Która linia lotnicza ma najwięcej samolotów na świecie? Lufthansa, KLM, a może któraś z wielkich linii amerykańskich? Nic z tego. Najwięcej samolotów – około 360 – ma FedEx, firma kurierska.

PROSZĘ ZADZWONIĆ PO KURIERA


O ile każdy natyka się co jakiś czas na pociąg towarowy albo ciężarówkę, o tyle samoloty z towarami ukrywają się przed wzrokiem ciekawskich. Nasz kontakt z firmą kurierską ogranicza się do podpisania papierka podczas wysyłania albo odbierania paczki. A co dzieje się z przesyłką po nadaniu?

Paczki zbierane są zazwyczaj do szóstej po południu. Potem trafiają do lokalnych centrów sortowania, gdzie przechodzą wstępną selekcję, po to, by nie transportować niepotrzebnie paczki okrężną (zbytnio) drogą. Te, które mają do przebycia długą drogę, trafiają do wielkich sortowni – miejsc, doprawdy, niesamowitych.

Miałem okazję trafić do takiego molocha na zaproszenie UPS. Firma jest amerykańska, ale mocno siedzi na rynku europejskim – parę lat temu przejęła na przykład klientów popularnej u nas Stolicy (tak jak DHL, który połączył się z firmą Servisco). UPS szczyci się tym, że jest największą na świecie firmą kurierską pod względem liczby przesyłek (cztery miliardy paczek rocznie) i dziewiątą na świecie linią lotniczą pod względem liczby samolotów (około 270 własnych maszyn). Przy takiej skali przedsięwzięcia firma zatrudnia nawet własnych meteorologów, śledzących pogodę na świecie.

Centralna sortownia UPS mieści się za oceanem, w Louisville w stanie Kentucky, ale nie mniej efektowny jest siedmioipółhektarowy obiekt położony przy lotnisku między Kolonią a Bonn – i ten właśnie zwiedziłem.

DZIESIĄTKI KILOMETRÓW TAŚMOCIĄGÓW


Sortownia, którą najczęściej określa się angielskim terminem „hub”, przez większą część doby nie pracuje. Najważniejsze godziny pracy przypadają na środek nocy. Samoloty z zebranymi w ciągu dnia paczkami zaczynają krążyć nad Kolonią koło jedenastej wieczorem. Codziennie przylatuje (i odlatuje) 38 maszyn, na pasie startowym co dwie minuty pojawia się nowy samolot. Na najbliższe cztery godziny hub zamienia się w tętniące życiem mrowisko; dwa tysiące ludzi zabiera się do ciężkiej fizycznej roboty.

Po rozładowaniu samolotów paczki są dzielone na trzy rodzaje: małe, duże i nietypowe (czyli powyżej 45 kg albo o nietypowym, niewygodnym kształcie) i układane na taśmociągach. Każda paczka ma swój kod paskowy, który zawiera wszelkie potrzebne informacje o miejscu przeznaczenia przesyłki. Taśmociągi to naczynia krwionośne sortowni – w kolońskim hubie jest ich 30 kilometrów! Wygląda to trochę jak gigantyczna kolejka elektryczna. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby nagle zabrakło prądu.

Co tylko się da, odbywa się automatycznie. Paczki są układane na taśmociągach tak, by nalepka z kodem była na górze. Przechodzą przez wielki czytnik kodów kreskowych, dzięki czemu komputer sortowni „wie”, gdzie każda z paczek się znajduje.

W godzinach szczytu hub obsługuje 110 tysięcy paczek na godzinę, co daje aż 40 pudeł na sekundę. Przy takim obciążeniu, identycznie jak na ulicy pełnej samochodów, łatwo o korek. By uniknąć korków, komputer inteligentnie wykorzystuje taśmociągi, kierując ruchem przesyłek tak, by uniknąć zatorów. Śmiesznie to wygląda, gdy paki na taśmie wpadają do metalowej rynny z rolkami i nagle skręcają – zupełnie jakby na rozstajach dróg same zdecydowały, że pojadą teraz w prawo, a nie w lewo. Cały czas między pakami spacerują celnicy z psami, które obwąchują przesyłki.

Małe paczki z taśmociągów trafiają na ciągi przechyłowych tac. Dzięki kodom kreskowym komputer wie, która paczka leży na której tacy. Gdy taca znajdzie się nad specjalnym „lejkiem”, gdzie powinny trafić przesyłki z konkretnym kodem pocztowym, nagle przechyla się i paczka wpada do plastikowego wora.

Wszystkie urządzenia ciągną się przez trzy piętra, choć plątanina taśmociągów wywołuje wrażenie, że pięter jest drugie tyle. Można się poczuć jak w fabryce przy taśmie – tyle, że tu nic się nie montuje, lecz obraca, ustawia, pakuje i układa.

Posortowane paczki trafiają na parterze do stanowisk ładowania kontenerów lotniczych. Ludzie, którzy tam pracują, porównują swoje zajęcie do gry w tetrisa – paczki trzeba tak zmyślnie układać, by jak najlepiej pasowały do siebie kształtem, bez zostawiania pustych przestrzeni.

Kontenery mają wielkość dużego namiotu i specjalny, trapezowaty kształt – muszą pasować do wnętrza kadłuba samolotu. Każdy kontener waży z reguły ponad tonę, ale bez kłopotu przesuwa go jeden człowiek. Wszystko dzięki sprytnie pomyślanej podłodze z małymi kółkami i rolkami.

SAMOLOT ZADZIERA NOSA

 


Podobną podłogę można znaleźć w samolotach towarowych. Na kolońskim lotnisku miałem okazję zwiedzić dumę UPS-u – jednego z jumbo jetów w wersji towarowej. Samolot od normalnej wersji Boeinga 747 różni się efektownymi drzwiami na dziobie – podczas załadunku do góry podnosi się cały wielki nos. Drzwi są jednak hermetyczne – jak zapewniali pracujący przy załadunku pracownicy (spotkałem tam nawet dwóch Polaków), w kadłubie samolotu utrzymywane jest takie samo ciśnienie jak w kabinie pilotów, więc od biedy można by tam przetrwać podróż. Praca sortowni kończy się około trzeciej nad ranem. Potem odlatują ostatnie samoloty, a ludzie idą do domu się wyspać. Rozległy teren sortowni jest pilnie strzeżony. Mikrobus z naszą wycieczką musiał się co chwila zatrzymywać, kierowca pokazywał jakieś przepustki. Wszędzie potężne ogrodzenia, bramy, szlabany – przypomina to pilnie strzeżoną granicę.

SKRĘCAJ TYLKO W PRAWO


Oprócz samolotów UPS ma też prawie sto tysięcy samochodów. Przy takiej liczbie aut każdy strategiczny drobiazg może przełożyć się na całkiem spore korzyści w eksploatacji. Firmowi badacze, po gruntownej analizie tras i metod pracy kierowców, zauważyli, że najwięcej czasu samochody marnują podczas oczekiwania na skręt w lewo na ruchliwych skrzyżowaniach. Dlatego opracowują specjalne trasy rozwożenia przesyłek, by kierowcy poruszali się po miastach, skręcając wyłącznie w prawo. Nawet jeśli droga jest dłuższa, jest szybciej: a dla firm przewozowych liczy się czas, odległość nie gra roli.

Co z Koreą?

Firmy przewozowe szczycą się tym, że mogą dostarczyć paczkę praktycznie do każdego miejsca na świecie. Czasem na przeszkodzie staje jednak polityka. Ze względu na rządowe embargo firmy amerykańskie (FedEx czy UPS) nie mogą wozić paczek np. do Iraku czy Korei Północnej. Tu pomóc może DHL – firma została przejęta przez Deutsche Post, nie ma głównej siedziby w USA i nie podlega amerykańskim ograniczeniom.