Przez kilka lat program poszukiwania i dokumentowania zjawisk wskazujących na inne cywilizacje z kosmosu zajmował się na przykład zbieraniem i katalogowaniem wszystkich zapisów niezidentyfikowanych obiektów latających, wywiadów ze świadkami, publikacji prasowych. Wydział prowadzony przez Luisa Elizondo znajdował się na piątym piętrze skrzydła C w Pentagonie, prowadził do niego istny labirynt korytarzy.

Do tej pory Departament Obrony nigdy nie przyznał otwarcie, że program istnieje. Obecnie oficjalnie mówi o jego zamknięciu w 2012 roku, jednak źródła opisywane przez The New York Times utrzymują, że działa on dalej. Miał rozpocząć się w 2007 roku, na wniosek Harry'ego Reida, demokratycznego senatora z Nevady, który sam był bardzo zainteresowany zagadkami kosmosu. Większość finansowania szła na program badań przestrzeni powietrznej zarządzany przez Roberta Bigelow – prywatnie przyjaciela Reida, a obecnie pracownika NASA zajmującego się transportem ludzi w kosmosie.

W telewizyjnym programie stacji CBS “60 minutes” Bigelow powiedział w maju 2017, że jest absolutnie przekonany o istnieniu pozaziemskich cywilizacji oraz o tym, że odwiedzają one Ziemię. Pracownicy programu w swoich dokumentach opisują pojazdy poruszające się z ogromnymi prędkościami, ale bez żadnych widocznych napędów.

Innym przedmiotem badań były spotkania z foo-fighters – czyli doniesienia amerykańskich lotników wojskowych o tajemniczych obiektach latających.

Senator Reid, obecnie na emeryturze, mówi o swojej dumie z prac programu.

- Nie czuję wstydu, żalu, nie jest mi przykro, że stworzyłem to przedsięwzięcie – mówi w jednym z wywiadów – Wydaje mi się, że w ten sposób dobrze spełniłem swój obowiązek jako kongresmen. Zrobiłem coś, czego nikt wcześniej się nie podjął.

Program wspierali także dwaj byli senatorowie związani z podkomisją do spraw finansowania obronności – republikanin z Alaski, Ted Stevens oraz Daniel K. Inouye, demokrata z Hawajów. Pierwszy z nich zmarł w 2010 roku, drugi w 2012.

Perły w morzu złudzeń

Komentując działania programu astrofizyk z M.I.T., Sara Seager tłumaczy, że fakt, że nie jesteśmy w stanie wyjaśnić pochodzenia jakiegoś obiektu lub zjawiska nie oznacza od razu, że pochodzi ono z kosmosu, lub jest dziełem innej cywilizacji.

Wątpliwości ma także James E. Oberg, były inżynier pracujący w NASA przy wahadłowcach i autor 10 ksiażek o lotach kosmicznych.

- Jest wiele zjawisk bardzo prozaicznych, które nasza percepcja pozwala brać za nadzwyczajne zjawiska – mówi – W powietrzu jest też bardzo dużo ludzkiej aktywności i wielu ludzi nie chce by inni o tym wiedzieli.

Oberg nie odrzuca jednak w całości prac zespołu i dodaje, że “mogą być tam ukryte perły”.

W odpowiedzi na pytania The Times Pentagon przyznał, że program istniał, jednak został zakończony w 2012, po 5 latach działalności.

Elizondo przekonuje jednak, że jedyne co się zakończyło – to rządowe finansowanie, natomiast program działa dalej. Sam pracował w Pentagonie do października 2017 i wspomina, że współpracował przy badaniach nad tajemniczymi zjawiskami z wysokimi urzędnikami marynarki wojennej oraz CIA. Z pracy w biurze zrezygnował z powodu zbytniego nacisku na tajemnicę działań oraz “wewnętrzną opozycję”, co można interpretować jako konflikt wewnątrz zespołu.

Pisząc swój list z wypowiedzeniem do Sekretarza Obrony Jima Mattisa zadał pytanie: “Dlaczego nie spędzamy więcej czasu i nie wkładamy więcej wysiłku w tę sprawę?”

Były urzędnik powiedział także w wywiadzie, że ma następcę, choć nie może ujawnić jego nazwiska.

To nie pierwszy raz gdy amerykański rząd odpowiada na poważne pytania dotyczące UFO. Od 1947 do 1969 (oficjalnie) prowadzono badania i udokumentowano ponad 12 tysięcy przypadków niezidentyfikowanych obiektów latających. Większość z nich okazała się zwyczajnymi lub szpiegowskimi samolotami, gwiazdami, chmurami lub balonami. Dla 701 przypadków nie znaleziono wytłumaczenia.

Źródło: The New York Times