Od dawien dawna żyjemy w męskim świecie. Jeszcze w XVI wieku paryski chirurg Ambroży Pare pisał o kobiecie jako o „okaleczonym samcu”. Sto lat później Casper Hoffman dowodził, że „kobieta to niedoskonały mężczyzna, bo jest zimniejsza w humorach i temperaturze, a jej genitalia są niedoskonałą wersją męskich, dlatego kryją się wewnątrz ciała”. Nawet ceniony do dzisiaj Zygmunt Freud był święcie przekonany, że kobiety cierpią na kompleks braku penisa. Winston Churchill – skądinąd szczęśliwy małżonek i ojciec czterech córek – mawiał: „Nic mnie nie przekona, bym głosował za równym prawem wyborczym dla kobiet”.

Nie dziwi więc, że sięgając w głąb historii, tak niewiele znajduje się kobiet, które odegrały w niej znaczącą rolę. Jeśli już, to częściej są to kobiety mityczne lub legendarne, kobiety – symbole niż realnie istniejące osoby, jak choćby Wenus, Pandora czy Ewa. Poniżej nasza subiektywna lista rzeczywistych kobiet, które w ten czy inny sposób wpłynęły na bieg dziejów. Takich kobiet, które oddziałały na świat, nie tracąc przy tym cech czysto kobiecych, co nader często zdarzało się np. ważnym w historii monarchiniom.

NOS, KTÓRY PRAWIE ZMIENIŁ ŚWIAT


Mało która naprawdę istniejąca kobieta starożytności tak silnie zapładniała wyobraźnię późniejszych stuleci jak ostatnia władczyni z panującej w Egipcie dynastii Ptolemeuszy, Kleopatra. Z równym powodzeniem pojawiała się w utworach Szekspira i komiksowych przygodach Gala Asteriksa. Nakręcono o niej kilkadziesiąt filmów, w tym najbardziej kosztowną superprodukcję początku lat 60., z Elizabeth Taylor w roli głównej. A wszystko to dobrze ponad dwa tysiące lat po jej śmierci. Do legendy przeszła jako egzotyczna piękność znad Nilu; tak oszałamiająca, że mężczyźni gotowi byli oddać życie za jedną spędzoną z nią noc. Jej współcześni – nie kwestionując kobiecego czaru królowej – opisywali ją jednak w niezbyt romantyczny sposób. Była w ich oczach „królową nierządnicą” (Pliniusz Starszy), „demoniczną uwodzicielką” (Horacy) czy po prostu dziwką (Propercjusz). Wiele stuleci później Dante musiał uważać podobnie, skoro na kartach „Boskiej komedii” umieścił Kleopatrę w piekle. Cóż, wbrew wyidealizowanemu obrazowi starożytności, jaki mamy dzisiaj, żyjący wówczas ludzie uwielbiali ocierające się o pornografię epitety i Kleopatra nie jest tu żadnym wyjątkiem. O ile więc kwestię nie najlepszego prowadzenia się królowej warto potraktować z przymrużeniem oka, jako opinie spłodzone przez przeciwników politycznych z kręgu Rzymu, o tyle opinie o jej legendarnej urodzie są z pewnością wymysłem literackim. Już Blaise Pascal pisał: „Gdyby nos Kleopatry był krótszy, inne byłoby oblicze świata”. Opinię tę potwierdza wizerunek Egipcjanki, znajdujący się na denarze z 32 r. p.n.e oraz kilku zachowanych do dnia dzisiejszego posągach.

Spiczasty nos i podążający jego tropem grubawy podbródek Kleopatry nie przeszkodziły królowej rozkochać w sobie Juliusza Cezara, z którym miała syna Cezariona, a po jego śmierci wdać się w gorący, spuentowany dwójką potomków, romans z Markiem Aureliuszem. Nie wiadomo, ile związki te miały wspólnego z miłością, wiadomo jednak, że były doskonałym sposobem na zachowanie niezależności wówczas już bardzo „starożytnego” Egiptu od Rzymu. O tym, jak było to potrzebne, najlepiej świadczy fakt, że po przegranej bitwie pod Akcjum (Kleopatra i Marek Aureliusz kontra Oktawian), samobójstwie Marka Aureliusza i rychłej śmierci samej Kleopatry, ukąszonej przez żmiję (szczegółowy opis jej samobójstwa zawdzięczamy Plutarchowi), Egipt utracił niepodległość, by odzyskać ją dopiero 12 lutego 1922 r., a więc po 1953 latach...

MILCZĄCY ŚWIADEK