Polscy myśliwi na swoich  wyprawach łowieckich używają zwykłych samochodów terenowych, pikapów lub – co najwyżej – czterokołowców-quadów. Tymczasem na świecie produkuje się wyspecjalizowane auta dla myśliwych. Takie pojazdy tworzył kiedyś słynny Franco Sbarro. Ekstrawagancki projektant ze Szwajcarii na początku swojej kariery żył z budowy replik oldtimerów oraz z aut do polowań, które kupowali odeń arabscy szejkowie. Na zamówienie takiego milionera designer przerobił rolls-royce'a z nadwoziem typu kabriolet. Jak Sbarro dopasował luksusową limuzynę do potrzeb polowania? Usunął drzwi, żeby do środka dało się wchodzić szybko i  bez przeszkód. Banalne? A i owszem! Znacznie bardziej skomplikowany i „myśliwski” pełną gębą był jego Windhawk. Do stworzenia tej dużej terenówki projektant użył nadwozia mercedesa klasy G i 217-konnego silnika o pojemności 6,9 litra. Dołożył do auta trzecią (napędzaną) oś, w dachu wyciął dwa wielkie otwory i zamontował fotel, który dzięki hydraulicznemu wysięgnikowi dało się unieść na wysokość 80 cm ponad poziom kabiny. Z perspektywy takiej „ambony” można było polować znacznie skuteczniej! Właściciel tego auta – król Arabii Saudyjskiej Khalid (panował od 1975 do 1982 r.) – polował z sokołami. Specjalnie na jego potrzeby Sbarro w aucie zamontował lodówkę, ponieważ ptaki musiały mieć zawsze świeże mięso...     

Potwór najeżony strzelbami

Amerykańska firma Critter Gitters specjalizuje się w  budowie pojazdów łowieckich. W  teksańskiej manufakturze powstają m.in. pikapy, które mają ławki dla myśliwych na dachach, a w baganikach – nożycowe podnośniki z koszem dla strzelca. Specjalny hydrauliczny mechanizm unosi myśliwego na kilkanaście metrów nad ziemię, na wysokość koron drzew, żeby widział dalej i lepiej! 

Mniej skomplikowany, ale za to naprawdę dziwaczny jest Jeep Unlimited Top Drive – samobieżna wieża strzelecka lub Safari Car – stary Volkswagen, któremu na potrzeby strzelców odjęto dach. Zręczny spawacz wyciął też w nim drzwi i wszystkie słupki (nawet te przednie), a dla ochrony pasażerów na aucie umieścił klatkę z solidnych rur. Właśnie dlatego w tym samochodzie, oczywiście pomalowanym w barwy ochronne, widoczność jest niczym nie ograniczona – myśliwi mogą zacząć strzelać już w czasie jazdy. 

Najciekawsze są duże ciężarówki myśliwskie Critter Gitters. Do każdego takiego pojazdu, który jest większy niż trucki startujące w Rajdzie Dakar i który napędza zawsze potężny silnik (np. 400-konny V-8), wchodzi co najmniej kilkanaście osób. Na pokładzie są wygodne obrotowe fotele (żeby strzelać, nie trzeba nawet wstawać z miejsca), zbiornik z wodą, zlew do oprawiania upolowanej zwierzyny, a nawet toaleta! Forma karoserii kojarzy się z wozami bojowymi, które dla zabezpieczenia przed wybuchem miny mają charakterystyczne trójkątne dno. W przypadku aut myśliwskich nie chodzi jednak o odporność na eksplozję: kształt kadłuba Critter Gittersa sprawia, że wehikuł łatwiej przebija się przez krzaki, a gdy jedziemy przez głębokie kałuże, błoto nie dostaje się do kabiny. 

Wybrednym i bardzo majętnym  myśliwym doskonale służy Range Rover przygotowany wespół z rusznikarską firmą Holland&Holland. Ten samochód technicznie i wizualnie nie odbiega od innych range’ów, został jednak luksusowo wyposażony. Range’a wykończono drewnem i skórą, między tylnymi fotelami umieszczono lodówkę, zaś w bagażniku odpowiednią szafkę na broń i amunicję. Szafka, jak przystało na auto dla bardzo bogatych myśliwych (cena 131 tysięcy euro, czyli pół miliona złotych), jest drewniana i pokryta pięknie połyskującym fornirem. 

Są też pojazdy do polowań, które można kupić taniej. W America's Minitruck Center z  Boresford w  Południowej Dakocie kupują małe dostawczaki z Japonii – suzuki i daihatsu, a następnie je przerabiają. Choć samochody są napędzane mały silnikami, o pojemności zaledwie litra, Amerykanie wyposażają je w napęd na wszystkie koła. Na takiej „bazie” można zabudować małą wieżę lub namiot strzelecki, a w miejsce kół założyć gąsienice. Minitrucki z Boresford zmieniają się wtedy w minitransportery, którymi da się przejechać choćby przez bardzo głęboki śnieg. Drżyj, zwierzyno...  

Na ryby, na grzyby...

Wilcraft też służy do polowania, ale choć może jeździć po asfalcie, jego żywiołem jest przede wszystkim lód lub tereny bagienne. Kadłub tego pojazdu jest długi i stosunkowo wąski, zupełnie jak, no właśnie, jak łódź. Wilcraft to – oczywiście znacznie upraszczając – aluminiowa łódź, do której amerykańscy spryciarze zamontowali koła z balonowymi oponami oraz napędzający je silnik. Wilcraft nie jest może szybki (prędkość maksymalna to zaledwie kilkanaście km/godz.), nie jest też zdobywcą górskich przełęczy (wprawdzie prześwit ma większy niż normalne SUV, ale silnik ma pojemność ledwie 300 cm3, zaś skrzynia biegów tylko dwa przełożenia – do przodu lub wsteczny). Za to można nim pływać! Producent przewidział, że jego maszyna musi być wielofunkcyjna i uniwersalna. Dlatego można ją doposażyć w  platformę do wożenia psa myśliwskiego oraz specjalny namiot, który osłania przed wiatrem, deszczem i mrozem – Wilcraft nadaje się do polowania zimą o każdej porze roku.