Nie jest jasne, czy Lewis Carroll podczas pisania obu części przygód „Alicji” miał jakiś kontakt ze środkami psychodelicznymi. Jednak druga połowa XIX wieku, kiedy te książki powstały, to czas eksperymentów bohemy artystycznej z substancjami zmieniającymi świadomość: od alkoholu przez laudanum (czyli nalewkę z opium) po grzyby zwane magicznymi. Carroll, a właściwie Charles Lutwidge Dodgson – brytyjski matematyk, pisarz, poeta i fotograf – niewątpliwie obracał się w kręgach chętnie czerpiących natchnienie z używek i narkotyków. Ale ani w jego pamiętnikach, ani we wspomnieniach współczesnych nie ma słowa o tym, że sam używał tych środków. Bez wątpienia jednak wiedział, jak działają substancje, dzięki którym można przejść na chwilę na „drugą stronę lustra”. W wiktoriańskiej Anglii działało wiele nielegalnych palarni opium, których stolicą w drugiej połowie XIX wieku był Londyn. Mieszkający w Oksfordzie Carroll musiał się zetknąć z tego typu przybytkami i ich gośćmi lub choćby z opowieściami o takich miejscach.