Obecnego na przyjęciu profesora, speca od ludzko-psich relacji zaskoczono pytaniem o politykę. Stanley Coren nie umiał przywołać żadnego badania wskazującego, czy fakt posiadania zwierzęcia domowego może być wskaźnikiem politycznych przekonań. Czując presję pozbawionych jednoznacznej odpowiedzi kolegów, Coren pośpiesznie wypełnił tę lukę w swojej (i naszej) wiedzy.

- Potrzebowałem dwóch rzeczy. Danych o głosowaniu i posiadaniu zwierząt domowych. W obu przypadkach dobrą bazą oficjalnych informacji dysponują nasi sąsiedzi z południa. Amerykański związek weterynarzy, AVMA, pod koniec 2018 roku opublikował potrzebny mi raport z podziałem na stany i typy zwierząt. Nałożyłem go na dane z ostatnich czterech (lata 2004, 2008, 2012 i 2016) wyborów prezydenckich – prof. Coren pisze na serwisie psychologytoday.com.

Pierwsze, co uderzyło go w rezultatach, to jak mocno posiadanie zwierzęcia związany jest z zachowaniem wyborcy podczas głosowania. - Także to, że niezależnie od wygrania wyborów przez kandydata jednej czy drugiej partii, możliwość prognozowania działań wyborcy - bazując na obecności w jego życiu zwierzęcia domowego - była zaskakująco niezmienna – tłumaczy psycholog.

Mieszkańcy stanów, w których posiadanie zwierzęcia domowego jest najbardziej popularne, głosują najczęściej (80 proc.) na kandydatów Partii Republikańskiej. I odwrotnie, brak zwierzęcia pozwala prorokować, że głos zdecydowanie częściej (także 80 proc.) oddany będzie na Demokratę. Podział na typy zwierząt żyjących w domach wyborców daje równie ciekawy obraz.

- Najbardziej fascynujące okazało się podzielenie preferencji wyborczych z uwzględnieniem typu zwierzęcia domowego. Stany z największym odsetkiem miłośników psów mają silną inklinację (średnio 90 proc.) w kierunku Partii Republikańskiej. Stany na drugim końcu spektrum równie chętnie (także średnio 90 proc.) głosują na kandydata Partii Demokratycznej. To nie jest przypadkowy wynik – uważa Stanley Coren.

Zaskoczył go wynik oceniany wyborczych decyzji przez pryzmat miłości do kotów. Niezależnie, czy futrzak w domu był, czy go nie było, możliwość wywróżenia zachowania osoby głosującej wynosiła ok. 50 proc. Według kanadyjskiego badacza to ”rezultaty statystycznie nieistotne”.

- Pozostaje pole do debaty o tym, dlaczego posiadacze psów chętniej głosują na Republikanów. Czy to znaczy, że ktoś, kto nie trzyma w domu zwierzęcia jest bardziej liberalny, ma lewicowe poglądy? Za mało opublikowano badań, bym mógł się jakimiś podeprzeć w dokonaniu oceny. A koty.. Cóż, czy kogoś dziwi, że bazując na ich obecności w naszym życiu nie można antycypować zachowań wyborczych? W końcu te zwierzęta same są nieprzewidywalne – podsumowuje psycholog.