Jedna z głównych ulic Salem, Central Street, przypomina znaną z książek o Harrym Potterze ulicę Pokątną. Zamiast markowych torebek i kawy w papierowych kubkach tutejsze sklepy oferują szklane kule, wypchane sowy i zioła. W Broom Closet można się zaopatrzyć w  miotłę, na której wprawdzie nie da się latać, ale – jak twierdzą sprzedawcy – „zapewnia ona stałą ochronę domu i zdrowia jego mieszkańców”.

Właścicielka Aroma Sanctum wiedźma Akuura Kulak, specjalistka w dziedzinie aromaterapii, pomoże zaprojektować indywidualny zapach, który wzmocni twą aurę, a w sklepach odzieżowych na Essex Street można wybierać spośród szat stylizowanych na średniowieczne, renesansowe i gotyckie. Ze spiczastym kapeluszem na głowie łatwo wmieszać się w tłum, który na przełomie października i listopada zapełnia ulice tego leżącego niedaleko Bostonu miasta, kojarzącego się z procesem czarownic z 1692 roku. Od lat 90. XX wieku żyje się tu z magicznej turystyki – nawet policjanci noszą na mundurach miniaturowe wiedźmy, a na odbywający się w okolicach Halloween Festiwal Zmarłych ściągają setki tysięcy turystów. Część nie przyjeżdża dla rozrywki – Salem to jeden z głównych ośrodków neopogańskiego kultu wiccan – współczesnych wiedźm, które ściągają tu, by w  nocy  z  31 października na 1 listopada świętować Samhain, początek nowego roku.

Wyznawcy wicca stanowią prawie 10 proc. mieszkańców miasteczka. Żyje wśród nich jedna z głównych wiedźm Ameryki – Laurie Cabot. Wicca narodziła się na Wyspach Brytyjskich w 1951 roku za sprawą Geralda Gardnera. Ten emerytowany urzędnik w 1939 roku dotarł, jak twierdził, do jednego z ostatnich zgromadzeń czarownic, kapłanek bogini. Tam przeszedł inicjację, a poznaną religię i jej obrzędy opisał w 1951 roku w dziele „Witchcraft Today”.

Wicca szybko znajdowała zwolenników, także za oceanem. Według danych American Religious Identification Survey, liczba zadeklarowanych wiccan wzrosła w  latach 1990–2001 z 8 tys. do 134 tys., a nieoficjalne szacunki sięgają 800 tys. Liczba pogan rośnie też w  Wielkiej Brytanii – według spisu powszechnego przeprowadzonego w 2001 roku w Wielkiej Brytanii jako „poganie” określiło się ponad 42 tys. mieszkańców. Widok druidów czczących święte drzewa, wiccan zakreślających magiczne kręgi na polanie, a w Polsce – rodzimowierców, wyznawców wiary pierwszych Słowian, topiących z pełną powagą Marzannę, przestaje być czymś niezwykłym.

Religia „zrób to sam” 

Wydawało się, że XIX i XX wiek zdeprecjonowały religie. „Ale człowiek to homo religiosus; potrzeba duchowości, ducha, który porządkuje chaos, jest pierwotna i musi być zaspokojona” – mówi dr hab. Bartłomiej Dobroczyński, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmujący się m.in. zjawiskiem New Age i relacją między duchowością a psychiką. Jak zauważa, okrucieństwa XX wieku mocno zachwiały chrześcijańskimi wartościami Zachodu. „Do tego doszła demokratyzacja życia, która prowadzi do postępującej prywatyzacji religii: tak jak samodzielnie wybieramy polityków i auto w salonie, tak samo chcemy wybierać wartości duchowe. Komponujemy z nich własny koszyk religijny: miłość bliźniego tak, wiara w piekło niekoniecznie” – dodaje Dobroczyński. 

Początkowo w religijnym supermarkecie dominował monoteizm: chrześcijaństwo, islam, judaizm. „Od lat 50. świat Zachodu przeżywał kolejne fale fascynacji religiami Wschodu: buddyzmem i hinduizmem, potem dołączyły do nich nurty neopogańskie, takie jak wicca, oraz wywodzące się z kultur pierwotnych, na przykład indiańskich, typu szamanizm” – wylicza. Powoli ta moda przenikała też do Polski, a pod koniec lat 90. wymianę wiedzy na temat nowych nurtów między zainteresowanymi ułatwił internet. 

Enenna nie wygląda na wiedźmę. Na pierwsze spotkanie w kawiarni warszawskiego kina Muranów przychodzi zwyczajnie ubrana trzydziestolatka, specjalistka w  dziedzinie zasobów ludzkich. Nie afiszuje się ze swą wiarą, pentagram dyskretnie chowa pod bluzką. Enenna zainteresowała się wicca w 1995 roku, dziesięć lat później jako pierwsza osoba mieszkająca w  Polsce została inicjowana w brytyjskim kowenie (czyli lokalnym zgromadzeniu wicca). „Jako nastolatkę porwała mnie postać Bogini Księżyca i Rogatego Boga” – mówi. Fascynowały ją rytuały: magiczny krąg, świece. „Od tego czasu przechodziłam przez różne etapy. Teraz ważny jest dla mnie aspekt transowy i inne doświadczenia przekraczania granic. Czuję, że jestem aktywna, to nie jest tylko kontemplacja i przemyślenia”. Wiedźma wraz z polskim kowenem świętuje na przełomie października i listopada Samhain, szczegóły rytuału sama wymyśla. „Kultywuję też polską tradycję odwiedzania grobów bliskich 1 listopada oraz prywatną tradycję gotowania zupy dyniowej” – dodaje. 

W  tym samym czasie Ratomir Wilkowski, informatyk z Warszawy, żerca (czyli kapłan) i teolog Rodzimego Kościoła Polskiego, obchodził słowiańskie Dziady. „Nie ma sztywnych, ustalonych praktyk. Ja na pewno zapalę znicze na grobach bliskich oraz pozostawię obiatę dla duchów zmarłych, a żyjących zaproszę na kolację ku pamięci przodków, jednocześnie pamiętając o dodatkowym nakryciu dla nich przy stole” – wylicza. Na domowym ołtarzu u Ratomira nie zabraknie również ofiary dla sprawującego pieczę nad nawiami (czyli duszami zmarłych) boga Welesa. Ratomir szczególnie ceni wolność wyznaniową i naturalność, jaką daje rodzimowierstwo: „To możliwość obrania najbardziej właściwego dla siebie sposobu zbliżenia się do boga, bogów, absolutu, bez narażenia się na konflikt z dogmatami wynikającymi z jedynie słusznych, tzw. prawd objawionych”.