No i wreszcie wśród nerdów prawie nie było dziewczyn. Jak byłam gówniarą i poszłam w miejsce, gdzie grało się w karcianki czy planszówki, to cała sala patrzyła na mnie, jakbym przyleciała z innej planety. Kiedyś przychodzę do klubu osiedlowego na jakieś spotkanie nerdów, o którym mówił starszy sąsiad. Siadam do stolika, nie bardzo wiem, jak się gra, ale może ktoś pomoże, bo to spotkanie dla początkujących. Naprzeciwko mnie siada nastoletni bóg karcianek, rodzice pozwalają mu mieć długie włosy i ubierać się na czarno, więc jest chyba najbardziej cool osobą na sali. Cały klub zamiera w oczekiwaniu. Mówię przestraszona, że mam karty, ale nie umiem grać. Pół sali toczy bekę, bo przecież to oczywiste, że dziewczyna nie umie grać, niech sobie idzie oglądać „Bravo Girl”. Robi mi się strasznie przykro, ale nie płaczę, od tego jest starsze rodzeństwo, żeby człowieka uodpornić na szyderę i kpiny. Drugie pół sali na wyścigi oferuje, że mnie nauczy i że pomogą mi grać, dadzą swoje karty.

Jestem niska, więc jeden nawet przynosi mi wyższe krzesło, żebym sięgała do stołu. Jedna połowa sali ustawia się za moimi plecami, druga połowa stoi za plecami demonicznego gówniarza. Daruję sobie opowiadanie ze szczegółami, co się działo później. Powiem tylko, że wywiązały się co najmniej dwie bójki (bez mojego udziału), nie nauczyłam się grać, zgubiłam karty, które pożyczyłam od sąsiada, i dostałam na pocieszenie pięć razy tyle nowych. Poznałam też kilku starszych chłopaków z mojej podstawówki i razem z nimi przez kolejne lata prowadziliśmy mniej lub bardziej intensywny transfer zainteresowań. Dzisiaj ten świat wygląda tak samo. Część to proste cepy o poglądach godnych neandertalczyków. Druga część nie skreśli mnie tylko dlatego, że jestem dziewczyną. Większość co prawda podejdzie do mnie protekcjonalnie, bo uzna, że z racji płci moja ekspertyza może być dyskusyjna. Z punktu widzenia gówniary coś takiego było ekstra, bo zawsze znalazła się kupa chłopaków gotowych, by objaśniać mi świat magii, potworów i statków kosmicznych. I można się było od nich uczyć w nieskończoność. Problem pojawił się trochę później: gdzieś tak pod koniec liceum odkrywam, że dziewczyny są wyraźnie dyskryminowane.

Goście od karcianek po prostu ich nie zapraszają. W grach fabularnych wszyscy oczekują, że dziewczyny będą czarodziejkami uzdrowicielkami i gdzie im tam machać mieczem. U zaprzyjaźnionych dziewczyn z bractwa rycerskiego dochodzi do impasu, bo bractwo zarządza oficjalnie, że dziewczyny nie mogą chodzić w zbrojach i walczyć. Bez sensu. Niby wszyscy chowali się na Ursuli Le Guin i Andrzeju Sapkowskim, ale to, że pierwsza była kobietą, a u drugiego kobiety były w pełni upodmiotowionymi feministkami, zdaje się nic nie znaczyć. Potem z zadowoleniem odkrywam, że dyskryminacja kobiet kończy się gdzieś na studiach. Bo wtedy zaczynamy się oswajać z myślą, że kobiety to też ludzie tacy jak my, tylko bez penisów, i można z nimi grać w strzelanki, a nie tylko chodzić za rękę. Na Tinderze jest masa nerdów. Po pierwsze, zawsze byli mniej popularnymi dzieciakami i nawet jako dorośli czują pewien strach przed podrywem, a przez aplikację jest łatwiej. O tym, że Tinder jest jak gra RPG, już mówiłam, więc nerdy bez problemu tworzą sobie ładne opisy i wstawiają ciekawe zdjęcia. Nie ma spiny, bo nie trzeba do dziewczyn podchodzić na żywo, tylko wszystko można robić na odległość. Szacuję, że jakieś 40 procent facetów, których poznałam na Tinderze, to nerdy. Spora część to nerdy bardzo aktywne i dalej zajmujące się tymi samymi grami i kartami, którymi zajmowali się dwadzieścia lat temu.

Część to faceci, którzy kiedyś dużo grali i siedzieli w temacie, ale potem trzeba było wydorośleć i zapieprzać. I rozmowa o nerdtematach jest dla nich trochę jak powrót do dzieciństwa – twarze im się rozjaśniają, bo możemy razem ponabijać się ze starych gier. Ale dlaczego ich polecam? Po pierwsze, mało która grupa ogarnia tak dobrze popkulturę jak oni. Zawsze mają do polecenia ciekawy serial. Wytłumaczą, dlaczego ludzie podniecają się łapaniem pokemonów i dlaczego CD Projekt zarabia tyle hajsu. Siedzą w internecie prawie od początków jego istnienia, czytają popularną literaturę, prawie nic, co ludzkie, nie jest im obce. Po drugie, jak wspomniałam, nerdy to grupa, która dużo czytała i mało się socjalizowała. Znajdziemy wśród nich zwyczajnych geniuszów. Nieoszlifowane towarzysko diamenty potrafią nas rozłożyć na łopatki wiedzą na każdy temat. I wcale nie mówię o cholernych smokach. Oni po prostu byli dociekliwi, przeczytali wszystko, mieli masę zainteresowań. I potrafią tak sobie żyć, zupełnie nieświadomi tego, że są niebywale ciekawymi kolesiami.