewna z dziećmi. Tołstoj serdecznie powitał najstarszego syna Sergiusza, który okazał mu wiele zrozumienia i nie stanął, jak Andrzej, po stronie matki. Samej Zofii w ogóle nie dopuszczono do męża. Aleksandra z Makowickim i Czertkowem – uznając, że spotkanie z żoną mogłoby dla pisarza stanowić zbyt silne przeżycie – ukrywali przed nim wiadomość o jej przybyciu, mimo że Tołstoj wielokrotnie wypytywał o wieści z domu. Doszło do tego, że zrozpaczona Zofia krążyła wokół domu naczelnika, usiłując zajrzeć przez okno do pokoju męża... Umieranie trwało tydzień. Ostatniej nocy, z 6 na 7 listopada, Tołstoj był niemal stale nieprzytomny. Dopiero wtedy wpuszczono do jego sypialni Zofię, ale nie odzyskał świadomości. Wreszcie, po dwóch zatrzymaniach oddechu – co odnotowali czuwający nad nim lekarze – około 6 rano chory wyzionął ducha. Tak zakończyła się ostatnia podróż Lwa Tołstoja. Jego odyseja. Odyseja... od Penelopy.