Zaangażowana polityka coraz częściej przenosi się z ulic do sieci. Razem z nią przenoszą się prawa do wolności wypowiedzi, zgromadzeń publicznych czy informacji . Jeżeli jedni mają do nich dostęp, a inni nie, prawa te wydają się być naruszane - czytamy w ”Journal of Applied Philosophy” W tej publikacji internet jawi się jako siła mogąca chronić prawo do życia, wolności czy zakazu tortur.

 – Jest to środek pozwalający miliardom ludzi wieść minimalnie przyzwoite życie – uważa autor tekstu i etyk z uniwersytetu w Birmingham, dr Merten Reglitz. Naukowiec zwraca uwagę, że we współczesnym świecie ciężko traktować dostęp do internet jako luksus. – Jest to natomiast, i tak powinniśmy go postrzegać, moralne prawo człowieka i każdy z nas powinien mieć do niego dostęp. Bez cenzury i monitorowania tego, co w nim robimy – przekonuje etyk.

Wśród praw człowiek są tzw. prawa i wolności polityczne. Są to przykłady wolności, bo władza państwowa powstrzymuje się od ograniczania określonych obszarów naszego życia. I godzi się np. że możemy jej patrzeć na ręce. Sęk w tym, że dostęp do informacji o działaniach rządzących  i osób publicznych jest dziś niemal tożsamy z posiadaniem dostępu do sieci.

Ciężko w XXI wieku mówić o posiadaniu prawa do wypowiedzi jeżeli jesteśmy na stałe ”offline”. Tak jest zorganizowany nasz świat, że nie wystarczy stanąć na skrzynce po jabłkach na parkowym skwerze i czekać, aż ktoś nas wysłucha. Debata polityczna przeniosła się na fora i serwisy społecznościowe. Można tego nie chcieć czytać, ale jeżeli nie mamy nawet technicznej możliwości uczestnictwa, twierdzą naukowcy, nasze prawa są łamane.

Trzy znane przykłady, gdzie przekazywanie informacji internetem nadało biegu ważnym sprawom to: Arabska Wiosna, ujawnianie aktów przemocy ze strony policji wobec czarnoskórych Amerykanów i kampania #MeToo. Teraz jesteśmy świadkami walki o swoje prawa mieszkańców Hongkongu z chińskim aparatem bezpieczeństwa. Uczestnicy tych wydarzeń organizują się w wirtualnym świecie by w tym prawdziwym nie być kompletnie bezbronnymi wobec przemocy ze strony państwa.

Są już też pierwsze przykłady działań mających upowszechniać dostęp do sieci. Indyjski stan Kerala ogłosił internet prawem człowieka i chce zapewnić darmową usługę wszystkim 35 milionom mieszkańców regionu do końca tego roku. W UE Komisja Europejska promuje inicjatywę WiFi4EU. [LINK] http://www.wifi4eu.pl/ [/link] Chodzi o dopłaty dla administracji lokalnej do bezpłatnego dostęp do bezprzewodowego Internetu w miejscach użyteczności publicznej jak parki, place, budynki publiczne, biblioteki, ośrodki zdrowia czy muzea.

W skali globalnej działa ONZ ze swoim programem Sustainable Development Goals. Organizacja wywiera presję na rządy państw rozwijających się domagając się wprowadzenia na ich obszarze powszechnego dostępu do internetu. Skala problemu jest olbrzymia, bo według oenzetowskiego Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego pod koniec 2018 roku dostęp do sieci miało 51 proc. z 7 miliardów ludzi na Ziemi.

Oczywiście infrastruktura to jedno, a cena dostępu do usługi druga sprawa. I tu są pewne wytyczne dla rządzących. Według Fundacji World Wide Web, za którą stoi wynalazca internetu Tim Berners-Lee, maksymalna cena ściągnięcia gigabajta danych nie powinna przekraczać 2 proc. średnich miesięcznych zarobków. - 2,3 mld ludzi płaci dziś więcej – czytamy w ogłoszonym 12 listopada raporcie.