Jest ósma godzina wyścigu, Mike Rockenfeller w  Audi R18 pędzi z  szybkością około 300 km/godz. Gdy wyprzedza jadące znacznie wolniej Ferrari, włoskie auto lekko trąca niemiecką wyścigówkę. Rockenfeller nie ma szans utrzymać panowania nad kierownicą, uderza w  boczną stalową barierę. Jest noc, ta część trasy przebiega przez las. Samochód rozpada się w strzępy, trochę części leży rozrzuconych na torze, reszta przeleciała za barierę, do lasu. Tylko gdzie jest kierowca? Mniej doświadczeni obserwatorzy nie mają wątpliwości, musiał zginąć. Ale stare wygi mówią: nic nie jest jeszcze przesądzone. Wyścig trwa dalej. Z  trzech Audi, które wystartowały, zostało jedno. Drugie w podobnych okolicznościach zakończyło jazdę niedługo po starcie: też wyprzedzając Ferrari. Kierowca wyszedł bez szwanku, szczęście mieli także reporterzy, którym nic się nie stało, choć spadł na nich grad odłamków.

Zostało więc jedno Audi. Zajmuje pierwsze miejsce. Tuż za nim trzy superszybkie Peugeoty 908 i kilka innych aut startujących w najszybszej kategorii: LMP1. To są prototypy, budowane przede wszystkim z myślą o tym wyścigu. Potem jadą nieco wolniejsze samochody LMP2 i znacznie wolniejsze GTE Pro i GTE Am. Te już wyglądają jak zwykłe sportowe auta, a ryczą jak odrzutowce. LMP1, choć szybsze, są od nich znacznie cichsze. Pętla toru ma 13,6 km długości. Najszybsze auta co i rusz dublują wolniejsze. Porsche, Corvetty i Ferrari są dla Peugeotów i Audi słupkami do wymijania. Słupkami twardymi, ciężkimi i ruchomymi. Jest to niebezpieczne, ale stąd się bierze widowiskowość tego wyścigu, że wszystkie auta startują razem i w każdej kategorii walka jest równie zacięta. Pościg Peugeotów trwa, presja na kierowcę ostatniego Audi jest niesamowita. Wciąż nie wiadomo, co się stało z Rockenfellerem. Ale nikt nie myśli o przerwaniu wyścigu. Dopiero po dwóch godzinach dostajemy informację: Rockenfeller przeżył, co więcej, niemal nic mu się nie stało, zranił się tylko w rękę. O własnych siłach wyszedł ze skorupy auta. Wszyscy czują ulgę – nie tylko zespół i zwolennicy Audi, ale członkowie i kibice innych zespołów. W loży Peugeota, skąd oglądam zmagania, toast za Rockenfellera. Radość. Podobnie było na początku wyścigu, kiedy z pierwszego rozbitego Audi też o własnych siłach wyszedł kierowca: w kwaterze głównej Peugeota wszyscy bili brawo – choć to przecież przeciwnik.

Tu dobrze być delikatnym

Peugeoty gonią Audi. Deszcz na przemian pada i nie pada, sytuacja niekomfortowa, bo mokry asfalt wymaga innego stylu jazdy, a bardzo mokry – innych opon. Samochody zatrzymują się mniej więcej co czterdzieści minut, żeby zatankować. Jeśli trzeba, zmieniają też opony. Ważne jest, żeby paliwa zużywać jak najmniej, podobnie z oponami, hamulcami itp.: umiejętność delikatnej jazdy jest istotna w tym wyścigu. Około czwartej rano spotykam dyrektora do spraw komunikacji zespołu Peugeot Sport Marka Nawareckiego, który wprowadza mnie w tajniki sztuki dobierania kierowców do poszczególnych zespołów. Każdy samochód ma ich trzech, kiedy dwóch odpoczywa w padoku, jeden jedzie. Dobrze jest, jeśli dysponują różnymi umiejętnościami i  mogą się uzupełniać. W pierwszym zespole Peugeota Austriak Aleksander Wurtz to specjalista od walki kontaktowej; Hiszpan Marc Gene jest świetny, kiedy ma pusty tor przed sobą (dobrze wypada w kwalifikacjach); Brytyjczyk Anthony Davidson jeździ czysto: zużywa mało paliwa, nie zdziera opon. W drugim zespole są sami Francuzi: Nicolas Minassian (spec od jazdy w  trudnych warunkach), Franc Montagny (niezwykle wytrzymały) oraz wyjątkowo szybki Stephane Sarrazin. Trzeci zespół Peugeota to Hiszpan Pedro Lamy (doświadczony, uniwersalny kierowca) oraz Francuzi: sprinter Simon Pagenaud i Sebastian Bourdais, który jeździ oszczędnie i dobrze sobie radzi na mokrej nawierzchni. Ale uciekające Audi też ma świetnych kierowców: to Francuz Benoit Treyler oraz Niemcy Andre Lotterer i Marcel Fassler. Lotterer dowodzi swojej wielkiej klasy, po dwudziestu godzinach wyścigu przejeżdża jedno okrążenie z rekordową w tej edycji Le Mans prędkością. Pagenaud w najszybszym z Peugeotów nie pozostaje mu dłużny, jego sława sprintera jest w pełni zasłużona, przewaga Audi zaczyna topnieć – z dwudziestu sekund spada powoli, lecz systematycznie: osiemnaście, siedemnaście, szesnaście...

Trzynaście sekund

Widać, że zarówno Lotterer, jak Pagenaud świetnie znoszą zmęczenie i stres, choć wielu innych kierowców jest już wyraźnie zdekoncentrowanych i popełniają błędy często kończące się wypadkami. Psują się też eksplatowane do granic możliwości samochody. Dokładnie połowa z 58 aut uczestniczących w wyścigu nie dotrwa do końca. Przed upływem 24 godzin Pagenaud w Peugeocie zdołał zmniejszyć swoją stratę do Audi Lotterera do niecałych 14 sekund – i takim wynikiem zakończyły się zmagania. Trzecie i czwarte miejsce również przypadły Peugeotowi. Najszybsze auta przejechały około 4800 kilometrów, więc różnica kilkunastu sekund jest niewielka, ale jednak zwycięstwo to zwycięstwo. – Okazali się lepsi – przyznaje kierowca Peugeota Sebastian Bourdais. Kiedy wyścig się kończy, tysiące ludzi  wbiegają z trybun na tor. Wszyscy, niezależnie od tego, komu kibicowali, cieszą się: ponieważ wyścig był pasjonujący i ponieważ w wypadkach nikt nie ucierpiał. Cieszą się z tych 24 godzin, których nigdy nie zapomną.