"Dlaczego kobiety uprawiają sex z facetami?” – zastanawia się autor artykułu zamieszczonego na jednym z polskich portali internetowych. Wbrew pozorom takie pytanie warto zadać, zmieniając tylko nieco akcenty. Otóż: dlaczego mężczyźni ciągle jeszcze uprawiają seks z kobietami, skoro mają pod ręką sieć? Śmieszne? Nie bardzo. Seks uprawiany przez i dzięki internetowi stał się ostatnio zagrożeniem dla seksu realnego. I nie chodzi bynajmniej o wywoływanie paniki moralnej ani o nakłanianie do nałożenia na pornografię w sieci cenzorskiego kagańca. A więc o co? Porno w sieci zmienia nasz styl życia. Pod jego wpływem upowszechniają się nowe normy obyczajowe, a nawet nowa moda. Co gorsza, seks w sieci zmienia zachowania obu płci. Dla mężczyzn pornografia z internetu to uzależniający tygiel superbodźców, odciągających od seksu oraz związków intymnych w świecie rzeczywistym. Dla kobiet – źródło wzorców przekraczania ograniczeń w sferze seksualnej i platforma seksualnej emancypacji.

Pornomoda, pornocodzienność…

Seks był zawsze towarem poszukiwanym. W 1996 r. w Stanach Zjednoczonych wypożyczono 665 mln filmów kategorii XXX. W latach 90. XX wieku w USA tygodniowo pojawiało się 150 nowych obrazów tego typu, rocznie zaś około 8 tys. Całkowita suma wydatków Amerykanów na pornografię komputerową, dostęp do stron www z seksem, peep-shows, kasety wideo, płyty DVD i drukowane magazyny pornograficzne wyniosła w 1998 roku 8 mld dolarów. Inne szacunki mówią, że w roku 1999 na pornografię internetową, pomijając inne nośniki treści obscenicznych, Amerykanie wydali 2 mld dolarów. Internetowe porno produkowane w Europie przynosiło już 10 lat temu miliard euro zysków rocznie.Tak było przed ekspansją sieci, zanim połowa obywateli państw zachodnich uzyskała dostęp do szerokopasmowego internetu. Obecnie wartość całego światowego internetowego biznesu pornograficznego szacuje się na 57 mld dolarów, z czego 12 mld przypada na Stany Zjednoczone. Średnio dziennie notuje się 68 mln wejść na strony porno, co stanowi 25 procent wszystkich kliknięć myszą na dowolne strony www. Połowa czasu spędzanego w internecie – globalnie – to „grzebanie” w treściach okołoseksualnych.

Co istotne, dostarczyciele i odbiorcy sieciowej pornografii są odpowiedzialni za większość poważniejszych internetowych „rewolucji” technologicznych i komunikacyjnych. Wiele usług (np. błyskawiczna wymiana filmów wykorzystująca narzędzie zwane w Polsce „torrentami” lub portale typu YouTube) to po prostu klony narzędzi, które wcześniej wykorzystywano do dystrybucji pornografii. Wszystko to sprawia, że pornografia jest dzisiaj bardzo łatwo dostępna. Kiedyś porno trzeba było szukać, teraz należy przed nim uciekać. Natrafienie na pornografię w internecie bez intencji poszukiwania treści seksualnych jest niezmiernie proste. Wystarczy wejść na strony dostarczające w zamierzeniu „zwyczajnej” rozrywki, jak choćby rosyjskie www.fishki.net, gdzie komiczne zdjęcia, dowcipy i rysunkowe żarty okraszone są reklamami stron pornograficznych i zdjęciami kobiet pozbawionych bielizny. Nawet nastoletni użytkownicy internetu uważają, że trudno jest uniknąć niechcianych treści seksualnych. To dlatego, jak stwierdził socjolog Michael Flood, 84 proc. australijskich nastolatków sądzi, że oglądanie pornografii jest wśród ich rówieśników powszechne.

W efekcie postępuje pornografizacja głównego nurtu kultury. Oznacza to, że mamy do czynienia z rozmywaniem granic między pornografią a modą, porno a sztuką, prezentacjami seksualnymi a wszelkimi innymi formami medialnej rozrywki. Za sprawą porno dostępnego w sieci zmienia się także nasze życie codzienne. Wkraczają do niego pornoschematy ubioru i higieniczno-kosmetyczne. Golenie wzgórków łonowych na rozmaite fantazyjne wzory to ewidentny przykład przechodzenia wzorców z sieciowego porno do życia codziennego. Upowszechnienie się, nawet wśród nastolatek, silikonowych wkładek to z pewnością efekt podglądania uwypuklonych chirurgicznie biustów w filmach pornograficznych. Podobnie jest ze slut-wear, czyli z wyglądem przypominającym strój roboczy pornoaktorek, który można do woli oglądać w miejscach z założenia niepornograficznych, np. na stronach takich jak fotka.pl czy białekozaczki.pl. Strony tego typu zapełnione są zdjęciami młodych kobiet, bynajmniej niebędących aktorkami filmów erotycznych, ale wypinających pupy odziane w stringi i krótkie kraciaste spódniczki, w białych kozakach na wysokiej szpilce, utipsowanych na różowo i spalonych w sztucznym słońcu solarium.

To w wyniku spopularyzowania porno w sieci pojawiła się nowa idea sexercise (seksgimnastyki czy seksaerobiku). Dzięki spowszednieniu pornografii taniec przy rurze, oczywiście w odpowiednim, wypatrzonym w pornoprodukcjach kusym stroju, stał się dzisiaj jedną z metod (nieproblematyczną!) zrzucenia wagi. Dlatego jak grzyby po deszczu powstają kluby, w których panie, niebędące prostytutkami ani aktorkami porno, ćwiczą pornogimnastykę w pornostrojach.

Chcę tak jak w sieci

Wydaje się, że musi istnieć zależność między oglądaniem tak licznych i tak nachalnych materiałów pornograficznych w internecie a uprawianiem seksu w realu. I rzeczywiście zależność taka istnieje. Odkryto np., że uczniowie i studenci uczą się „mechaniki seksu” z filmów porno i że jest to powszechne, przynajmniej na zachodzie Europy. U młodych ludzi zaobserwowano co najmniej kilka efektów oglądania sieciowej pornografii. Po pierwsze ich podejście do seksu i technik seksualnych liberalizuje się, co oznacza, że młodzież akceptuje bez większego zażenowania techniki, które jej dziadkom nie przyszłyby nawet do głowy. Paradoksalnie, ma to dobre strony – młodzież ma większą wiedzę o seksie. Jednocześnie jednak dopuszcza przedstawienia pornograficzne jako broń w walce o pozycję w szkole i w grupie rówieśniczej. Za sprawą telefonów komórkowych upowszechniło się porno bez kabla. Doniesienia medialne o kręceniu i rozpowszechnianiu filmów pornograficznych z udziałem uczniów w gimnazjach obrazują jedynie wierzchołek góry lodowej. Zawsze i nieodmiennie podniecają się taką kieszonkową pornografią chłopcy, dziewczęta natomiast mają o czym plotkować, używając obrazów roznegliżowanych koleżanek jako narzędzia walki o władzę. Inną możliwą reakcją na sieciowe porno u młodych ludzi jest szok i zdegustowanie po kontakcie z prezentacją mocno niestandardowych technik seksualnych (np. pissingu lub fistingu).


Szwedzkie badaczki Christina Rogala i Tanja Tydén w 1999 r. wzięły pod lupę tysiąc kobiet między 14. a 24. rokiem życia, odwiedzających sztokholmską klinikę planowania rodziny. Okazało się, że 84 proc. z nich miało kontakt z pornografią. Po przeprowadzeniu badań Rogala i Tydén ustaliły, że istnieje ścisły związek między oglądaniem materiałów pornograficznych a zachowaniami seksualnymi młodych kobiet. Tylko 27 procent spośród tych kobiet, które nigdy nie widziały filmów porno, kiedykolwiek odbyło stosunek analny. Pośród tych, które miały kontakt z pornografią, uczyniła to aż połowa. W dzisiejszych filmach porno seks analny w wykonaniu aktorów traktowany jest jako jeden z kąsków głównych, nie zaś jako perwersja obecna wyłącznie w produkcjach niszowych. W latach 70. taką rolę pełnił seks oralny, którym dzisiaj zaczyna się niemal każda scena pornograficzna. Słowem, nie tylko seks oralny stał się dziś pornograficzną normą, jest nią też seks analny, prezentowany w nierealistyczny sposób.

Zdaniem szwedzkich badaczek częste oglądanie filmów i materiałów pornograficznych ze scenami seksu analnego decyduje o dużym odsetku dziewcząt uprawiających ten rodzaj seksualnej rozrywki. Jeżeli uznamy szwedzkich nastolatków za grupę obrazującą liberalne trendy w kulturze Zachodu, to w przyszłości seks oralny i analny staną się stałymi elementami gry seksualnej, na którą pod wpływem sieci kobiety łatwo się zgodzą.

Kokaina internetu

Pornografia zawsze przyciągała mężczyzn i była dla nich tworzona. Dziewczęta oglądają pornografię w sieci o wiele rzadziej i ze znacznie mniejszym entuzjazmem niż chłopcy. Pośród 16 i 17–latków w Australii aż 3/4 chłopców i tylko jedna dziewczyna na dziesięć oglądało produkcje porno. Często i regularnie zagląda na strony pornograficzne 38 proc. chłopców i ledwie 2 proc. dziewcząt. W Kanadzie przynajmniej raz w miesiącu z pornografią miało kontakt 33 proc. chłopców i 2 proc. dziewcząt. Porno to dla mężczyzn kokaina internetu. Jak zauważyła w 2008 r. Kimberly Young (znana na całym świecie pionierka badań nad uzależnieniem od internetu, założycielka The Center for On-Line Addiction – Centrum Pomocy dla Uzależnionych od Sieci), kiedy mężczyźni czują się dzisiaj zdesperowani, smutni, przepracowani – zamiast pić lub palić – oglądają w sieci porno. I tak jak od papierosów i alkoholu, uzależniają się od sieciowej pornobaśni.

W hard porno kobiety wykonują wszystkie czynności chętnie i bez zbędnego gadania. Porno w sieci to rozległa mitologiczna kraina fantazji, wypełniona wydętymi ustami, wygolonymi kroczami, imponującymi penisami, kobiecymi wytryskami, silikonowymi piersiami, nogami w siatkowych pończochach, butami na niebotycznych obcasach i kostiumami bikini. W tej krainie jest tyle prawdy, ile w grze „Diablo”. W sieci nie ma problemów, słowa „nie”, bólu głowy, huśtawek emocjonalnych, dyskusji o uczuciach itp. Dlatego ta kraina jest tak atrakcyjna dla mężczyzn. Ale nie ma nic za darmo. Wejście do tego nierzeczywistego świata może spowodować, co pokazują studia nad nałogowcami, zaburzenie postrzegania rzeczywistości i prawdziwych partnerek.

W 1998 r. odkryto, że uzależnienie od internetu niszczy związki, zmniejsza zainteresowanie kontaktami z żywymi ludźmi, zwłaszcza kontaktami seksualnymi z aktualną partnerką. Uzależnienie od sieciowego porno rujnuje życie seksualne małżeństw, zaburza cykl randkowania i radykalnie zmniejsza zainteresowanie spotykaniem się z kobietami na etapie przedmałżeńskim. Do tego wszystkiego negatywnie wpływa na pracę zawodową i przyjaźnie. Oczywiście nie wszyscy konsumenci sieciowej pornografii to nałogowcy, jednak są grupy szczególnie narażone na uzależnienie. Podstawowym czynnikiem ryzyka jest płeć – sieciowe porno częściej wciąga mężczyzn. Są też inne czynniki. Ich zestaw został określony po raz pierwszy w 1998 r. przez Alvina Coopera – po polsku można go nazwać Modelem DAN (Dostępność, Anonimowość, Niska cena). Wskazuje on, że treści porno są – po pierwsze – łatwo dostępne w zaciszu domostwa. Nie trzeba się o nie starać, nie trzeba kontaktować się z ludźmi (np. sprzedawcą), nie trzeba wchodzić do sex-shopu. Wiąże się to – po drugie – z anonimowością. Nie musimy narażać się na kontrolę społeczną i związany z tym stres, nikt nie widzi, co oglądamy i co robimy w trakcie oglądania. No i po trzecie – obecnie treści pornograficzne prawie nic nie kosztują.

Wszystko to powoduje, że mężczyźni uzależniają się od seksu w sieci, nawet jeśli początkowo nie destabilizuje to ich funkcjonowania w sferze seksualnej poza internetem. Nałogowcom seks w sieci rujnuje związki, a nawet ci, którzy nie są jeszcze nałogowcami, mają obiekcje przed nawiązywaniem trwałych relacji z kobietami. Innymi słowy, w efekcie oddziaływania internetu jest dzisiaj dużo seksu a mało związków.