Początek nowej epoki magazynowania energii? Pierwszy akumulator kwantowy zaskoczył

Pierwszy akumulator kwantowy stał się faktem. Do smartfonów wciąż mu jednak bardzo daleko, ale już teraz zaskakuje swoim działaniem, bo im jest większy, tym szybciej się ładuje.
Grafika wygenerowana z użyciem SI na potrzeby wizualizacji

Grafika wygenerowana z użyciem SI na potrzeby wizualizacji

Co tym razem zadziało się na rynku akumulatorów, które każdego dnia są rewolucjonizowane… ale w laboratorium, a nie liniach produkcyjnych? Akurat tym razem sprawa jest ciekawsza, bo nie chodzi o poprawianie znanej technologii, ale o próbę zbudowania czegoś, co działa według zupełnie innej logiki niż klasyczny akumulator. Australijski zespół z CSIRO, University of Melbourne i RMIT University opisał właśnie działający prototyp akumulatora kwantowego, którego zachowanie jest zwyczajnie sprzeczne z intuicją wyniesioną z elektroniki użytkowej. Nie jest to jednak historia o tym, że za dwa lata naładujemy telefon w sekundę.

Jedno jest pewne – to nie następca ogniwa litowo-jonowego

Słowo “akumulator” budzi bardzo konkretne skojarzenia, a nowy układ ma z nimi niewiele wspólnego. Mówimy tym razem o mikroskopijnym demonstratorze laboratoryjnym, który faktycznie potrafi pobrać energię, chwilowo ją utrzymać i oddać w postaci prądu, ale robi to w skali wciąż absurdalnie małej z punktu widzenia sprzętu konsumenckiego. Jednak wbrew pozorom, to właśnie dlatego ten eksperyment jest interesujący, o ile spojrzymy na niego nie jak na gotowy produkt, ale jako pierwszy sensowny dowód, że taki typ urządzenia da się w ogóle zamknąć w działającym cyklu.

Czytaj też: Wystarczył tani akumulatorowy trik. Odkryli sekret większego zasięgu w samochodach elektrycznych

Nowy akumulator kwantowy nie przypomina klasycznego ogniwa, w którym energia jest magazynowana dzięki reakcjom chemicznym. Tutaj badacze zbudowali wielowarstwową mikrojamę optyczną z materiałów organicznych, która pułapkuje światło i jest ładowana bezprzewodowo wiązką lasera. Kluczowe jest to, że układ pracuje w temperaturze pokojowej i w warunkach otoczenia, a nie w jakimś ekstremalnie sterylnym, kriogenicznym środowisku. Jest to o tyle ważne, że to właśnie w takich warunkach większość futurystycznych koncepcji zaczyna się sypać przy próbie zejścia z teorii do praktyki.

Jeszcze ważniejsze jest jednak to, że nie mamy do czynienia z pierwszą próbą tego zespołu. Już w 2022 roku James Quach i współpracownicy pokazali organiczną mikrojamę, w której udało się zaobserwować zjawisko “superabsorpcji”, a więc ponadklasycznego, zbiorowego poboru energii. Tamten prototyp pokazał samo szybkie ładowanie. Teraz z kolei specjaliści dołożyli do tego warstwy transportu ładunku, które pozwalają tę energię wyprowadzić jako prąd elektryczny. Innymi słowy, wcześniejsza konstrukcja przypominała bardziej laboratoryjny magazyn energii bez sensownego wyjścia, a najnowsza praca dobudowuje brakującą połowę układanki.

Najciekawsze nie jest to, że działa. Najciekawsze jest to, jak działa

Cały urok akumulatora kwantowego sprowadza się do efektów zbiorowych. W klasycznym myśleniu większy magazyn energii oznacza zwykle więcej materiału do “obsłużenia”, a więc także więcej czasu potrzebnego na ładowanie. W tym przypadku teoria i eksperyment wskazują coś odwrotnego. Gdy układ ma N jednostek magazynujących energię, czas ładowania nie rośnie proporcjonalnie, ale może maleć zgodnie z zależnością 1/√N. To oznacza, że większy akumulator kwantowy nie musi ładować się wolniej. Może wręcz przyspieszać wraz ze wzrostem skali.

Czytaj też: Ruszyła produkcja akumulatorów przyszłości. Chiny chwalą się nawet 2-krotnie wyższym zasięgiem

Brzmi to jak sztuczka słowna, ale badacze wiążą to z kolektywnym sprzężeniem światła i materii w mikrojamie. Mówiąc prościej, poszczególne elementy układu nie zachowują się jak samotne, odseparowane pojemniki na energię. W odpowiednich warunkach działają bardziej jak zsynchronizowany kolektyw, który reaguje na dopływ energii wspólnie. To właśnie taki mechanizm ma stać za “superekstensywnym” ładowaniem, czyli wzrostem mocy ładowania szybszym, niż wynikałoby to z klasycznej intuicji.

W tej publikacji faktycznie najbardziej wartościowe nie jest samo to, że układ pobiera energię w sposób kwantowo uprzywilejowany, ale to, że badacze pokazali również jego rozładowanie jako pracę elektryczną. W publikacji opisali trzykrotny wzrost zewnętrznej wydajności kwantowej względem struktur kontrolnych bez mikrojamy, a maksymalne gęstości mocy rozładowania mieściły się w zakresie około 10-40 µW/cm². To nadal bardzo mało z perspektywy użytkownika smartfona czy laptopa, ale wystarczająco dużo, by przestać mówić o czysto teoretycznym “magazynie energii bez gniazdka wyjściowego”.

Czytaj też: Zamiast grafitu włóknina z krzemem. Niemcy uczą świat, jak wyciskać więcej z akumulatorów

Idąc dalej, po przeliczeniu taki akumulator daje rząd około 0,1-0,8 nanojula energii, a więc poziom jest tak mały, że z perspektywy zwykłej elektroniki użytkowej praktycznie nie ma o czym mówić. Nie lepiej wygląda czas przechowywania ładunku, bo choć układ utrzymuje energię przez sześć rzędów wielkości dłużej, niż trwa samo ładowanie, to w praktyce mówimy o dziesiątkach nanosekund, bo typowo około 10-50 ns. Jeśli więc ktoś zapyta, czy to naprawdę pierwszy akumulator kwantowy na świecie, odpowiedź brzmi: tak, ale nie jest to jednak pierwszy krok tej dziedziny ani żaden sygnał, że za chwilę sklepy zaleją “kwantowe ładowarki”. To raczej moment, w którym eksperymentalna ciekawostka zaczyna przechodzić w stronę inżynierii.

Źródła: Nature, CSIRO

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

Pisze od 2016 roku na przeróżne tematy - od gier, po nowe technologie i na najpotężniejszych systemach wojennych kończąc. Poza tym tworzy gry i jest autorem książki fantasy pod tytułem Powrót do Korzeni.