Polacy mają dość wchodzenia przez Kościół w ich życie osobiste i politykę. Tak można odczytać wyniki najnowszego sondażu, który stosunek obywateli do instytucji Kościoła rysuje w podobny sposób do tego, jaki mieliśmy po wprowadzeniu zakazu aborcji i podpisaniu konkordatu w tym samym 1993 roku.

Dobra passa KK, która zaczęła się tuż przed katastrofą lotniczą w Smoleńsku (w ocenie OKO.press nie należy łączyć narodowej traumy z poprawą opinii Kościoła), zakończyła się w 2019 roku po publikacji pierwszego z filmów dokumentalnych braci Sekielskich o pedofili. Nie było to całkowite tąpnięcie, ale sygnał nadchodzących zmian.

Jeszcze bowiem w marcu tego roku działalność Kościoła pozytywnie oceniało 57 proc. Polaków, negatywnie 32 proc. - jak podawała "Gazeta Prawna". Tamte wyniki pokazywały poprawę. Przez pół roku przybyło apologetów (5 proc.), zmniejszyła się liczba negatywnie nastawionych (o 6 proc.).

Przewińmy zegar do października. Wyniki ówczesnego sondażu pokazują skutek wypowiedzi hierarchów polskiego Kościoła na temat zaostrzania ustawy antyaborcyjnej. Ludzie w buncie wyszli na ulice i przed kościoły protestować przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego, księża dorzucili tylko paliwa do tego ognia buntu społecznego. Po kilku tygodniach CBOS pokazał efekt. 

Kolejne badanie, już w listopadzie, „Rzeczpospolita” zamówiła w sondażowni IBRiS. Wyniki pozwoliły redakcji tego dziennika opublikować artykuł pod tytułem „Kościół w błyskawicznym tempie traci wiernych”. Pozytywny stosunek do KK zgłosiło 35 proc. badanych, 31 proc. ma neutralny a negatywny 32 proc. – Kościół od dłuższego czasu traci autorytet, ale teraz widać to naprawdę wyraźnie – komentował wyniki w „Rzeczpospolitej” Tomasz Terlikowski.

Te wyniki odzwierciedlają skutek m.in. publikacji (m.in. film dokumentalny TVN24 „Don Stanislao”) informacji niekorzystnych dla kard. Stanisława Dziwisza, b. metropolity krakowskiego i dawnego sekretarza Jana Pawła II. Zarzucono mu, że jako metropolita ukrywał przypadki pedofilii, później także zatajał je przed papieżem. Gdy ankieterzy IBRiS zapytali wprost o ocenę Dziwisza, źle oceniło go 58 proc, dobrze 20 proc.

Mamy połowę grudnia i CBOS pokazuje nowe wyniki badań stosunku Polaków do Kościoła. Stawiającego go w niekorzystnym świetle wydarzenia od września potoczyły się lawinowo i nasze opinie o KK są w dominujący sposób negatywne. Już tylko 41 proc. osób wyraża się o KK pozytywnie. Negatywne reakcje sięgają już 47 proc.

O ile nie dziwi, że zwolennicy PiS oceniają Kościół dobrze (82 proc.), a zwolennicy PO źle (79 proc.), to zaskakiwać mogą opinie wyborców Szymona Hołowni (83 proc. ocenia KK źle, 13 proc. dobrze), który jako polityk opozycyjny nie ma jednak radykalnie różnych poglądów (np. na aborcję) od tych wyrażanych przez stronę kościelną.

 

Dokonująca analizy najnowszych wyników sondażu CBOS, redakcja OKO.press zwróciła uwagę na szereg działań prowadzących do osłabienia pozycji hierarchów Kościoła, jak i instytucji, którą reprezentują.

- Spadek  od września był spowodowany przede wszystkim aprobatą Kościoła dla zaostrzenia i tak bardzo restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej – czytamy na OKO press. Nałożyło się to na stały problem braku rozliczania czynów pedofilskich księży, wzmacniany jeszcze przez rozkładanie parasola ochronnego nad sprawcami. Według OKO.press, w ostatnich miesiącach „media udokumentowały zarzuty wobec 14 biskupów, którzy ukrywali sprawców przestępstw seksualnych lub sami je popełniali”.

Kolejny problem też nie jest nowy, bo chodzi o sojusz Kościoła z rządzącymi. Gdy hierarchowie doprowadzili w pierwszej połowie lat ’90 do spisania konkordatu i zakazania aborcji, Polacy odwrócili się od instytucji głęboko wchodzącej nie tylko w politykę, ale i w ich życie osobiste. Symbolicznym tego podsumowaniem był powrót do władzy lewicy i wybór Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta.

Ostatnia kwestia zniechęcająca Polaków do Kościoła to, w ocenie OKO.press, nieudolna i szkodliwa komunikacja społeczna nieprzystająca w formule i treści do 2020 roku. Pomimo ewidentnego kryzysu wiary, braku zaufania czy wręcz zniechęcenia instytucją KK, hierarchowie w swoich kazaniach dodatkowo antagonizują społeczeństwo używając wobec protestujących na ulicach pejoratywnych określeń, łącznie z nazywaniem ich „mordercami”.