W 1942 r. Ameryka toczyła zaciekłą wojnę z Japonią na Pacyfiku. Jednocześnie dźwigała ciężar walk w Europie, dostarczając Wielkiej Brytanii i ZSRR broń. Konwoje wypływały z Nowego Jorku i przemierzały Atlantyk na wschód, wioząc sprzęt i żywność. Niemieckie U-Booty w ciągu kilku miesięcy zatopiły ponad setkę alianckich okrętów.

STRACH PRZED NAZISTAMI

W lutym 1942 r. w porcie w Nowym Jorku wybuchł SS Normandie, największy okręt transportowy we flocie US Navy (ten francuski okręt wcielono do US Navy jako USS Lafayette). Amerykańska opinia publiczna podejrzewała sabotaż ze strony amerykańskich faszystów. Dobrze pamiętała serię zamachów w portach w czasie I wojny światowej, za którymi stali agenci cesarza Wilhelma II.

Pożar na SS Normandie oznaczał, że wojna toczona na wodach Atlantyku zawitała na amerykańskie wybrzeże. Dostawy broni do Europy stanęły pod znakiem zapytania. Statki handlowe były zagrożone nie tylko przez niemieckie U-Booty na otwartym oceanie, ale także w dokach, w samym sercu Nowego Jorku. Specjalna komisja powołana w trybie pilnym przez Kongres ustaliła, że to błędy ekipy remontowej doprowadziły do pożaru. Rząd amerykański chciał mieć jednak pewność, że porty nie staną się miejscem obcej infiltracji.

Jak to zrobić? Dogadać się z ludźmi, którzy je kontrolują. Porty wschodniego wybrzeża nadzorowała… mafia. Amerykańska, ale stworzona przez sycylijskich imigrantów. Było regułą, że trzeba płacić jej haracz od każdej większej transakcji. Działalność w portach stanowiła jedno z głównych źródeł dochodów mafii w USA. Administracja Roosevelta podjęła więc ryzykowną i brzemienną w skutkach decyzję: zawrzeć porozumienie z przestępcami. To porozumienie miało dalekosiężne konsekwencje nie tylko dla Ameryki, ale przede wszystkim dla Europejczyków.

 

CEL 1: KONTROLA PORTU

Charles Haffenden z wywiadu marynarki został wyznaczony jako dowódca operacji „Underworld”. Cel: zawarcie porozumienia ze światem przestępcznym i mafią Nowego Jorku, by zapewnić spokój w portach w czasie wojny. Rooseveltowi chodziło o to, aby mafia wytropiła sympatyków faszystów, odsunęła ich od interesów w portach i wydała amerykańskiemu rządowi.

Operacja Haffendena musiała być ściśle tajna. Przez całe lata 30. amerykańska władza toczyła wojnę z mafią. Wyborcy domagali się, by rząd ukręcił jej głowę. Najwięksi gangsterzy zostali w latach 30. okrzyknięci wrogami publicznymi. Informacje o porozumieniu z mafią nie mogły zatem wyjść poza gabinet szefów służb i portowe meliny.

Haffenden nawiązał kontakt z Josephem „Skarpetką” Lanzą. W jego rękach znajdował się handel rybami – mówiło się, że w Nowym Jorku żadna większa sztuka nie mogła być sprzedana bez jego wiedzy! A Lanza skierował Haffendena do grubej ryby z mafii: Charlesa „Lucky’ego” Luciano.

Wyemigrował on z Włoch jeszcze jako dziecko, a  z czasem został capo di tutti capi w USA. Jego kuzyni i przyjaciele we Włoszech należeli do same-go trzonu mafii rozbitej przez Benito Mussoliniego.

Mafia sycylijska miała z faszystowskim rządem na pieńku. Zaraz po przejęciu władzy Mussolini wydał jej wojnę: „We Włoszech nie może być dwóch władców. Mafię trzeba zniszczyć […]. Faszyzm, który uleczył Włochy z tak wielu ran, wypali rozpalonym żelazem ranę, jaką jest przestępczość na Sycylii”. Wpływy mafii stały na drodze do jego absolutnej władzy. Liczył także na zdobycie popularności u tych, którym mafia dawała się we znaki.

 

Luciano był dobrze znany amerykańskiej opinii publicznej. Media nazwały go wrogiem publicznym numer jeden. Handlował alkoholem i heroiną, kontrolował cały rynek domów publicznych, stał za podpaleniami i morderstwami, które regularnie zakłócały spokój mieszkańców Nowego Jorku. W 1937 r. trafił w końcu za kratki. Dostał 50 lat, w celi miał siedzieć do 1987 r.

Haffenden odwiedził go w nowojorskim więzieniu. W zamian za skrócenie wyroku Luciano zgodził się współpracować. Gdyby odmówił, przypuszczalnie już nigdy nie patrzyłby na świat inaczej niż przez kraty. Odwiedzali go po kolei kolejni mafiosi, którym nakazywał współpracę z amerykańskim rządem.

Kontrolujący port gangsterzy dostarczali informacji o panoszących się faszystach, pacyfikowali wszelkie próby dywersji przeciwko okrętom wypływającym z pomocą dla Europy. Dzięki kooperacji z mafią przez całą wojnę transporty do Europy szły sprawnie, a kontrolowany przez mafię port w Nowym Jorku pracował jak w zegarku.

Amerykański historyk Tim Newark oceniał, że Luciano, Lansky (pochodzący z Polski Żyd, przyjaciel Luciano), Lanza i ich wspólnicy „stanowili pierwszą linię wywiadu przeciwko jakimkolwiek agentom wysłanym przez Hitlera czy Mussoliniego do sabotowania alianckiej żeglugi. W rezultacie alianckie konwoje mogły wykonywać kluczowe dla prowadzenia wojny zadanie przewożenia żołnierzy i zaopatrzenia Europy”.

NAZIŚCI W AMERYCE

Około jedna czwarta Amerykanów miała niemieckie korzenie. Hitlerowcy liczyli więc, że będą oni pamiętali o związkach ze swoim narodem i nie dopuszczą, aby USA wystąpiły przeciwko III Rzeszy. Już w 1924 r. powstało Stowarzyszenie Teutońskie. Po dojściu Hitlera do władzy nazistowskie organizacje w USA założyły związek Przyjaciół Nowych Niemiec. W 1936 r. przekształcili się w Bund (Amerikadeutscher Volksbund), największą organizację nazistowską w Ameryce. Liczyła ponad 20 tys. członków. Liderem był Fritz Kuhn, nazywany amerykańskim Führerem.  W czasie I wojny światowej walczył w niemieckiej armii. Organizacja posiadała także swoją młodzieżówkę, której członkowie nosili brunatne koszule.

W tych organizacjach aktywni byli przede wszystkim ludzie, którzy wyemigrowali z Niemiec w latach 20., uciekając przed kryzysem gospodarczym. Przygnębieni, sfrustrowani klęską swojego kraju i katastrofą ekonomiczną, byli żądni zemsty. Większość Amerykanów (także tych niemieckiego pochodzenia) pozostała jednak krytycznie nastawiona do nazistów, a niektórzy widzieli w Bundzie piątą kolumnę Hitlera, która ma osłabiać Amerykę od wewnątrz.

W 1941 r. FBI rozbiło siatkę szpiegowską Abwehry złożoną z 33 agentów. Część była członkami amerykańskich organizacji faszystowskich, niektórzy pracowali na statkach. Z kolei kilka miesięcy po pożarze na SS Normandie (zdjęcie wyżej), w lipcu 1942 r. złapano w USA sześciu niemieckich agentów wyszkolonych do zadań sabotażowych. FBI nie wykluczało, że w USA jest więcej takich siatek i planują zamachy.

 

CEL 2: PODBIĆ SYCYLIĘ

W 1943 r., kiedy na wschodzie Europy armia radziecka spychała Niemców do defensywy, Roosevelt i Churchill podjęli decyzję o utworzeniu frontów w Europie Zachodniej, tak aby Hitlera wziąć w kleszcze. Pierwszy front miał powstać na południu. Wojska amerykańskie i brytyjskie szykowały się w Afryce do desantu na Sycylię. W operację „Husky” zaangażowano około 200 tys. żołnierzy. Opanowanie Sycylii dałoby aliantom kontrolę nad Morzem Śródziemnym i umożliwiłoby dalszą ofensywę na Włochy. Pokonanie Włoch z kolei osłabiłoby III Rzeszę.

 

Amerykanie zdecydowali się zwrócić o pomoc do… mafii. Uznali, że udaną współpracę ze światem przestępczym można rozszerzyć też na Europę. Liczyli, że przyniesie równie cenne korzyści. Wszak Sycylia to bastion mafii. „Specjalny Plan Wojny Psychologicznej na Sycylii” opracowany dla Kolegium Połączonych Szefów Sztabów armii amerykańskiej stwierdzał potrzebę „nawiązania kontaktu i łączności z przywódcami ośrodków separatystycznych, z niezadowolonymi robotnikami oraz podziemnymi organizacjami radykalnymi, w tym także mafią, i udzielaniu im wszelkiej możliwej pomocy”.

Plan został zatwierdzony i przekazany amerykańskiemu dowódcy w północnej Afryce generałowi Dwightowi Eisenhowerowi. Również administracja Winstona Churchilla, na co wskazują raporty MI6, zalecała kontakt z grupą kilku mafiosów na Sycylii, którzy mogą okazać się pomocni podczas inwazji.

Meyer Lansky wspominał, że Luciano „chciał znaleźć się w armii inwazyjnej i pójść z pierwszym rzutem. Uważał, że jego obecność wpłynie na Sycylijczyków, którzy ze względu na niego będą współpracować z Amerykanami. Powiedział nawet, że można wyposażyć go w spadochron i zrzucić na Sycylię”. Jego pomysł został przedstawiony dowództwu amerykańskiej marynarki, które uznało jednak to rozwiązanie za zbyt daleko idące. Luciano na razie miał pozostać w Stanach Zjednoczonych.

Haffenden, oficer odpowiedzialny za współpracę z mafią w USA, spotkał się w Nowym Jorku ze wspomnianym wcześniej Lanskym. „Rozmowy dotyczyły ukształtowania wybrzeża i terenów na Sycylii” – wspominał. Lansky opowiadał, że „marynarka chciała uzyskać od Włochów fotografie wszystkich sycylijskich portów, wszystkich kanałów, a także mieć kontakt ze wszystkimi, którzy byli ostatnio we Włoszech i znali wody i wybrzeża”. Senator Estes Kefauver, który w latach 50. przewodniczył komisji badającej związki urzędników z przemytnikami narkotyków, opowiadał: „Proponowana umowa zakładała, że Luciano użyje swojej pozycji w mafii do zapewnienia kontaktów amerykańskim agentom wywiadu, dzięki czemu Sycylia stanie się znacz-nie łatwiejszym celem militarnym”. W zamian Luciano miał domagać się zwolnienia go z więzienia.

Na jego prośbę amerykańscy Włosi (samych Sycylijczyków mieszkało w USA pół miliona) zaczęli dostarczać wywiadowi marynarki swoje zdjęcia i mapy Sycylii, a także własne wspomnienia i informacje dotyczące ukształtowania terenu, rozmieszczenia wsi i miast.

Kiedy nie chcieli współpracować i opowiadać wystarczająco dużo, Lansky tłumaczył im: „Lucky nie będzie zadowolony słysząc, że nie okazaliście się pomocni”. Pozyskane od Włochów informacje okazały się pożyteczne i ułatwiły szybkie i bezpieczne zdobycie Sycylii. Przygotowany po wojnie w USA raport Herlandsa, opisujący kontakty pomiędzy rządem USA i mafią, informował: „Wielu Włochów pochodzących z Sycylii oraz ich krewnych zostało wykorzystanych, by dostarczyć kapitanowi Haffendenowi i jego współpracownikom informacje na temat terenu i portów na Sycylii. W ten sposób uzyskano nazwiska przyjaźnie nastawionych mieszkańców Sycylii, a nawet członków sycylijskiego półświatka i członków mafii. Wiedza ta została użyta w czasie kampanii sycylijskiej”.

 

DESANT

10 lipca 1943 r. rozpoczęła się aliancka inwazja na Sycylię. 160 tys. żołnierzy zeszło z okrętów na wyspę. Wśród nich znajdowali się członkowie wywiadu USA, w tym czterej agenci, którzy dobrze znali amerykańską mafię. Ich zadaniem było nawiązywanie kontaktu z lokalnymi członkami mafii.

Anthony Marsloe, Paul Alfieri, Joachim Titolo, James Murray – wszyscy czterej agenci, którzy brali udział w kierowanej przez Haffendena operacji „Underworld” w Nowym Jorku, teraz wylądowali na Sycylii. „W Nowym Jorku opowiadano, że na Sycylii mafia i Lucky Luciano to były hasła, które otwierały drzwi. Gdy żołnierze wypowiadali te słowa, ludzie uśmiechali się i po tym wszystko szło łatwo” – wspominał Meyer Lansky.

Zdobyte od nowojorskich Sycylijczyków informacje okazały się bardzo przydatne: „Poznaliśmy trochę zwyczaje i nawyki tych ludzi. Dowiedzieliśmy się o ideologii politycznej i jej działaniu na niższych szczeblach, o sposobie działania portów, o szczeblach dowodzenia, o kulturze materialnej, co pozwoliło nam wykonać założenia i cele naszej misji” – wspominał Marsloe.

 

Michel Pantaleone, jeden z włoskich polityków socjalistycznych i mieszkaniec sycylijskiego miasteczka Villalba, wspominał później pewien incydent z inwazji na Sycylię. 14 lipca nad domami w Villalba przeleciał aliancki samolot. Pantaleone wspominał: „Przeleciał tak nisko, że niemal muskał wierzchołki dachów, zaś z boku jego kabiny było widać dziwną flagę. Była wykonana z żółtej tkaniny, na środku zaś znajdowała się wielka czarna litera L”. Ten tajemniczy znak miał oznaczać Luciano. Następnie nad posiadłością bosa lokalnej mafii i przyjaciela Luciano Don Calogero Vizziniego z samolotu zrzucono worek, w którym znajdowała się m.in. tradycyjna fularowa chustka – od lat narzędzie porozumiewania się włoskiej mafii. W odpowiedzi Vizzini wysłał list do innego mafiosa: „Przyjadę z krowami, osłami pociągowymi i by-kiem. Przygotuj chrust na robienie sera i zagrody dla owiec”. „Krowy” miały oznaczać żołnierzy USA, a za pomocą takiej przykrywki Vizzini zawiadamiał, że wraz z amerykańskimi żołnierzami przybędzie i prosi o uprzejme przyjęcie.

Niedługo po przelocie samolotu do miejscowości Villalba wjechały dwa czołgi amerykańskiej piechoty morskiej. Ich widok wywołał wielką radość w kilkutysięcznej społeczności. Kilkaset osób wybiegło na powitanie Amerykanów. Żołnierze wyjrzeli z wieżyczek, wyciągnęli na wierzch żółte flagi z wielką literą L na środku, co wywołało jeszcze większy entuzjazm zebranych. Żołnierze krzyczeli: „Zawołajcie Vizziniego”. Vizzini był jednym z ważnych lokalnych mafiosów. Jak wspominał Pantaleone: „I pojawił się Vizzini. W koszuli z krótkim rękawem, z marynarką przerzuconą przez ramię, z cygarem i w kapeluszu nasuniętym na jego grube okulary”. Żołnierze amerykańscy rozdali jeszcze mieszkańcom cukierki i paczki dobrych papierosów.

Żółte flagi stały się przepustką do nawiązania dobrych kontaktów z lokalnymi bonzami, zapewnienia sobie bezpieczeństwa i przyjaźni wśród lokalnych społeczności. Następnego dnia wojska włoskie w pobliżu natychmiast poddały się dowództwu USA. Niektórzy żołnierze wspominali, że w nocy przyszli do nich tajemniczy ludzie z informacją, że obrona nie ma sensu, a przewaga amerykańska jest zbyt wielka.

Nie jest pewne, czy ta relacja jest prawdziwa. Nie zachowały się żadne inne wspomnienia, które opisywałyby owe wydarzenia z Villalba. Tim Newark, który wiele lat poświęcił na badanie biografii Luciano i współpracy amerykańskiego rządu z mafią, powątpiewa w wiarygodność tego opisu. Wszak mafia nie cieszyła się na Sycylii popularnością. Stanowiła ważną siłę polityczną, jednak większość Sycylijczyków odnosiła się do niej wrogo.

Wątpliwe, by powoływanie się na Luciano mogło przysporzyć Amerykanom powszechnej akceptacji i sławy. Jednakże z drugiej strony Sycylijczycy mogli spełniać życzenia amerykańskich żołnierzy nie z uwielbienia dla Luciano, ale z… lęku przed zemstą jego przyjaciół.

 

CEL 3: ZABIĆ HITLERA

A mafia mogła w jeszcze większym stopniu wpłynąć na bieg wojny – mogła ją zdecydowanie skrócić. Luciano zapisał we wspomnieniach, że w 1943 roku porozumiał się z więzienia z dwoma współpracownikami-zabójcami: Joe Adonisem i Tommym Lucchese. Prasa amerykańska przypisywała im ponad 30 zabójstw. Luciano opowiadał: „Powiedziałem im, że coś trzeba zrobić z tym całym Hitlerem. Mówiłem, że jeśli ktoś może stuknąć tego gościa, wojna skończy się w pięć minut. Mieliśmy tam najlepszego zabójcę na świecie – Vito Genovese”.„Don Vito” Genovese, przyjaciel Luciano, który uciekł do Włoch przed karą śmierci za zabójstwo, trzymał się blisko współpracowników Mussoliniego i teoretycznie mógłby znaleźć sposobność do zabicia Hitlera. Przypuszczalnie rozkaz Luciano do niego nie dotarł. Być może jednak w ogóle nie został wydany, a Luciano jedynie przechwalał się w swoich wspomnieniach.

Oprócz włoskich imigrantów amerykańską mafię tworzyli też Żydzi, w dużej mierze pochodzący z Polski. W czasie wojny mieli szczególną motywację do walki z nazistami. Wiemy, że kilku z nich myślało o zorganizowaniu zamachu na kluczowych nazistów: Hitlera, Göringa, Bormanna i Goebbelsa. Jeszcze przed wojną chciał to zrobić Benjamin „Bugsy” Siegel, jeden najważniejszych żydowskich gangsterów w USA. Podczas wizyty we Włoszech dzięki przyjaciołom bywał na przyjęciach wydawanych przez Mussoliniego dla niemieckich sojuszników, Göringa i Goebbelsa [patrz s. 36]. Gdyby tych kilku gangsterów nie poprzestało tylko na pomysłach, Europa i USA byłyby znacznie większymi dłużnikami mafii.

 

CEL 4: KOMUNIZM STOP!

W 1946 r. „Lucky” Luciano wyszedł na wolność. Odsiedział 10 lat z zaplanowanych 50. W zamian za pomoc w kontroli nad portami i w wyzwoleniu Sycylii wróg publiczny numer 1 został przez amerykański rząd wypuszczony na wolność. Musiał jednak opuścić terytorium USA i nie wolno było mu wrócić.

 

Mafia skorzystała na zdobyciu Włoch i klęsce III Rzeszy. Nie wiadomo, czy Amerykanie spodziewali się tego, co gangsterzy urządzą zaraz po wyzwoleniu. Dosłownie chwilę po przejściu wojsk amerykańskich Sycylia stała się areną mafijnych pojedynków. Oswobodzona z faszystowskiego ucisku mafia wreszcie mogła rozkwitnąć. Trupy słały się gęsto, kieszenie urzędników pęczniały od kopert z pieniędzmi, postrach siały wybuchy w urzędach i knajpach.

Czy taka swoboda uzyskana przez mafię na Sycylii była również formą zapłaty za pomoc w trakcie wojny? Czy rząd amerykański celowo oddał władzę na Sycylii mafii? Biuro Służb Strategicznych USA (Office of Strategic Services – poprzednik Centralnej Agencji Wywiadowczej) informowało Waszyngton: „Tylko mafia jest w stanie spowodować opanowanie czarnego rynku i wpłynąć na większość ludności […]. Odbyliśmy spotkania z przywódcami świata przestępczego i zawarliśmy umowę, że będą działać tak, jak im każemy lub zasugerujemy. […] Poprzez nich będziemy mieli na wyspie sieć wywiadowczą. Działaliśmy w największej tajemnicy i nasza obecność jest znana jedynie pięciu osobom”.

Wiemy, że rząd okupowanej Sycylii, tzw. AMGOT (Allied Military Government for Occupied Territory), kierowany przez płk. Charlesa Panettiego, nominował sporą grupę osób powiązanych z mafią na stanowiska burmistrzów i urzędników. 24 lipca 1943 r. merem Villalba został… Calogero Vizzini. Majorem Vallelunga – Salvatore Malto, jednym z urzędników w Mussomeli – Genco Russo. W wielu miastach (włącznie z Palermo, stolicą Sycylii) na fotelach merów zasiedli mafiosi bądź ich przyjaciele. W tym samym czasie na wolność wyszło wielu mafiosów wsadzonych do więzień przez Mussoliniego.

Być może mafia była po raz kolejny potrzebna Amerykanom. Zaraz po wojnie celem polityki USA w Europie i przede wszystkim we Włoszech stało się przeciwdziałanie wpływom partii komunistycznych. Rząd amerykański starał się nie dopuszczać do sytuacji, w której w rządzie zasiedliby jacykolwiek komuniści. Rząd USA widział, że we Włoszech mafia sympatyzuje z partiami prawicowymi, i jest wrogo nastawiona do komunistów. Amerykanie zatem nie chcieli z nią walczyć, aby nie osłabiać antykomunistycznego frontu.

Przypuszczalnie jednak silna pozycja mafii wynikała z chaosu, który zapanował na Sycylii zaraz po wyzwoleniu. Przestępcy mogli zasiąść na stołkach w radach gmin i miast nie na mocy tajnego paktu z Amerykanami, ale wskutek zwyczajnej korupcji. Lord Rennell, brytyjski administrator wojskowy Sycylii, wspominał: „W swoim zapale do usuwania faszystowskich urzędników moi oficerowie w pewnych przypadkach z powodu nieznajomości miejscowych stosunków mianowali kilku szefów mafii”. Jak ocenia Tim Newark, „nie było żadnego alianckiego spisku, mającego na celu przywrócenie mafii do władzy. Zamiast tego alianci przez nieporozumienia i zbyt małą liczbę personelu omyłkowo pozwolili mafii wrócić na dawne pozycje władzy”.

Niemniej rola mafii w ogólnoświatowym konflikcie okazała się zaskakująca. Na frontach ginęły dziesiątki tysięcy żołnierzy i to od nich zależały losy wojny, ale także mafiosi ułatwili aliantom pokonanie Hitlera! A gdy w końcu światło dzienne ujrzą utajnione dokumenty amerykańskiego i brytyjskiego rządu, o roli mafii będzie można powiedzieć jeszcze więcej.

Czytaj także: MAFIA WALCZYŁA ZE ZWOLENNIKAMI NAZIZMU W USA