Z punktu widzenia ewolucji seks z partnerami tej samej płci jest bezużyteczny – nie prowadzi do spłodzenia potomstwa. Geny, które wpływają na takie preferencje powinny więc w populacji zanikać, bo będą przekazywane potomstwu znacznie rzadziej lub wcale.

Mimo to zachowania homoseksualne są znane u ludzi od tysięcy lat. Występują też u wielu innych zwierząt. Z rozmaitych badań wynika też, że istnieją geny z nimi związane. Dla biologów zajmujących się ewolucją to nie lada paradoks.

W największym do tej pory badaniu genów setek tysięcy ludzi badacze znaleźli pewne genetyczne wzorce, które mogą mieć związek z zachowaniami homoseksualnymi. Wykazali też, że te same geny mogą utrzymać się w populacji, bo zwiększają szanse na znalezienie partnera i posiadanie potomstwa. Donoszą o tym w pracy opublikowanej w „Nature Human Behaviour”.  Jednak nie wszyscy są przekonani, że to niezbity dowód.

Badania nad homoseksualizmem to analiza genomów prawie miliona ludzi

Biologowie ewolucyjni z australijskiego Queensland University pod kierunkiem Brendana Zietscha wykorzystali badanie z brytyjskiego Biobanku, amerykańskiego badania National Longitudinal Study of Adolescent to Adult Health oraz firmy 23andMe. Wybrali z nich prawie 480 tysięcy osób, które deklarowały, że przynajmniej raz uprawiały seks z osobą tej samej płci. Ich geny porównano z niemal 360 tysiącami osób, które nigdy seksu z osobą tej samej płci nie uprawiały – w sumie analizie poddano geny ponad 800 tysięcy osób.

Z wcześniejszych badań tego samego zespołu wiadomo było, że istnieje niewielka różnica między takimi grupami. Nie jest to pojedynczy gen homoseksualizmu, a raczej wiele wariantów, rozsianych po niemal całym genomie. Łącznie mają też one bardzo skromny wpływ na preferencje seksualne, szacowany na maksymalnie 25 procent (minimalnie zaś 8).

Badacze tym razem postanowili wykorzystać algorytmy, żeby sprawdzić, jak takie geny mogą zachowywać się w populacji do kilkudziesięciu pokoleń naprzód. Odkryli – co dość intuicyjne – że większość z nich zaniknęłaby. Chyba, że w jakiś sposób dawałyby „przewagę reprodukcyjną”, czyli zwiększały szanse na potomstwo. Jaka to mogłaby być przewaga? Zietsch i jego zespół postanowili sprawdzić to na kilka sposobów.

Co zwiększa „szanse na potomstwo” w przypadku homoseksualizmu?

Heteroseksualnych badanych posegregowano według deklarowanej liczby partnerów lub partnerek. Okazało się, że ci, którzy deklarowali ich największą liczbę, mieli niektóre warianty genów występujące również często u osób, które deklarowały seks z osobą tej samej płci. Badacze odkryli też, że osoby deklarujące doświadczenia homoseksualne mają część genów wspólnych z osobami deklarującymi otwartość na nowe doświadczenia i skłonność do podejmowania ryzyka.

Znaleziono też jeszcze inną ciekawą zależność. Osoby heteroseksualne, ale posiadające geny związane z zachowaniami homoseksualnymi, częściej były oceniane przez ankieterów jako fizycznie atrakcyjne. Zietsch sugeruje, że na takie cechy jak urok osobisty i popęd seksualny – które wpływają na liczbę partnerów – mogą mieć wpływ geny, które wpływają także na zachowania homoseksualne.

Badanie ma sporo ograniczeń. Po pierwsze, informacje genetyczne pochodziły wyłącznie od mieszkańców Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii pochodzenia europejskiego. Po drugie, odpowiedzi ankietowanych dotyczyły samych zachowań seksualnych, a nie orientacji lub pociągu seksualnego (można uprawiać seks z osobą tej samej płci nie odczuwając pociągu seksualnego, można też odczuwać pociąg do osób tej samej płci i nigdy takiego seksu nie uprawiać).

Dodatkowo większość badanych urodziła się i dorastała w czasach, gdy zachowania homoseksualne były albo nielegalne, albo stygmatyzowane. Wiele osób, które odczuwały pociąg do osób tej samej płci mogło z tych powodów nigdy z osobą tej samej płci seksu nie uprawiać – trafiłyby więc do grupy „heteroseksualnych”, mimo, że pociąg do osób tej samej płci odczuwały.

Czy badania nad genami orientacji seksualnej były solidne?

Naukowcy niezwiązani z tymi badaniami zwracają też uwagę na inne słabe punkty. – Jest jasne, że ludzkie zachowania seksualne i reprodukcyjne są dyktowane w dużej mierze przez kulturę. Poszukiwanie ich w genach jest zadaniem graniczącym z niemożliwością – twierdzi  Julia Monk, biolog ewolucyjny z Yale University.

Qazi Rahman, psycholog z King’s College London uważa, że słabością badania jest dobór badanych. Deklaracje dotyczące zachowań seksualnych mogą być mało wiarygodne. Grupa może być zatem niereprezentatywna pod względem skłonności do ryzyka. Ponadto zdaniem Rahmana po podzieleniu badanych na cztery grupy (pod względem preferencji seksualnych i płci), sugerowane związki odkrytych genów z zachowaniami są dość słabe.

Rozczarowany badaniem jest także Dean Hammer – genetyk, który badał genetyczne podstawy zachowań seksualnych (w 1993 roku odkrył, że 33 na 40 braci o orientacji homoseksualnej posiada podobne geny w regionie Xq28 chromosomu X). Podkreśla, że definiowanie orientacji seksualnej na podstawie doświadczeń z osobą tej samej płci jest ryzykowne. Wiele heteroseksualnych osób ma za sobą takie doświadczenia podyktowane ciekawością. – To nie jest nawet zadawanie właściwych pytań właściwym osobom – twierdzi.

Hammer uważa, że badacze odkryli tylko warianty genów determinujące otwartość na nowe doznania. To tłumaczyłoby, że podobne geny mogą mieć osoby, które miały partnera tej samej płci i osoby, które miały wiele partnerów. Dodaje, że powiązanie złożonych zachowań z konkretnymi genami jest niezmiernie trudne. Uważa jednak nowe badania za cenne, bo nad orientacją seksualną prowadzi się mało badań dotyczących genetyki.

Zietsch przyjmuje te wszystkie zastrzeżenia. Dodaje, że poprzednie badania jego zespołu (oparte tylko na danych z firmy 23andMe) wykazały znaczące genetyczne podobieństwa pomiędzy osobami, które miały seks z osobą tej samej płci, a tymi, które odczuwały pociąg do osób tej samej płci (niekoniecznie mając takie doświadczenia). To sugeruje, że te same geny kontrolują obywa czynniki. Jak widać, nawet wśród genetyków i biologów ewolucyjnych nie ma zgody co do wniosków z badań orientacji seksualnej, nawet jeśli prowadzono je na licznej grupie.

Jak inaczej ewolucja mogła rozwiązać kwestię homoseksualizmu?

W teorii rozwiązanie paradoksu „genów orientacji homoseksualnej” jest proste. U kobiet taki gen mógłby zwiększać liczbę dzieci, u mężczyzn zaś wiązać się z pociągiem do mężczyzn. Z badań wiadomo, że matki osób homoseksualnych rzeczywiście mają statystycznie rzecz biorąc więcej dzieci. Może to oznaczać, że gen, który zwiększa ich dzietność, u części potomstwa determinuje preferencje homoseksualne. Szkopuł w tym, że takiego konkretnego genu nigdy nie odnaleziono.

Znajdowano natomiast inne ślady – epigenetyczne. Część z genów może być włączana i wyłączana po dołączeniu do nich niewielkiej grupy metylowej – złożonej z atomu węgla i trzech atomów wodoru – do zasad tworzących łańcuch DNA. Z wcześniejszych badań wynika, że prawdopodobieństwo orientacji homoseksualnej syna rośnie z każdą kolejną ciążą matki mniej więcej o jedną trzecią, co wskazywałoby właśnie na mechanizmy epigenetyczne, a nie na same geny. W 2015 r. badacze z University of California w Los Angeles stwierdzili, że odkryli pięć miejsc w ludzkim genomie, na których znajdują się takie wzorce metylacji.

Wiele cech, od wzrostu po inteligencję, dziedziczonych jest wielogenowo – odpowiada za nie kilka, kilkanaście, a nawet wiele dziesiątek genów. Sprawę dodatkowo komplikuje to, że geny mogą być włączane i wyłączane przez mechanizmy epigenetyczne, a te uzależnione są z kolei m.in. od czynników środowiskowych. Było by dziwne, gdyby z tak złożoną cechą, jak orientacja seksualna, było inaczej. Konkretnego genu (ani genów) orientacji homoseksualnej prawdopodobnie nie ma – tak samo, jak nie ma genu niskiego ani wysokiego wzrostu.

Źródła: Nature, Nature Human Behaviour.