W USA, kraju z największą liczbą infekcji, właśnie pojawił się ich lokalny wariant i zaczyna napędzać pandemię w kolejnych stanach, przy czym w Minnesocie ma konkurenta w postaci wersji brazylijskiej a w Południowej Karolinie w wariancie południowoafrykańskim.

Wirusy mutują i dopasowują się do nowych obszarów, do szczepionek, zmieniającej się pogody i klimatu. To nic nowego. Biorąc pod uwagę, że wiele regionów świata nie daje sobie rady z III falą, wirus rozmnaża się często w sposób niekontrolowany. A to prowadzi do wysypu mutacji wpływających na łatwość roznoszenia się, śmiertelność i różnorodność symptomów.

Epidemiolodzy boją się, że zmieniony genetycznie wirus zacznie wywoływać dużo poważniejsze choroby, że nauczy się ukrywać swoją obecność w organizmie albo przenikać barierę ochronną zapewnianą przez szczepionkę. Poniżej wyliczamy te, które wśród lekarzy i naukowców wzbudzają największe obawy.

 

B.1.1.7

Od kilku tygodni stosunkowo najwięcej słyszymy, o wariancie brytyjskim. Najpierw o tym, że „tylko” łatwiej się roznosi, ostatnio także o wywoływanej przez niego większej śmiertelności.. Teoretycznie, bo to pokazały dotychczasowe badania, dostępne szczepionki typu mRNA (BioNTech/Pfizer, Moderna) są w stanie z nim wygrać.

Wariant B.1.1.7 zidentyfikowano po raz pierwszy w angielskim hrabstwie Kent we wrześniu 2020 roku. Do Bożego Narodzenia zdominował pozostałe warianty na Wyspach, potem rozniósł się po świecie. Dziś stanowi 1/3 przypadków notowanych w Portugalii, z czego połowę w Lizbonie. Niedawno potwierdzono ten wariant w Polsce

Jego wysoka transmisyjność powoduje przeciążenie służby zdrowia, a według brytyjskich badań, częściej doprowadza do śmierci zainfekowanych. London School of Hygiene & Tropical Medicine oceniając przypadki zgonów w grupie 1,2 mln przetestowanych na obecność wirusa stwierdziła, że te zainfekowane B.1.1.7 były o ok. 30 proc. bardziej narażone na śmierć w ciągu 28 dni od uzyskania pozytywnego wyniku testu, niż zakażeni innymi szczepami koronawirusa.

Amerykański ośrodek kontroli i zapobiegania chorobom CDC oceniając wyniki sekwencjonowania genetycznego 300 przypadków „brytyjskiego” wariantu zebranych z 28 stanów USA uznał, że nasz układ odpornościowy jest w stanie mu podołać. – O ile nam wiadomo, przenosi się w taki sam sposób – przekonuje Gregory Armstrong z CDC

O ile należy w jego obecności stosować te same środki zapobiegawcze (maski, mycie rąk, izolacja etc.), to stwierdzono – podobnie jak w Wielkiej Brytanii – większą zdolność infekowania będącą efektem korzystnej (dla wirusa) mutacji białka kolca (spike protein) którym doczepia się do komórek naszego ciała.

 

B.1.351

O mutacji z Republiki Południowej Afryki miejscowi naukowce poinformowali świat tuż przed Bożym Narodzeniem.Oceniono, że już wtedy B.1.351 napędzał lokalnie II falę infekcji odpowiadając za 90 proc. nowych przypadków. Pojawiły się sugestie, że ten wariant częściej niż atakujący wiosną infekuje młodych ludzi bez chorób współtowarzyszących.

Na przełomie grudnia i stycznia południowoafrykańską odmianę wirusa zawleczono do Brazylii, Australii, Japonii a nawet Niemiec. Pod koniec stycznia wariant B.1.351 po raz pierwszy wykryto w Nowej Zelandii oraz Stanach Zjednoczonych. Według Światowej Organizacji Zdrowia jest już w 30 krajach świata.

Wariant z RPA ma inny zestaw mutacji mocniej zmieniających strukturę białka kolca niż brytyjski. Najważniejsza z mutacji B.1.351 nazwana E484K wpływa na domenę wiążącą receptora (receptor binding domain), region białkowy najważniejszy w procesie przyłączania się do komórek które wirus chce zainfekować. Skutkiem może być zdolność wirusa do uciekania przed przeciwciałami.

Gdy Południowoafrykański Krajowy Instytut Chorób Zakaźnych (NIFCD) przeprowadził eksperyment z nowym wariantem na przeciwciałach z osocza 44 miejscowych rekonwalescentów. W obecności zmutowanego wirusa niemal połowa nie nastąpiła oczekiwana neutralizacja patogenu.

Amerykanie swoje doświadczenia z przeciwciałami z osocza ozdrowieńców i wariantem zawierającym E484K, jak i inne mutacje SARS-CoV-2 prowadzą m.in. w Seattle, w laboratoriach Fred Hutchinson Cancer Center. U nich także mutacja E484K „zneutralizowała” zdolność przeciwciał do zwalczania wirusa.

Niepokoić mogą nieco wyniki II fazy testów klinicznych ujawnionych przez amerykańskiego producenta nowej szczepionki, firmy Novavax. O ile w prowadzonej w Wielkiej Brytanii fazie III osiągnięto skuteczność na poziomie 89 proc., to we wcześniejszej odbywającej się w RPA w czasie, gdy szalał tam właśnie B.1.351 z mutacją E484K skuteczność wyniosła 60 proc.

“Dmuchając na zimne”, jak twierdzi CNN, Pfizer i Moderna pracują nad udoskonaleniem swoich szczepionek, by radziły sobie także z nowymi wariantami.